Wydanie bieżące

1 listopada 21 (285) / 2015

Anna Katarzyna Dycha,

INCOGNITO, ALE Z GITARAMI. DRUGI ALBUM GRUPY BOKKA

A A A
Debiutowali w 2013 roku. Na płycie „Bokka” znalazła się mieszanka synthpopu, dreampopu, shoegaze’u i elektronicznej psychodelii. Dodatkowo zespół intrygował scenicznym wizerunkiem. Białe kombinezony czy maski przypominające sprzęt płetwonurka szły w parze z tajemniczą i wysmakowaną muzyką. Ich koncerty to prawdziwe widowiska z wizualizacjami i grą świateł. Bokka przyjęła konwencję kamuflażu scenicznego i konsekwentnie nie ujawnia swoich personaliów. Pojawiły się oczywiście domysły, kto stoi za tym intrygującym projektem. Nie to jednak wydaje się najważniejsze. Większe znaczenie ma odwaga, z jaką zespół rozwija swoje muzyczne pomysły. Widać to znakomicie w krótkim wideo zapowiadającym album. Eksperymentują, przesterowują gitary, bawią się przeszkadzajkami i wieloma innymi instrumentami. Schowani, by na pierwszym planie była muzyka. Wydaniu drugiej płyty nie towarzyszył specjalny medialny szum – grupa obwieściła datę premiery na swoim Facebookowym profilu.

W odróżnieniu od debiutu, na „Don’t kiss and tell” jest mniej shoegaze’u, więcej rocka i gitar. To zupełnie nowe oblicze Bokki. Chłodne i szorstkie. Może nie tak spektakularne, jak byśmy tego oczekiwali, ale zyskujące z każdym kolejnym obcowaniem. Singlowy „Let it” jeszcze jest utrzymany w stylistyce kojarzonej z grupą. To propozycja melodyjna, dynamiczna, surowa, udanie łącząca alternatywny pop z elektroniką i gitarami. Energetyczny teledysk pokazuje, co najlepiej przy takiej muzyce robić. Jednak Bokka nie lubi być oczywista. Unika konwencjonalnych aranży, stawiając na zaskakujące muzyczne zwroty, jak np. w blisko sześciominutowym „Changing lovers”. Po pełnej werwy pierwszej części utworu przygotujmy się na hipnotyczny fragment. Energii nie brakuje też w „It’s there” i „Flashbacks”. W „So empty 2” jest natomiast miejsce na rockowe gitary. Z kolei „Unspoken” jest bliskie twórczości The Cure.

Bokka ma jeszcze jeden atut. To obdarzona charakterystycznym głosem wokalistka. Przy okazji debiutu pojawiały się porównania zwłaszcza do Lykke Li. Tym razem trudniej odnaleźć ten skandynawski trop. Głos jest bardziej przetworzony.

Druga płyta przynosi nowy, inny obraz Bokki. To grupa, która stara się połączyć elektroniczne eksperymenty z przesterowanymi gitarami i psychodeliczną przestrzenią. Potrafi dostarczyć dużej dawki energii, a za chwilę zaintrygować aranżacyjnymi poszukiwaniami. Słychać, że Bokkę tworzą wytrawni muzycy, którym niestraszny jest syndrom drugiego krążka.
Bokka: „Don't kiss and tell” [NextPop, 2015].