Wydanie bieżące

1 listopada 21 (285) / 2015

Dominik Szcześniak,

NIE(CH) ŻYJE BAL!

A A A
Maryla Rodowicz wbiła Polakom do głów, że życie to „bal jest nad bale”. Tymczasem Nuno Duarte powiedział Portugalczykom coś skrajnie przeciwnego.

„Bal” został doceniony zarówno przez portugalskich czytelników, jak i krytyków. Zdobył mnóstwo nagród, w tym dla najlepszego scenarzysty (Nuno Duarte) oraz najlepszej rysowniczki i kolorystki (Joana Afonso). Przez muzyka i scenarzystę Filipe Melo anonsowany został do rangi „horroru”, jak również „wzbudzającej strach opowieści idealnej do opowiadania przy ognisku”. To, co już w zapowiedziach brzmi jak prawdziwy hit, do rąk polskiego czytelnika trafia w wersji jeszcze bardziej przebojowej – z szeregiem dodatków ukazujących kulisy powstawania albumu. Czy zatem jest się z czego cieszyć?

Założenie tkwiące u podstaw fabuły komiksu jest fascynujące. W 1967 roku, w przededniu wizyty papieża Pawła VI, inspektor Międzynarodowej Policji Ochrony Państwa trafia do nadmorskiej miejscowości w celu zweryfikowania doniesień o „praktykach pogańskich” i „zjawiskach nadprzyrodzonych”. Twardo stąpający po ziemi Rui Bras szybko przekonuje się, że niewygodne (w perspektywie odwiedzin głowy kościoła) plotki i przesądy są całkiem sprawdzone. Zagrożenie czyha jednak nie tylko ze strony wychodzących z morza hord zombie, lecz także tkwi głęboko w przeszłości małego miasteczka i tajemnicach jego mieszkańców. Dramat miłosny próbuje się tu mieszać z horrorem, a motyw polowania na czarownice z marszem żywych trupów. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie poziom realizacji tych zacnych założeń.

Nuno Duarte uparł się na metaforę balu. Taniec jest tu więc pląsem z zombiakami, przede wszystkim zaś próbą rozliczenia z przeszłością oraz ukazania relacji przesłuchującego z przesłuchiwanym. Podejście scenarzysty do tematu Salazarowskiej dyktatury jest jednak kompletnie nieudane. Główny bohater – pozbawiony wyrazu aparatczyk – jest papierowy do bólu, a jego zachowania kompletnie nie pasują do przedstawiciela tajnej policji. Z kolei motyw nieszczęsnego „balu” przewija się przez cały komiks, powracając w coraz to bardziej kuriozalnych stwierdzeniach, nijak pasujących do fabuły. Jakby tego było mało, Duarte (z zaangażowaniem godnym ambitnego amatora) mnoży psychologizujące ujęcia, atakuje wyświechtanymi kliszami i szarżuje na czytelnika z naręczem biblijnych cytatów.

Rysowniczce Joanie Afonso zabrakło tej werwy i elegancji w kresce, jaką pięć lat temu urzekała w swoim polskim debiucie („Love Will Tear Us Apart Again”). Choć w „Balu” nietrudno znaleźć świetnie narysowane plansze, to jednak sąsiadują one z kiepskimi, przez co całość sprawia wrażenie bardzo nierównej. Zdarzają się niepotrzebne błędy i uproszczenia, a kolorystyka tylko przez chwilę trafia w nastrój grozy. Bardzo efektownie prezentują się jednak czarno-białe projekty postaci i wstępne rysunki zawarte na ostatnich stronach albumu.

Tak szczodrze nagradzany przez portugalską krytykę „Bal” jest komiksem zaledwie przeciętnym. Świetny, dający gigantyczne pole do popisu pomysł został zmarnowany przez nonszalancję scenarzysty. Szkoda tylko, że rykoszetem oberwała utalentowana graficzka.
Nuno Duarte, Joana Afonso: „Bal” („O baile”). Tłumaczenie: Jakub Jankowski. Wydawnictwo Timof i cisi wspólnicy. Warszawa 2015.