Wydanie bieżące

1 listopada 21 (285) / 2015

Natalia Kaniak,

ŻYWA CZY NA MIEJSCU? (PROFESOR ANDREWS)

A A A
Adaptacja opowiadania autorki, która dla nałogowych czytelników jest jedną z najważniejszych współczesnych pisarek i jednocześnie całkowitą niewiadomą dla większości ignorantów, wymaga nie lada odwagi oraz umiejętności. Olga Tokarczuk należy do twórców wymagających, a od czytelnika oczekuje konkretnej wiedzy i zaangażowania podczas lektury. „Profesor Andrews w Warszawie”, oryginalnie wydany w zbiorze „Gra na wielu bębenkach”, jest utworem krótkim, gęstym od znaczeń i zapadającym w pamięć. To zaledwie kilka stron opowieści o tytułowym bohaterze, który – zagubiony w obcym mieście i nieznający języka jego mieszkańców – stara się zrozumieć sens dziwnych zachowań, które (oderwane od kontekstu) wydają mu się absurdalne i niedorzeczne. Jakże inna byłaby to historia, gdyby profesor utknął w Paryżu, Berlinie czy Pradze.

W utworze Olgi Tokarczuk czytelnik, podobnie jak protagonista, powoli poznaje otaczający go obcy świat. Niczym dziecko we mgle, po omacku szuka pomocy i tropów prowadzących z powrotem do opiekunów, którzy wyszli na chwilę i nie wrócili. Niestety, o ile literatura pozwala na ukrycie wielu szczegółów, niedopowiedzenia i ogólniki, o tyle plansze komiksu muszą przedstawiać konkretne miejsca, panoramy miasta, modele samochodów czy stroje bohaterów. W skromnym albumie, do którego scenariusz napisał Dominik Szcześniak, a rysunki wykonał Grzegorz Pawlak, tajemnica Warszawy zostaje dość szybko odkryta. Skoro nie można było całkowicie uniknąć faktografii i historycznych odniesień, twórcy położyli nacisk na budowanie ciężkiej atmosfery miasta.

Warszawa duetu Szcześniak / Pawlak jest smolista, nieprzyjazna i chłodna. Społeczeństwo, podobnie jak dziś, już wtedy było niemiłe, przedwigilijne rytuały równie okrutne i masowe („Żywa czy na miejscu?” – to standardowe pytanie sprzedawców świątecznych karpi), a czołgi na ulicach, zamiast wzbudzać panikę, miały za zadanie wprowadzać atmosferę opieki, niezbędnej kontroli i spokoju. Nic dziwnego, że nawet doświadczony profesor psychoanalizy nie mógł pojąć tak alternatywnej dla niego rzeczywistości. Jego postać odarta została z całego autorytetu na rzecz uroczej nieporadności. Dostojny Pan Andrews już po kilku kieliszkach polskiej wódki zamienia się w gaworzącego malca, dla którego jedynym ratunkiem jest eskorta do domu, w tym wypadku – do angielskiej ambasady. Ot, polski chrzest etylowy, łączący nacje i klasy. A wszystko w otoczce historycznych przemian.

Komiksowy „Profesor Andrews” nie zapada w pamięć tak mocno, jak jego literacki odpowiednik. Ale jego rysunkowa wersja doskonale uzupełnia to, co Tokarczuk pozostawia czytelnikowi do własnej interpretacji. Autorom udało się oddać fantastyczną atmosferę stolicy, poczucie zagubienia i dojmującą aurę absurdu. Dobrze znaną Warszawę przekształcili w tajemnicze miasto na wzór Lynchowskiego Twin Peaks. A to już coś.
Dominik Szcześniak, Grzegorz Pawlak: „Profesor Andrews”. Wydawnictwo Komiksowe. Warszawa 2015.