Wydanie bieżące

1 listopada 21 (285) / 2015

Paweł Miech,

NIHILISTA NAWRACA SIĘ NA ISLAM (MICHEL HOUELLEBECQ: 'ULEGŁOŚĆ')

A A A
Gramatyka bestselleru
Na pierwszy rzut oka najnowsza powieść Michela Houellbecqa „Uległość” odpowiada na najgorsze lęki islamofobów. W 2022 roku we Francji do władzy dochodzi Bractwo Muzułmańskie. Partia nie zdobywa wprawdzie największego poparcia, ten honor trafia do Marine Le Pen i jej Frontu Narodowego. Bractwo Muzułmańskie zdobywa jednak 21 procent głosów, tyle samo, co Partia Socjalistyczna. Przerażeni perspektywą rządów nacjonalistów socjaliści wchodzą w koalicję z liderem Bractwa Mohamedem Ben Abbasem, oddając jego partii Ministerstwo Edukacji, Kultury i kilka innych najważniejszych resortów. Następuje szybka islamizacja Francji. Kobietom zakazuje się pracy i przyznaje hojne zasiłki rodzinne. Poligamia zostaje zalegalizowana. Uniwersytety zwalniają wszystkich wykładowców, którzy nie wierzą w Allaha, na korytarzach i w klasach wprowadza się ostre restrykcje dotyczące ubioru, wszystkie kobiety mają nosić hidżaby. Nowe porządki początkowo budzą opór społeczny, z czasem jednak wszystkie zostają zaakceptowane. Gospodarka rozwija się szybciej, bezrobocie i przestępczość spadają, poparcie dla Bractwa Muzułmańskiego wzrasta.

Jeśli ktoś obawia się islamu, a obawia się go w Polsce większość społeczeństwa, to zapewne obawia się właśnie takiego scenariusza. Wystarczy rzucić okiem na dyskusje o emigrantach. Wygląda na to, że większość społeczeństwa wolałaby, by emigranci zginęli po prostu na morzu lub stracili życie z głodu lub w wyniku wojen w ich krajach. Jeśli tylko dotrą bowiem do brzegów Europy, natychmiast zagraża nam niebezpieczeństwo. Dzisiaj mówią, że chcą tu tylko pracować, jutro zechcą zasiłków, a za kilka lat wprowadzą w Europie szariat, będą kamieniować kobiety na ulicach i traktować nasze instytucje jak swoje. Odpowiedzą na to zagrożenie jest twarde: „Polska tylko dla Polaków, ewentualnie dla innych białych tego samego wyznania, co my”. Zrozumienie dla tych, którzy pochodzą z Bliskiego Wschodu, jest śmiertelnie niebezpieczną naiwnością.

„Uległość” w pewnym stopniu wpisuje się w te lęki, co zapewne wyjaśnia, dlaczego książka sprzedała się we Francji w 350 tysiącach egzemplarzy. Z drugiej strony powieść jednak zdecydowanie się z tych lęków wypisuje. Lęk, o którym opowiada powieść, jest znacznie głębszy i nie dotyczy wcale islamu. Jest to podobny rodzaj niepokoju, który budzą filmy Michaela Hanekego – „Ukryte”, „Pianistka” czy „Miłość”.

Tematem „Uległości” jest nie tyle sam strach przed islamem, co raczej strach przed ponurą życiową pustką. Główny bohater, wykładowca akademicki Francois, prowadzi smutne i nieszczęśliwe życie. Raz w tygodniu prowadzi nudnawe zajęcia na temat literatury XIX wieku. Mieszka sam. Od czasu do czasu nawiązuje krótkotrwałe romanse ze studentkami. Nie nawiązuje jednak z nimi żadnej więzi emocjonalnej, relacja sprowadzają się jedynie do seksu. Relacje rodzinne nie mają dla niego znaczenia. O śmierci ojca bohater dowiaduje się miesiąc po fakcie z urzędowej korespondencji. Francois nie ma przyjaciół, plotkuje ze znajomymi z uczelni, ale nic go z nimi nie łączy. Polityka nie odgrywa w jego życiu żadnej roli. Tym bardziej zaskakują go nagłe zmiany. Na szczęście nie są to zmiany zbyt bolesne. Francois traci wprawdzie pracę na Sorbonie, ale zyskuje w zamian emeryturę w wysokości dotychczasowej pensji. Uczelnie są po kontrolą szejków z Arabii Saudyjskiej, więc pieniędzy jest na nich nawet więcej niż wcześniej.

Życie Francois to kwintesencja nihilizmu. Jedyne, co obchodzi bohatera, to seks i pieniądze. Hedonistyczny tryb życia być może mógłby fascynować i zapewne fascynuje, sądząc po popularności hiphopowych teledysków na MTV. Narracja Houellbecqa sprawia jednak, że hedonistyczne życie wydaje się żałosne. Pozostaje oczywiście wątpliwość, na ile wydaje się ono żałosne na skutek wątpliwości samego bohatera. Francois potajemnie tęskni bowiem za tradycyjnymi formami życia. Podziwia starszych ludzi, którzy pozostali wierni swojemu partnerowi przez kilkanaście czy kilkadziesiąt lat. Przez myśl przebiega mu też, że życie kobiet we współczesnych społeczeństwach jest jakimś koszmarem, być może gorszym nawet od życia w państwach islamskich. To na kobietach przecież wciąż spoczywa ciężar wychowania dzieci, to one muszą brać urlopy macierzyńskie, a potem po ich zakończeniu harować cały dzień tylko po to, by wracać do domu i znów harować, tyle, że na zlecenie dzieci. Ogarnięte panicznym lękiem przed ciążą, kiedy są młode (bo najważniejsza jest kariera), przed trzydziestką popadają w jeszcze gorszy lęk: „jeszcze rok i dwa i będzie za późno na dziecko”.

Francois nie znosi więc Francji, którą widzi dookoła, po cichu wolałby żyć w jakimś innym, bardziej konserwatywnym społeczeństwie. Nic dziwnego więc, że stopniowo zaczyna szukać jakiejś ideologicznej ucieczki. Wybiera się do klasztoru, próbuje odnaleźć sens w katolicyzmie. Ten jednak męczy go swoją nowoczesnością i sztucznością. W końcu dostaje zaproszenie od rektora Sorbonny, który jest gotów przyjąć go z powrotem na uczelnię pod warunkiem, że ten przyjmie islam.

Jednym z ciekawszych wątków powieści jest zwrócenie uwagi na zbieżność ideologiczną pomiędzy Bractwem Muzułmańskim a francuską (i zapewne ogólnie europejską) prawicą. W zasadzie w większości kwestii obie grupy mogłyby znaleźć porozumienie. Muzułmanie nie akceptują aborcji i nie tolerują homoseksualizmu. „Feminizm” jest dla nich idiotyczną ekstrawagancją. Kobiety nie muszą i nie powinny pracować, ponieważ mają ważniejsze rzeczy na głowie. Różnorodność kulturowa jest dla nich niepotrzebna i szkodliwa. Wskaż proszę jedną różnicę pomiędzy takim światopoglądem a poglądami zwolenników Janusza Korwin-Mikkego. Co być może najważniejsze, obie grupy bronią pewnego wyidealizowanego ideału moralnego. Parafrazując Józefa Becka, obie strony uważają, że rzeczą bezcenną dla społeczeństw jest honor. Myślę, że to właśnie ta fiksacja na honorze jest jedną z cech, które definiują wszelkie rodzaje prawicowych nacjonalizmów. Ta same fiksacja jest kluczowa dla islamu, tu także honor jest jedną z najwyższych cnót, utrata honoru jest gorsza od utraty życia.

Właśnie na tym opiera się więc cała ironia „Uległości”. Houellbecq zdaje się sugerować: „Boicie się islamu, ale w rzeczywistości potajemnie go pragniecie. Wasza fobia jest tylko zamaskowanym pożądaniem”. Z drugiej strony ostrze powieści kieruje się przeciwko liberalnemu indywidualizmowi. Kiedy Francois słyszy słowo „humanizm”, zbiera się mu na wymioty. Życiorys głównego bohatera pokazuje absurdalność idei wolności. Każdy powinien mieć wolność decydowania o swoim losie - ta wolność jest czymś najcenniejszym i najbardziej wartościowym – głosi slogan liberałów. Slogan ten nie bierze jednak pod uwagę tego, że w praktyce większość wybierze krótkotrwałą gratyfikację, czyli seks i pieniądze tu i teraz, a potem skończy niczym Francois, jako zbiorowość znudzonych i zrozpaczonych samotników. Czy warto więc bronić społeczeństwa wolnych nieracjonalnych hedonistów? – zdaje się pytać Houellbecq. Co takiego stracimy ,jeśli liberalna wizja wolności poniesie porażkę?

A jednak „Uległość” nie do końca przekonuje. Pesymizm i dekadencja to nie jedyne możliwe postawy wobec współczesności. Niektórzy potrafią przeżyć swoje życie w sposób wartościowy, nie wierząc wcale w Boga. Poza tym kontynuatorzy Korwin-Mikkego czy Le Pena nie muszą wcale zatryumfować w latach 20-tych XXI wieku. A i islam Anno Domini 2022 niekoniecznie musi być tak bardzo restrykcyjny, jaki jest w powieści. Dlaczego mielibyśmy wierzyć, że to muzułmanie nie przejdą na liberalizm? Jeśli katolicy czy protestanci zaakceptowali nowoczesność, być może zaakceptują ją także muzułmanie. Być może jednak to właśnie taki scenariusz najbardziej zaniepokoiłby autora. Być może tego właśnie Houellbecq najbardziej by się obawiał. Gdyby tak się stało, dekadentom nie pozostałoby nic poza strachem przed nicością.
Michel Houellebecq: „Uległość”. Przeł. Beata Geppert. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2015.