Wydanie bieżące

1 listopada 21 (285) / 2015

Aleksandra Majak,

W PUŁAPCE POEZJI (TADEUSZ RÓŻEWICZ: 'OSTATNIA WOLNOŚĆ / ZNIKANIE')

A A A
1.

„Znikanie” i „Ostatnia Wolność” to dwa tomy niepublikowanych dotąd w formie książkowej wierszy Tadeusza Różewicza. Czytelnik odnajdzie w nich wahanie między wiarą a nie-wiarą w zdolność słów do nazywania świata, lecz przede wszystkim najbardziej centralne dla Różewicza pytanie: po co poezja? Prawie pół wieku temu w „Sezonie poetyckim” powtarzał on słowa Artura Honeggera o tym, że „poeta zginął”. A może nie tyle powtarzał, co wchodził z nimi w dialog – nie bez ironii pytał przecież Różewicz: „skoro poeta zginął, to co ja tu robię?” (Różewicz 2004, s. 162)

Czy coś się zmieniło od czasu, kiedy autor „Kartoteki” ubolewał nad utratą metafizycznego umocnienia? Czy poeta uwierzył słowom, odnalazł Boga, scalił zdezintegrowane ja? Nie wiadomo. Różewicz nie daje prostych odpowiedzi. Raz jest ironiczny, raz tragiczny, a za chwilę uporczywie prześmiewczy. Przy tym wszystkim deklaruje, że „krystalizuje nieczystą poezję”, i zdaje się krzyżować tematy, mieszać rejestry. W najnowszych tomach dotychczas mniej znana liryka kierowana do żony spotyka się z obrazem „złotego cielca, który się wściekł i zdycha z przeżarcia”. Różnorodność wciąga i wchłania czytelnika.

2.

Czytając wiersze z tomu „Znikanie”, ma się wrażenie, że nie ma wyjścia z pułapki poezji. To zresztą kolejna metafora Różewicza, który w jednym z wierszy rysuje niewidzialne koło – puste w środku i żywe, ruchliwe, pełne zgiełku na obrzeżach. Poeta tworzy właśnie na skraju poezji. Tym, do czego próbuje dotrzeć, jest środek, który przeraża i fascynuje, a z którego nie ma już powrotu. Zupełnie jak w micie o Orfeuszu. Poeta – owszem – ma wybór. Wychodząc, zawsze musi jednak coś zostawić, coś stracić.

Obcowanie z tą poezją to ciągłe balansowanie na granicy koła – między wiarą a nie-wiarą w poezję. Stąd też uporczywa taktyka (choćby graficznego) dekonstruowania słów – docierania jakby do desygnatu. Powstaje pytanie: na ile jeszcze Różewiczowi wierzymy? Skoro poezja umarła, skoro zostaje jedynie nicość. Może właśnie wątpienie jest najbardziej autentyczne w Różewiczowskiej „anty-egzegezie”? Żaden inny poeta nie odwraca tak bardzo hierarchii i zamiast mówić „nie wierzę już w Boga” mówi, że to Bóg już w niego nie wierzy. W „Ostatniej wolności” Różewicz cytuje skład apostolski, by pod koniec zdewaluować credo słowami „mówię tak długo / aż usypiam”, zupełnie jakby odtwarzał scenę dziecięcego liczenia baranów przed snem. Wyczerpuje się więc już nie tylko język, ale i możliwość wyznania. Wyznanie wiary to jedynie słowa, głosy, a te, jak powtarza Różewicz za Thomasem Stearnsem Eliotem, są suche i naiwne.

3.

W wierszu „Uczeń czarnoksiężnika” poeta pyta: „po co otwarłem oczy / Zalewa mnie świat kształtów i barw”. Obrazuje tym samym dwie tendencje widoczne w późnych tomach; jednoczesne pragnienie mówienia i zamilknięcia. „Niejednokrotnie są to wiersze pisane w sąsiedztwie albo na granicy milczenia, czasami w ciszy i ciszą, zapadające w siebie […] ” – powiada w posłowiu Jacek Gutorow. Bez wątpienia większość wierszy ze „Znikania” i „Ostatniej wolności” to utwory mówiące o samym procesie pisania. Dla czytelnika Różewicza nie jest to żadne zaskoczenie. Poeta wydaje się zapełniać coś więcej niż tylko puste strony, na których powstanie poezja – usiłuje przede wszystkim zrozumieć proces jej tworzenia.

Intymna relacja między autorem a dziełem jest tu mocno biologiczna, związana z ciałem, jak we fragmencie „po powrocie do domu / moja ręka zaczęła pisać | wiersz”. Kolejny, obok równoczesnego pragnienia ekspresji i jej braku, paradoks tej twórczości. Podobnie jak sam tytuł – znikanie – sugeruje równoczesną obecność i nie-obecność. Obecność, która zawsze naznaczona jest brakiem i utratą. Najbardziej bolesna w znikaniu jest świadomość, że ten, kto znika, mógłby przecież być. W ten sposób pozostają już nie tyle wyrazy, co same opuszczone litery. Graficzne rozwiązania tomu pozwalają czytelnikowi na zastanowienie: czy litery są jeszcze w stanie tworzyć słowa? A jeśli tak, to gdzie przebiega granica pozwalająca na komunikację i wzajemne zrozumienie? Ta linia, jak zdaje się mówić Różewicz, bierze swój początek w emocjonalności i przeżyciach autora. Tego, który do końca jest ironiczny i przekorny, mówiąc „można pisać wiersze”, a za chwilę puentuje „można też robić / wiele innych rzeczy”.



LITERATURA

T. Różewicz: „Proza III”. Wydawnictwo Dolnośląskie. Wrocław 2004.
Tadeusz Różewicz: „Ostatnia wolność / Znikanie”. Biuro Literackie. Wrocław 2015.