Wydanie bieżące

15 listopada 22 (286) / 2015

Krzysztof Ociepa,

BOHATEROWIE SĄ BARDZO ZMĘCZENI (GUNMAN: ODKUPIENIE)

A A A
Wydania DVD
James Terrier (Sean Penn) jest ochroniarzem wynajętym do opieki nad szpitalem gdzieś w sercu Afryki. Wydaje się zadowolony z życia; lubi swoją pracę zapewne także dlatego, że dzięki niej może być blisko Annie (Jasmine Trinca), z którą łączą go więzy uczuciowe. Szybko okazuje się jednak, że wszystko to pozory. Terrier jest członkiem służb specjalnych, który na zlecenie wielkich korporacji usuwa problemy, jakie napotykają one w krajach Trzeciego Świata. Tym razem padło na ministra, który bardzo nierozsądnie postanowił znacjonalizować majątek amerykańskich koncernów. Terrier bez wahania wypełnia zadanie i natychmiast znika, zostawiając Annie bez słowa wyjaśnienia. Po ośmiu latach wraca do Afryki jako zupełnie inny człowiek. Angażuje się w budowę studni i prowadzi działalność charytatywną. Przeszłość daje jednak o sobie znać i ktoś postanawia zlikwidować wykonawcę niegdysiejszego zlecenia.

To oczywiście zaledwie punkt wyjścia do serii strzelanin, szalonych gonitw i kaskaderskich popisów. Można i z takiej fabuły zrobić kawałek dobrego kina, czego najlepszym przykładem jest trylogia o przygodach Jasona Bourne’a. Jednak „Gunman” to blada kopia tych filmów, obraz do bólu przewidywalny. Jedyna satysfakcja, jaką można czerpać w trakcie jego oglądania, bierze się z bezbłędnego odgadywania, co wydarzy się w następnej scenie. Aktorzy też sprawiają wrażenie, jakby byli nieco zmęczeni swoimi rolami i niespecjalnie dbają o to, aby w jakikolwiek sposób uwiarygodnić grane przez siebie postacie. Bohaterowie przypominają raczej typy niż realne osoby: ludzka maszyna do zabijania, przyjaciel, który okazuje się zdrajcą, czy cierpliwa i wiecznie kochająca kobieta. Trudno przejąć się ich losami, w związku z czym galopada, która przetacza się przez ekran, bardzo szybko zaczyna nużyć. Nieważne, kto kogo goni, bo wynik tej gonitwy jest z góry znany. „Gunman” to film, w którym schemat i sztampa są głównymi sposobami układania materiału filmowego.

A przecież z taką obsadą mógł powstać obraz o skomplikowanym życiu podstarzałego agenta, który próbuje na nowo ułożyć swoje sprawy; film o tym, jak trudno pozbyć się starych nawyków i żyć w normalnym społeczeństwie komuś, kto dotąd potrafił tylko zabijać. W „Gunmanie” natomiast, jeśli coś w ogóle przeszkadza bohaterowi w normalnym życiu, to tylko czynniki zewnętrzne, czytaj: dawni kumple od czarnej roboty. Bohater grany przez Seana Penna potrafi bez mrugnięcia okiem zabić, aby po chwili troszczyć się o losy mieszkańców Trzeciego Świata. Nie wypada to zbyt wiarygodnie, zwłaszcza że Penn zarówno w jednej, jak i w drugiej sytuacji gra w dokładnie taki sam sposób, pozbawiony emocjonalnego zaangażowania. Udziela się to niestety także odbiorcom filmu i to do tego stopnia, że ostatnie pół godziny ogląda się w całkowitej obojętności. Kto, kogo i za co goni? Wszystko jedno.
„Gunman: Odkupienie” („The Gunman”). Reżyseria: Pierre Morel. Scenariusz: Pete Travis, Don MacPherson. Obsada: Sean Penn, Jasmine Trinca, Javier Bardem, Ray Winstone, Idris Elba i in. Gatunek: film akcji. Produkcja: Francja / Hiszpania / USA 2015, 115 min. Dystrybucja: Monolith Video.