Wydanie bieżące

15 listopada 22 (286) / 2015

Małgorzata Lebda,

TRESOWANA MAŁPA (WORLD PRESS PHOTO 2015)

A A A
Oglądam niedźwiedzia, myślę o człowieku.

Wojciech Nowicki

Wystawę World Press Photo 2015 w krakowskiej Galerii Bunkier Sztuki otwarła przedstawicielka konkursu, Tessa Hetharia. Podczas konferencji prasowej przywołała ona słowa jednego z dziennikarzy, który powiedział jej, że gdyby kosmici wylądowali na naszej planecie i przyszło im oglądać fotografie nagrodzone w tym prestiżowym konkursie, odlecieliby z przekonaniem, że Ziemia jest miejscem straszliwym. Drażnić, uwierać, nie dawać spokoju – oto cele kadrów oglądanych na wystawie. Co roku wybieram się na nią z nadzieją, że przewagę zdobędą tu obrazy ukazujące raczej życie niż śmierć, raczej jasność niż ciemność. Nadzieja to złudna, bowiem World Press Photo, będąc konkursem, na którym nagradzane są fotografie rejestrujące najaktualniejsze problemy współczesnego świata, nigdy nie będzie wystawą łatwą i przyjemną. To wystawa, która ma doskwierać. I doskwiera. Ekspozycja – myślę, oglądając wystawione prace – jest swego rodzaju monologiem człowieka o człowieku. To monolog z jednej strony brutalny (Sergei Ilnitsky, Sergey Ponomarev), a z drugiej subtelny, niemal poetycki (Sarker Protick, Michele Palazzi, Kacper Kowalski). Owe fotograficzne głosy utrzymują w tegorocznej edycji konkursu chwiejny balans między jasnością i ciemnością. Mamy tu zatem 145 nagrodzonych zdjęć, a na nich w większości człowiek i jego życie, człowiek i jego śmierć. Nie jest moją ambicją opisanie całości wystawy, do obejrzenia której gorąco zresztą namawiam. Chcę za to zatrzymać swój wzrok na dwóch fotografiach, które z jednej strony wspomniany monolog o człowieku próbują przełamać, ale z drugiej mówią o człowieczeństwie więcej niż niejedno zdjęcie przedstawiające ludzką sylwetkę. Co widzę?

Przedstawicielka World Press Photo Tessa Hetharia przybliża charakterystykę prac polskiego fotografa Kacpra Kowalskiego, fot. Małgorzata Lebda

Antyteza natury

Czarno-biała fotografia chińskiego artysty Yongzhi Chu. Betonowa ściana, betonowe podłoże. I zwierzę. Niewielka małpa, jak gdyby próbująca wtulić się w beton za sobą. U szyi zwisa jej gruby metalowy łańcuch, którym przywiązana jest do kierownicy niewielkiego roweru (domyślam się, że to na nim jest trenowana). Przyglądam się jej dolnym kończynom: są ułożone tak, jakby zaraz miały ponieść zwierzę, zerwać się do ucieczki. Jasna twarz (nie jestem tu w stanie użyć słowa „pysk”) małpy skierowana jest ku zbliżającemu się do niej człowiekowi. Widzę ciężki, skamieniały wzrok. Hipnotyzujący i poruszający. To wzrok, który obserwowałam u kota przygarniętego ze schroniska, o którym wiadomo było, że od ludzi nie doświadczył niczego dobrego. To wzrok przerażenia, bezradności. Lekko rozwarte usta potwierdzają wcześniejsze rozpoznania. Zwierzę zastyga w tej poddańczej, strachliwej pozie, całkowicie uległe swojemu panu. To „zniewalająca” fotografia, by posłużyć się słowami Johna Bergera, który jest przekonany, że takie zdjęcia: „Chwytają nas. (Świadom jestem faktu, że są ludzie, którzy miną je po prostu, ale o nich nie mam nic do powiedzenia.) Kiedy patrzymy na te zdjęcia, chwila cierpienia pochłania nas” (Berger 1999: 57).

Jest i człowiek – wielki, toporny, w obdartych butach i przydużym ubraniu. Patrzę na jego prawą rękę i widzę tak dla mnie wstydliwy rekwizyt – gruby sznur przywiązany do drewnianego kija. Patrzę na jego lewą dłoń, uchwyconą jakby w ruchu, gotową do działania. Specyficzna to manifestacja siły: człowiek – większy przecież i silniejszy od drobnego zwierzęcia – dodatkowo posiłkuje się bronią. Parafrazując słowa, które umieściłam jako motto niniejszego tekstu: patrzę na małpę, myślę o człowieku.

Jest jeszcze i to: kadr „ucina” człowieka w połowie pleców, z jednej strony podkreślając, że to zwierzę jest głównym bohaterem (smutnym bohaterem), z drugiej – symbolicznie pozbywając się strategii personalizacji – mówi o człowieku w ogóle. Oto smutny symbol naszego człowieczeństwa i tej władzy, którą mamy z nadania Boga, jak czytamy w Księdze Rodzaju: „Wszelkie zaś zwierzę na ziemi i wszelkie ptactwo powietrzne niechaj się was boi i lęka. Wszystko, co się porusza na ziemi i wszystkie ryby morskie zostały oddane wam we władanie”. „Niech się was boi i lęka” – powtarzam, patrząc na skulone w śmiertelnym strachu zwierzę. Podpis pod fotografią sucho informuje: „Rezus kuli się na widok zbliżającego się tresera podczas ćwiczeń do występu cyrkowego w Suzhou we wschodnich Chinach”. Dowiaduję się, że pokazy tresury zwierząt w cyrkach i ogrodach zoologicznych są w Chinach niezwykle popularne. Cierpienie zwierząt wydaje się dostrzegane, ale nie idą za tym konkretne, namacalne rozstrzygnięcia. Oto bowiem po latach nacisków ze strony organizacji walczących o prawa zwierząt rząd Chin zabronił wprawdzie prowadzenia cyrków zwierząt, jednak przepisy te nie są respektowane przez treserów, którzy twierdzą, że nie słyszeli o zakazie.

Nasuwa mi się kolejna asocjacja: piękne i straszne zarazem fotografie Albina Bibloma, który fotografował niedźwiedzie tresowane (ku rozrywce) na terenach Bułgarii. Ten sam schemat: człowiek stoi nad dzikim zwierzęciem z rekwizytem mogącym zadać ból, z bronią, która ma poświadczać jego siłę, tę siłę mu nadawać. I jeszcze to skojarzenie: Wojciech Nowicki, opisując fotografię niedźwiedzia z zamojskiego zoo, dokonuje rozpoznań, które sobie tu przywłaszczam, które są i będą adekwatne do wszystkich fotografii przedstawiających jakikolwiek rodzaj ubezwłasnowolniania zwierzęcia: „ta fotografia jest jak antyteza natury – i dalej – wszystko tu przypomina: porzućcie nadzieję” (Nowicki 2010: 131). To jedno ze zdjęć, nad którymi spędzam najwięcej czasu, to zdjęcie, o którym myślę niezwykle często, to zdjęcie, które pojawia się przed moimi oczami, kiedy przychodzą do mnie moje koty spragnione bliskości.

I. Nagroda, Przyroda, Zdjęcie pojedyncze, Yongzhi Chu, Chiny, Suzhou, Prowincja Anhui, Chiny

Twarzą ku człowiekowi

Druga praca, która zatrzymuje moją uwagę, to kolorowy kadr autorstwa niemieckiej fotograficzki Sandry Hoyn. Kilka faktów: na weterynaryjnym stole leży potężne ciało czternastoletniego orangutana o imieniu Angelo. Z opisu dowiadujemy się o sprawach kluczowych: zwierzę odnaleziono ranne na plantacji palmy oleistej; w jego ciele tkwił śrut z wiatrówki. Zdjęcie wydaje się wierzchołkiem góry lodowej, nieśmiałą zapowiedzą katastrofy, o której w ostatnich tygodniach czytamy z przerażeniem, katastrofy spowodowanej zachłannością człowieka. Płonie Indonezja. Dane są porażające: ogień pochłania obszary o długości około 5 tysięcy kilometrów. Duszą się zwierzęta i ludzie. Ogromy popyt na olej palmowy powoduje wycinkę (a także wypalanie) indonezyjskich lasów deszczowych; na ich miejscu sadzi się plantacje palm. Naturalne siedliska orangutanów (ale i panter, niedźwiedzi malajskich, gibonów, nosorożców i tygrysów sumatrzańskich) ulegają zniszczeniu. W ten sposób orangutany znalazły się na krawędzi wyginięcia. Organizacja Sumatrzańskiego Programu Ochrony Orangutanów (SOCP) niesie pomoc bezbronnym zwierzętom, częstokrotnie wyrywając je z rąk kłusowników i właścicieli, którzy traktują je jak zwierzęta domowe.

Przyglądam się zwierzęciu. Jest piękne. Długie kończyny przystosowane do życia na wolności wyglądają w tej sterylnej ludzkiej przestrzeni nieco komicznie. Mam wrażenie nieprzystawalności „dzikiego”, leżącego potulnie na metalowym stole, do całego wyobrażenia o tym zwierzęciu. Fotografia ma moc rozczulania: spójrzmy na duże dłonie ułożone na wysokości brzucha; jakże to ludzki gest. I twarz, i oczy, które – próbuję sobie to wyobrazić – obserwują człowieka (gdzieś poza kadrem) ubranego w biały weterynaryjny kitel. Chciałabym wierzyć, że te oczy są ufne. Oczywiście, dopuszczam się tu antropomorfizacji, do takiego sposobu myślenia o zwierzętach innych niż człowiek jestem/jesteśmy przyzwyczajeni. Myślenie o podobieństwie zwierząt do ludzi ma swoje wady i zalety. Ciekawe wydaje mi się przeformułowanie tego porównania, które proponuje Anna Barcz: zaletą myślenia o podobieństwie ludzi do zwierząt jest to, że wprawdzie nie jesteśmy tacy sami, ale i nie koncentrujemy się na tym, co nas odróżnia, lecz na tym, co nas do siebie zbliża (Barcz 2015: 46).

Staję jeszcze raz przed pracą niemieckiej fotograficzki i czuję przejmującą bliskość z tą człekokształtną małpą. Szczególnie uwodzący, podobny do mojego (ludzkiego) jawi mi się wzrok zwierzęcia. Spojrzenie zwierząt – w obu przywołanych tu przypadkach – zatrzymuje uwagę widza. I tu ujawnia się zasadnicza różnica pomiędzy fotografiami chińskiego rezusa oraz indonezyjskiego orangutana; tkwi ona właśnie w sposobie patrzenia (na człowieka). Twarze obu małp skierowane są ku człowiekowi. W obu przypadkach nie widać ludzkiej twarzy. Jest to owo specyficzne spojrzenie (ważny jest jego adresat), o którego naturze pisał Berger: „Spojrzenie zwierzęcia, gdy dostrzega człowieka, staje się uważne i baczne. To samo zwierzę może równie dobrze w ten sam sposób patrzeć na inne gatunki zwierząt. Nie rezerwuje specjalnego spojrzenia dla człowieka. Ale żaden inny gatunek poza człowiekiem nie rozpoznaje spojrzenia zwierzęcia jako sobie bliskiego. Inne zwierzęta są powstrzymywane przez spojrzenie. Człowiek staje się świadom siebie samego, odwzajemniając spojrzenie” (Berger 1999: 8). Obie fotografie pozostawiają te spojrzenia otwartymi, czujemy się zaproszeni do rozpoznania zakodowanych w nich treści. Rezus z chińskiego miasteczka Suzhou i orangutan z wyniszczanych indonezyjskich lasów patrzą właśnie na nas.

III nagroda, Przyroda, Zdjęcie pojedyncze, Sandra Hoyn, Niency, Laif, fot. Małgorzata Lebda

Przywołane tu fotografie przywołują palącą kwestię sytuacji zwierząt we współczesnym świecie, ich trudnego współżycia z człowiekiem, ich cierpienia. Olga Tokarczuk w eseju „Maski zwierząt” pisała o tym specyficznym zwierzęcym bólu: „Cierpienie człowieka łatwiej jest mi znieść niż cierpienie zwierzęcia. Człowiek ma własny, rozbudowany, rozgłoszony wszem i wobec ontologiczny status, co czyni go gatunkiem uprzywilejowanym. Ma kulturę i religię, żeby wspierały go w cierpieniu. Ma swoje racjonalizacje i sublimacje. Ma Boga, który go w końcu zbawi. Ludzkie cierpienie ma sens. Dla zwierzęcia nie ma ani pociechy, ani ulgi, bo nie czeka go żadne zbawienie. Nie ma też sensu. Ciało zwierzęcia nie należy do niego. Duszy nie ma. Cierpienie zwierzęcia jest absolutne, totalne” (Tokarczuk 2012: 31). Wystawę World Press Photo w krakowskiej Galerii Bunkier Sztuki opuszczałam z poczuciem, że właśnie te dwie fotografie pozwoliły mi pomyśleć o mnie, o człowieku i o bohaterach przywołanych zdjęć w jednej kategorii. I chociaż w założeniu miał to być tekst o zwierzętach innych niż ludzie, to ostatecznie przecież tak bardzo jest o nas.

Fragment wystawy World Press Photo w krakowskiej Galerii Bunkier Sztuki, fot. Małgorzata Lebda

LITERATURA:

Berger J.: „O patrzeniu”. Przeł. S. Sikora, Fundacja ALETHEIA. Warszawa 1999.

Barcz A, Łagodzka D. (red.).: „Zwierzęta i ich ludzie. Zmierzch antropocentrycznego paradygmatu”. Instytut Badań Literackich PAN. Warszawa 2015.

Nowicki W.: „Dno oka”. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2010.

Tokarczuk O.: „Moment niedźwiedzia”. Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Warszawa 2012.

Strona internetowa konkursu World Press Photo: www.worldpressphoto.org.
„World Press Photo 2015”. Galeria Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki. Kraków, 5.11–2.12.2015.