Wydanie bieżące

15 listopada 22 (286) / 2015

Dominik Szcześniak,

W CENTRUM ABSURDU (WIELKA UCIECZKA Z OGRÓDKÓW DZIAŁKOWYCH)

A A A
Dwieście stron z chodzącymi po nich patyczakami, w zasadzie zero akcji i dużo gadających głów. Brzmi nieciekawie, a jest znakomicie. Świdziński przerzuca do komiksu rytmikę rozmów przypadkowych Polaków, świetnie operując czasem i przestrzenią. Prowadzi jak Koterski, pointuje jak Bareja. Czy można go nazwać „mistrzem spontanu”?

Dla jednych będzie to duży atut, dla innych wręcz przeciwnie: „Wielką ucieczką z ogródków działkowych” Jacek Świdziński utrzymuje formę znaną z poprzednich publikacji. Artysta związany z grupą Maszin trafnie ujmuje absurd i nonsens w ciąg przedziwnych i zabawnych scenek rodzajowych. Można powiedzieć, że gdyby Bohdan Butenko rysował do scenariuszy Stanisława Barei, ten komiks mógłby powstać czterdzieści lat temu.

Świdziński to zdobywca Literackiej Nagrody im. Henryka Sienkiewicza, autor m.in. „Paproszków, czyli małych piszczących ludzików”, „A niech Cię, Tesla!” i „Zdarzenia 1908”, współautor „Epizodów Powstania Warszawskiego” oraz człowiek znany z tego, że potrafi wygrać konkurs, wykpiwając jednocześnie jego ideę. Nazwisko autora coraz częściej przeplata się nie tylko w rozmowach zagorzałych komiksiarzy, ale też ludzi, którzy z tej formy rozrywki wybierają dla siebie jedynie bardziej interesujące pozycje lub też nie interesują się nią wcale. Zwolennicy twórczości Świdzińskiego nie będą zawiedzeni. Autor ponownie stawia na absurdalne perypetie ekscentrycznych postaci w ciągu nonsensownych scen, pełnych dialogów wartych cytowania.

Gdzieś w szczerym polskim polu wskutek nieszczęśliwego wypadku na torach zatrzymuje się pociąg. Wypadają z niego znudzone oczekiwaniem na pojazd zastępczy „małe piszczące ludziki”, które zajmują się głównie chodzeniem i gadaniem. W innym miejscu, na terenie ogródków działkowych student multimediów zaciąga się do wakacyjnej roboty przy malowaniu łuku. W jeszcze innych lokacjach rozpoczynają się kolejne historie – wszystkie do bólu przyziemne, osadzone w rodzimej rzeczywistości i czerpiące garściami z „nocnych Polaków rozmów”. Świdziński fantastycznie operuje czasem i przestrzenią, umiejętnie wstawia dymki z dialogami i cieszy oko niebanalnymi pauzami. W interesujący – a nawet kontrowersyjny – sposób odnosi się również do genezy jednego z najbardziej rozpoznawalnych bohaterów polskiego komiksu.

Jacek Świdziński tworzy ponoć swoje komiksy w ekspresowym tempie. Uproszczonej kreski, „patyczakowatych” bohaterów i dość jednolitego kadrowania nie należy jednak traktować jako słabej strony omawianej publikacji. Ten ascetyczny styl idealnie współgra z wymyśloną przez autora historią. Czyni z niego nie szybkiego chałturnika, a raczej „mistrza spontanu”, który udowadnia, że czasem wystarczy jedynie kilka kresek postawionych w odpowiednich miejscach na kartce papieru, by stworzyć coś interesującego. Na łamach „Wielkiej ucieczki z ogródków działkowych” autor nie rozwija swoich umiejętności plastycznych. Nie odchodzi również od stylistyki poprzednich dzieł. Stworzył właściwie to samo, co tworzył do tej pory: inteligentny i dowcipny komiks dla ludzi. Ale czy trzeba czegoś więcej?
Jacek Świdziński: „Wielka ucieczka z ogródków działkowych”. Wydawnictwo Kultura Gniewu. Warszawa 2015.