Wydanie bieżące

15 listopada 22 (286) / 2015

Natalia Kaniak,

NIE TAKI ZNOWU NUDZIARZ (DAVID BORING)

A A A
„David Boring” to dzieło twórcy takich kultowych powieści graficznych, jak młodzieżowy „Ghost World”, depresyjny „Wilson” oraz autora rysunkowego magazynu „Eightball” – najlepiej sprzedającego się niezależnego wydawnictwa komiksowego, gdzie (w latach 1998-2000) ukazywał się również recenzowany przeze mnie tytuł. W sytuacji, gdy utwór inicjalnie drukowano w odcinkach, jego pourywana struktura i typowa dla serii epizodyczność początkowo z reguły irytują czytelnika „zbiorówki”. W przypadku „Davida Boringa” pędząca na łeb na szyję fabuła i poukładanie wątków w komiczny sposób dodają całości gorzkiego, ironicznego wydźwięku, nie mówiąc już o końskiej dawce czarnego humoru, przybliżającego amerykańskiego ilustratora do grona takich cyników, jak Roland Topor czy Amélie Nothomb.

Jako baczny obserwator rzeczywistości i literacko-komiksowych trendów, Clowes sprawił, że język i styl „Davida Boringa” nie zestarzał się ani trochę i w dalszym ciągu urzeka samoświadomością oraz brawurowym połączeniem zupełnie nie pasujących do siebie konwencji. Dzięki temu na przestrzeni kilkunastu stron jesteśmy świadkami perypetii spod znaku teen drama, intrygi detektywistycznej oraz iście Bergmanowskiego dramatu z końcem świata w tle. Tytułowy bohater to młody mieszkaniec wielkiego miasta, który pracuje jako nocny stróż w firmie informatycznej, zaś wolne wieczory spędza na przygodnym seksie z nowopoznanymi dziewczynami. Jako fetyszysta dużych pośladków, Boring doskonale odnalazłby się w rzeczywistości Tindera i „Kardashianowego” modelu kobiecego piękna. Protagoniście przypadła jednak w udziale egzystencja kilka dekad wcześniej. W efekcie David-fetyszysta oraz Dot (jego homoseksualna przyjaciółka) niczym para wyrzutków na każdym kroku walczą z tabu, starając się odnaleźć swoje drugie połówki i spokojne miejsce na ziemi.

Autor nie trzyma się kurczowo swojego protagonisty. Pozwala czytelnikowi odetchnąć od jego głupoty i zabawia nas kolejnymi epizodami z udziałem innych postaci. Sam Boring jest bowiem w gruncie rzeczy „puchem marnym”, rzucanym przez huragan zdarzeń, które mniej lub bardziej wynikają z gapiostwa Davida oraz z jego braku zdecydowania. To antybohater, który przemyka między kadrami, wzbudza u odbiorcy politowanie, ale równocześnie przyciąga, ponieważ jest gwarancją niesamowitych zawirowań fabularnych. W końcu sam także jest czytelnikiem (uważnie studiuje komiksy ojca), cichym obserwatorem swojego życia, bezrefleksyjnie podążającym za kolejnymi proponowanymi mu przez los pomysłami na siebie. Romans z dojrzałą mężatką, postrzał w głowę, ucieczka przed domniemaną apokalipsą – to wszystko jest dla niego równie interesujące, co nużące. David płynie z prądem wydarzeń, pozwalając nam przejechać się na fabularnym rollercoasterze.

Z emocjonalnego punktu widzenia, lektura „Davida Boringa” jest doświadczeniem bardzo ambiwalentnym. W jednej chwili bowiem z trudem udaje nam się powstrzymać śmiech, w kolejnej natomiast staramy się (z pruderyjną naiwnością) tak manipulować egzemplarzem, by nikt przypadkiem nie widział, co w danym momencie czytamy. Warto jednak poczuć się jak rasowy wyrzutek i z niezmiennym zdziwieniem na twarzy poobserwować barwne losy tego nieudacznika.
Daniel Clowes: „David Boring”. Tłumaczenie: Wojciech Góralczyk. Wydawnictwo Kultura Gniewu. Warszawa 2015.