Wydanie bieżące

15 listopada 22 (286) / 2015

Natalia Kaniak,

FREELANCER NA TACIERZYŃSKIM (ROBACZKI)

A A A
W komiksach temat ojcostwa często przedstawia się z perspektywy dziecka – wystarczy wspomnieć takie klasyki, jak „Funhome. Tragikomiks rodzinny” Alison Bechdel czy „566 kadrów” Dennisa Wojdy. Nawet Guy Delisle w swoich graficznych opowieściach o podróżach po Birmie i Jerozolimie nie poświęcił tyle paneli swojemu synowi, co autor „Robaczków” małemu Miśkowi. Dominik Szcześniak nie bał się całkowitego emocjonalnego obnażenia przed czytelnikami. Czy to dlatego, że początkowo naliczył ich jedynie trzystu?

„Robaczki” to spowiedź młodego ojca pragnącego połączyć swoją zawodową pasję i miłość do rodziny z obowiązkami codziennego życia. Co się dzieje, gdy wrażliwiec, jakim jawi się czytelnikowi Dominik Szcześniak, musi dodatkowo sprostać ojcostwu, które samo w sobie może być sposobem na życie? Dbanie o deadline’y, zlecenia i ciągłe budowanie swojej marki, a do tego przemożna chęć pozostawania w zgodzie ze sobą to chleb powszedni wolnych strzelców. Okazuje się, że ze strachu przed jutrem, z niemożności spełnienia ambicji oraz z chęci obrony dziecka przed wszystkim, co może nadejść, rodzicielowi często zdarza się uronić łzę.

Nie oznacza to jednak, że recenzowany album to gorzka i przerysowana diagnoza polskiej rzeczywistości. To prawda, iż na kartach komiksu obrywa się młodym matkom, przemysłowi wydawniczemu i branżowym krytykom. Sam twórca, świadom własnych słabości, walczy z nimi, ganiąc się za niektóre rozwiązania. Jego alter ego wystawia rysunkowy stand-up show, w którym wylane zostają wszystkie żale, jakie mogą rozsadzać komiksowego scenarzystę: szarą eminencję niszowego przemysłu o czarnym PR-ze. Wszystko to jednak oblane zostało ujmującym ciepłem, które poruszy najbardziej zdystansowanego i nierodzinnego czytelnika.

W kwestii formalnej album Dominika Szcześniaka może rozczarować zwolenników  „rysunkowego Bizancjum”, szczególnie tych nie przepadających za strategią „gadających głów”, którą scenarzysta „Profesora Andrewsa” wykorzystuje nader często. Takie rozwiązanie sprawdza się jednak doskonale, o ile bowiem pomysły, na jakie wpadają Misiek i jego tata, chwilami całkowicie negują reguły codzienności, o tyle rysunki trzymają bohaterów całkiem blisko ziemskiego padołu, a mówiąc ściślej – kanapy.

Trudno wróżyć „Robaczkom” status bestselleru, bo mimo uniwersalnego tematu dzieło Szcześniaka pozostaje dość hermetyczną lekturą. Mimo to urzeka prostotą oraz bezkompromisową autoironią, która dla zwolenników „dorosłych komiksów” jest zawsze pożądaną cechą.
Dominik Szcześniak: „Robaczki”. Wydawnictwo Komiksowe / Prószyński i S-ka. Warszawa 2015.