Wydanie bieżące

15 lutego 4 (76) / 2007

Łukasz Iwasiński,

DWA RAZY JAZZ

A A A
Drake / Beger / Parker “Evolving Silence”. Earsay / Multikulti, 2005; BassDrumBone (Helias / Hemingwey / Anderson) “The Line Up”. Clean Feed / Multikulti, 2006.
Portugalska, istniejąca zaledwie od 6 lat wytwórnia Clean Feed, wyrasta na jedno z najciekawszych młodych wydawnictw na światowej mapie poszukującego jazzu. Natomiast mająca niespełna dziesięcioletni staż oficyna Earsay dokumentuje dokonania izraelskiej alternatywnej sceny, w tym improwizowanej; są w jej katalogu prawdziwe perły (obie wytwórnie w dystrybucji Multikulti).

Niniejsze płytki, choć różne, swymi korzeniami sięgają złotej ery free jazzu (lat 60.), ale jak najbardziej zachowują kontakt ze współczesnością. „Evolving Silence” to dwupłytowe wydawnictwo, w sumie nieco ponad 80 minut doskonałej muzyki. Nie jest tajemnicą, że Hamid Drake i William Parker to jedna z najznamienitszych sekcji współczesnego jazzu. Panowie – tworzący niezawodną, szalenie elastyczną rytmiczną machinę – najlepiej realizują się właśnie w formule nowoczesnego free. Tu towarzyszy im mniej znany, acz równie wyśmienity, izraelski saksofonista i flecista Albert Beger. Trio gra muzykę absolutnie wyzwoloną, ale nie epatuje furią. Nie unika natomiast zadumy. Utwory są zróżnicowane, ale można rzec, iż spotykają się w nich: natchniony free o Coltrane’owskiej proweniencji, żywiołowa, iście atomowa rytmika oraz elementy afrykańskie, bliskowschodnie i orientalne. Jak zwykle oszałamiające wrażenie robi Drake. Tkana przez niego, gęsta, przestrzenna sieć rytmów godzi wiele szkół i technik – od muzyki etnicznej, przez całą jazzową tradycję, po funk. Bębniarz nie ogranicza się do standardowego zestawu, wykorzystując różne perkusjonalia. Choć jego partie charakteryzują się ogromną złożonością, nie gubi pulsu i nie zatraca porywającej motoryki. Gra Drake’a wspaniale przenika się z soczystymi partiami basu Parkera. Emocjonalną temperaturę całości nadają jednak przede wszystkim frazy saksofonu bądź fletu Bergera – zwykle żarliwe, ale czasem tęsknie zawodzące, a nawet iście medytacyjne.


Natomiast BassDrumBone tworzą postacie może nie ze ścisłego panteonu jazzowych gwiazd, ale bez wątpienia ważne: perkusista Gerry Hemingway (niegdyś partner Anthony’ego Braxtona, dziś prowadzący m.in. genialny Quartet i Quintet), Ray Anderson (jeden z bardziej szanowanych współczesnych puzonistów, także mający na koncie współpracę z Braxtonem, ostatnio przypomniany szerszej publiczności przez Ibrahim Electric), oraz kojarzony ze środowiskiem downtownu wszechstronny basista Mark Helias. Panowie proponują soczyste, ale przy tym niezobowiązujące, całkiem przystępne granie łączące wiele ścieżek jazzu. Sekcja z równym powodzeniem podaje hardbopowy walking cudownie przy tym swingując, jak i funkowe pochody czy bardziej współczesną pulsację. Helias niekiedy (w bardziej dynamicznych momentach) chwyta za gitarę basową, a w chwilach refleksyjnych piłuje smykiem struny kontrabasu, generując przepełnione nostalgią frazy. Błyszczy Anderson – mocarny ton łączy się u niego z potoczystością, ruchliwością, płynnością frazowania. Wykorzystuje techniki rozszerzone, zwiększając paletę barw i możliwości sonorystyczne puzonu. Dominują groove’owe, bujające tematy, jest trochę zadziornej zabawy chwytliwymi, pełnymi humoru motywami, ale i nieco lirycznego, niemal rozczulającego balladowania (ciut jednak zwichrowanego, podjętego z lekkim przymrużeniem oka).

Zarówno „Evolvin Silence”, jak i „The Line Up” to wspaniałe świadectwo ciągłości i żywotności jazzowej tradycji.