Wydanie bieżące

15 lutego 4 (76) / 2007

Ewa Chwalczyk,

POWTARZAJĄCA SIĘ HISTORIA...

A A A
Historia niby trywialna – dwie przyjaciółki i dwóch przyjaciół. Kelnerka, bezrobotna, taksówkarz i „niby” biznesmen. Na pozór szare postacie, które spotykają się po drodze. Emilia, Mariola, Jacek, Paweł poznają się, zakochują się w sobie i decydują się ponieść trud bycia razem. Niby nic szczególnego, a jednak, znając wcześniejsze utwory Moniki Mostowik, można byłoby się zastanowić – czy taka rzecz może skończyć się dobrze?

Tym, co niewątpliwie uderza w pisarstwie Mostowik, jest indywidualny styl, który udało się jej wypracować. Tak wcześniejsze opowiadania, jak i debiutancka powieść charakteryzują się specyficznym, czasem wręcz nieznośnym nastrojem. Autorka stopniowo odkrywa coraz więcej i zagęszcza niewinną początkowo atmosferę, nie obiecując w zamian cukierkowego, szczęśliwego zakończenia.

Trudno także odmówić pisarce tematycznej konsekwencji. Podobnie jak Jeanette Winterson, do fascynacji którą Mostowik się przyznaje, polska autorka wciąż na nowo eksploruje motyw przeszłości i psychicznego okaleczenia tzw. „normalnych ludzi”. Postacie zamieszkujące jej twórczość, pozornie tylko zwyczajne, w rzeczywistości są zranione i umęczone dramatami z przeszłości, jak uciekające przed sforą dzikie zwierzęta. W „Wyrzutach” każdy z bohaterów ma jakiś sekret, tajemnicę z przeszłości, którą chciałby (przynajmniej przez jakiś czas) ukryć przed innymi i która w istotny sposób naznacza ich życie.

Inną kwestią jest to, w jaki sposób pisarka podchodzi do kwestii miłości. Brak obietnicy happy endu nie odbiera temu uczuciu istotności. Należy pamiętać, że w świecie Mostowik nie ma łatwych i bezbolesnych rozwiązań. Mimo że autorka pokazuje, jak ważna i konieczna jest do życia miłość, to jednak nie mami czytelnika trywialnym przekonaniem, że jest ona lekiem na całe zło świata. Owszem może wspomóc, a jednak nie uleczy wszystkiego i wszystkich. W „Wyrzutach” staje się jeszcze jednym ciężarem, który trzeba nosić na własnych barkach.

Najistotniejszym problemem książki jest nieadekwatność formy i treści. Nadmierne nagromadzenie elementów skutkuje niestety zbytnią skrótowością w potraktowaniu niektórych problemów, jak na przykład notesu Pawła czy wyprawy Marioli do Hiszpanii. Z tego względu można skłonić się ku refleksji, iż „Wyrzuty” są nie tyle spójną całością, co kopalnią pomysłów na całkiem odrębne historie.

Można żywić nadzieję, że „Wyrzuty” są właśnie taką wprawką Mostowik na drodze między opowiadaniami a dłuższą i bardziej jednorodną formą. To jest ciekawie zapowiadająca się powieść, w której zabrakło troszkę miejsca na głębszą refleksję. Nie zmienia to jednak faktu, że twórczość Moniki Mostowik ma w sobie ogromny potencjał. Pozostaje czekać na to, co dalej.
Monika Mostowik: „Wyrzuty”. Prószyński i S-ka. Warszawa 2007.