Wydanie bieżące

15 lutego 4 (76) / 2007

Marta Olszewska,

COŚ JEST NA RZECZY. POEZJA NIEWYCZERPANEJ PRZYJEMNOŚCI

A A A
…dlaczego nie miałbym całkiem arbitralnie rozpocząć od wykazania (…), że na temat byle błahostki nie tylko nie powiedziano jeszcze wszystkiego, ale niemal wszystko jest jeszcze do powiedzenia. (Francis Ponge: „Otoczak. Introdukcja”)

Czytelniku, jeśli nigdy nie przeszło Ci przez myśl, że zwyczajna skrzynka na owoce to jeden z najsympatyczniejszych przedmiotów, jakie ludzka ręka powołała do istnienia; jeśli dotknięcie klamki w celu otwarcia drzwi to dla Ciebie jeszcze nie uświadomione źródło rozkoszy; jeżeli myśl o krewetce nie doprowadziła do wysnucia porównania z mroczkami pojawiającymi się przed oczami, a osa nie przypominała „latającego kociołka do smażenia konfitur” („Furia wyrażania”) być może jest to właściwy moment, aby uruchomić nowe nawyki postrzegania i otworzyć się na te aspekty istnienia, które na co dzień pozostają skrzętnie ukryte za fasadą pozornej pospolitości. Do takiej zmiany percepcji zasiedlających przestrzeń przedmiotów zachęca w swych utworach Francis Ponge.

Sylwetce i tekstom tego francuskiego poety i eseisty wraz z tekstami krytycznymi na temat jego twórczości (pióra m.in. Jeana-Paula Sartre’a i Italo Calvino), poświęcone jest jedno z ostatnich monograficznych wydań „Literatury na Świecie” (2006, nr 9-10). „artPapier” zajmuje się głównie nowościami wydawniczymi polskiego rynku książki, ale oprócz tego podejmuje się roli popularyzatora wartościowych „tekstów w ogóle”. To zrodziło myśl, aby uwadze czytelnika – szczególnie tego zainteresowanego dwudziestowieczną literaturą – polecić nazwisko tego autora, mimo iż w ostatnim czasie jego utwory nie ukazały się drukiem w formie samodzielnego zbioru.

Ponge to piszący prozą poeta, który – jak trafnie zauważył Italo Calvino – w przeciwieństwie do Sartre’a i Robbe-Grilleta, którzy tak jak on eksperymentowali w zakresie prezentowania rzeczy, dogłębnie utożsamia się z tym, o czym pisze, próbując doświadczyć istoty bycia rzeczą, zgłębić swoistą naturę rzeczowości. Kontemplując naturę przedmiotów, pisze o łączących go z nimi właściwościach. Celem Ponge’a jest w równym stopniu uświadomienie sobie takich aspektów istnienia rzeczy, które nie zostały dotąd zwerbalizowane, odkrycie potrzeby ekspresji drzemiącej we wnętrzu rzeczy, jak i doznanie przyjemności płynącej z tego poznania. „Proponuję”, pisze poeta, „otwarcie wewnętrznych włazów, podróż w głąb rzeczy, zalew właściwości, rewolucję lub przewrót…” („Otoczak. Introdukcja”). Świat rzeczy, roślin, zwierząt, a nawet minerałów oswojony przez Ponge’a składa się z przedmiotów, które nie zostały jeszcze poznawczo spenetrowane przez człowieka. Jest to możliwe, gdyż horyzontu jego poetyckiego zamysłu nie wyznaczają misterne opisy zewnętrznej powłoki rzeczy, ale zagłębienie się w to, co stanowi ekspresję samej rzeczy.

Obierając najskromniejsze dotąd przedmioty za obiekt kontemplacji, Ponge dokonuje przemiany nijakości w wartość, ukazując, w jak istotny sposób doświadczanie wpływa na kondycję ludzkiego bycia w świecie. W stworzonym przez niego uniwersum rzeczy zrehabilitowane zostają głównie poprzez uzewnętrznienie pragnienia czystej percepcji i rewizję stosunku człowieka do nich, poprzez konfrontację przedmiotowości z podmiotowością, uznającą uprzedniość pierwszej wobec drugiej.

Teksty Ponge’a wypełniają subtelnie naszkicowane paralele między rzeczami a językiem. Dzieje się tak choćby wtedy, gdy wyrywanie goździka poeta porównuje ze zdaniem, które formułuje w trakcie artykułowanie tej analogii. Poezja Ponge’a naznaczona jest specyficzną relacją miedzy przedmiotem a wyrażającym je słowem. Sploty obrazów rzeczy i nazywającego je języka sprawiają, że obcując z jego tekstami, nie tylko odsłaniamy nową jakość przedmiotu, ale również na nowo odkrywamy poniekąd marginalny sens słów, będących wyznacznikami semantycznej pojemności języka. Sartre zauważa, że faktycznym zamierzeniem Ponge’a względem słów było „ich przyłapanie i przejęcie w chwili, gdy właśnie stają się rzeczami” („Człowiek i rzeczy”). Sposób, w jaki Ponge traktuje słowo, naznaczony jest staraniem o uchwycenie jego materialności. Nazywając, odtwarza rzeczy w chwili ich samookreślania. Powołuje się na ich stany, zamiast koncentrować się na wyłuskiwaniu ich cech fizycznych.

Na nieprzypadkową konfigurację słów użytych w swoich tekstach uczulał sam poeta, akcentując pełnię obecności słowa. Ten fakt czyni z Ponge’a nie tylko poetę rzeczy, lecz również (na równi) języka. Nie siląc się na mimetyczną konstrukcję opisową, Ponge tworzy w języku odpowiednik rzeczy fizycznych, nową pod względem jakościowym werbalną rzeczywistość. Balansując na granicy poezji i prozy, Ponge pisze: „I mam tu swojego otoczaka. (…) Otoczaka, którego chciałbym zastąpić logiczną (werbalną) i adekwatną formułą. (…) Na szczęście: po pierwsze – on nadal istnieje, po drugie – moje wrażenie wywołane jego widokiem trwa, po trzecie – mam pod ręką słownik Littrégo: czuję, że znajdę tam odpowiednie słowa. Jeśli nie, będę musiał je stworzyć. Takie słowa, które będą przewodzić, które staną się przewodnikami duszy (....) Mam pod ręką sylaby, onomatopeje, litery. Poradzę sobie! I wierzę, że słowa wystarczą” („My Creative Method”).

Rzeczy konkretyzujące poezję Ponge’a dostawały się najpierw w orbitę świadomości poety, by potem narodzić się dla słowa. Mimo iż ten wzdragał się przez filozoficzno-estetycznymi odczytaniami swoich tekstów, na tym w głównej mierze koncentrowali się krytycy i komentatorzy jego dzieł, w mniejszym stopniu zajmując się ich formą.

Autor „Po stronie rzeczy” i „Furii wyrażania” poświęcał montowaniu swojego słownego świata dwadzieścia minut dziennie. Czy jednak ten wycinek czasu wystarczy, by czytając krótkie i proste – zdawałoby się teksty – odczytać je w sposób, który nie pozwoli na umknięcie migotliwych sensów ukrytych w gęstej tkance słów, co niechybnie skazałoby rzeczy na milczenie, negując tym samym ich wewnętrzną ekspresję?
Francis Ponge w „Literaturze na świecie” 2006, nr 9-10.