Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (287) / 2015

Michał Czaja,

WIERSZE

A A A
granica gatunkowa

połowy z nas nie znacie połowę chcecie sprzedać

na psim targu są tylko nowe ciuchy i nasze mięso miesza się

z resztą zwierząt podpaleni tlą się jeszcze niektórzy

z nadzieją do skoku ale to minie powoli słabnie nasza wola

brykaj sobie ile chcesz byle poza terenem osiedla

ten gatunek lubi spać blisko siebie czyli z daleka od nas

całe stada ulepione są z obrzydzenia

dlatego szukam podobnych w smaku

zbieranina krąży gdzieś jeszcze bezwładnie

reszta już dawno rozmyta prowadzi pod urzędy

daleko poza tereny łowieckie tam wyznaczają

nowe linie demarkacyjne naszych przestrzeni krycia



lewą stroną

na początku był gest i poszliśmy wszyscy do stajenki

teatr wywlec na lewą stronę tak by ulica znalazła się w środku

tam gniazdo uwiły nasze nienarodzone dziady tam czary mary odprawią nas

bo przemoc jest w słoikach a ferment jest w słownikach



każdy z nas mówi językami i nie zejdziemy ze ścian

dopóki nie wybudują nam portali wybierzemy sobie sprawiedliwość

i niech to będzie pospolite wywłaszczenie niech nas multiplikują powielają



już dawno zapomniałem jaki jest twój oryginał ile to daje możliwości

przełączeń alternatywnych rozwiązań miłosnej bajki

a podobno zwierzęta też są ważne ich głód jest naszym głodem

więc podzielimy się w nadmiarze rozdamy dzieci rybom i rzekom



niech płyną jak dawniej zielone i ciche by zadomowić się na chwilę

bo są jeszcze miejsca na ziemi które można zasiedlić i ponownie stracić



litania

          Automatyzacja zjada rzeczy, ubrania,

          meble, żonę i lęk przed wojną.

          Wiktor Szkłowski, Sztuka jako chwyt



gryźć rękę pana która karmi siebie gryźć rękę pana która gryzie

nie wszystko jest przyjemnością tekstu nie wszystko jest nagrodą

tak też było z nami gdy siedzieliśmy naprzeciw siebie

a ja myślałem jak nie być kolejnym rycerzykiem

ty pewnie nazwałaś to nudą bo zmęczona uciekłaś wzrokiem

w kierunku szybszych i dobrze ci znanych form by chociaż coś z tego mieć

ten lęk jest nam potrzebny presja wciąż rośnie

już pewnie od gimnazjum zgniatała ci skronie

coraz to nowym schematem działań

gryźć rękę pana aż wzejdzie słońce i zejdzie powietrze

z tej kolorowej bańki naszych tanecznych spekulacji

wiesz przecież że nie lubię tańczyć

spróbuj to nic nie boli dryfować i szukać tego

co jeszcze nie zostało przypisane innym w stan posiadania

zgrzyt błąd nuda pestka jest pełna treści usiądź i odpuść nam



brzeska 13

widzę jak zmieniają się kolory ścian z czerwonej cegły odpadają synagogi

przekrwione oczy to jeszcze nie ta czerwień flag

podobno na nią trzeba zasłużyć

nie chodzi o awans chodzi o grille i miejscowy ogródek

te mięty i bazylie cały pachnący aktywizm

tu od dawna wszystko było wspólne

w ukryciu idzie im całkiem dobrze w ukryciu lubią razem jeść

dzieci wynoszą z domów zabawki

pierwszy zwiastun złej pogody to plastikowe okna

przyszli jacyś ludzie z miasta reszta to już tylko strach

matka boska elektryczna złowroga pilnuje studni obok

domy otwarte to już chyba trzecie pokolenie