Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (287) / 2015

Maja Baczyńska, Joanna Maluga,

PIEKŁO, KOSMOS I GRAFFITI NA CHÓR

A A A
Maja Baczyńska: Proszę o parę słów o tym skąd Wy, Varsoviae Regii Cantores, się wzięliście.

Joanna Maluga: Stworzenie chóru kameralnego Varsoviae Regii Cantores (wtedy jeszcze bez nazwy) było marzeniem, które kiełkowało we mnie przez cały okres studiów na Węgrzech, czyli przez dwa lata. Po powrocie do Polski odwiedziłam prof. Jana Węcowskiego, z którym wspólnie stworzyliśmy nazwę chóru. We wrześniu 2010 roku rozpoczęliśmy próby (wówczas w Centrum Smolna) i po czterdziestu dniach daliśmy pierwszy koncert w Kościele Ewangelicko-Augsburskim Św. Trójcy w Warszawie.

M.B.: Aktualnie jako chór jesteście rezydentem Narodowego Instytutu Audiowizualnego. To wielki krok naprzód!

J.M.: Jest to ogromna radość dla całego zespołu. Przynależność do miejsca, które jak żadne inne rozumie potrzeby chóru, sprawia, że praca staje się łatwiejsza i daje więcej satysfakcji. NINA wspiera nas w działaniach koncertowych, promocyjnych i właśnie rozumie nasze (czasami rozległe) potrzeby lokalowe. Jednym słowem jesteśmy Instytutowi bardzo wdzięczni za możliwość współpracy i za rezydenturę.

M.B.: Co roku staracie się zrealizować przynajmniej jeden większy koncert dedykowany muzyce współczesnej i jakiemuś charakterystycznemu tematowi. „Piekło Nasze” Aleksandry Gryki było wykonane w niecodziennej architektonicznie scenerii. Fragmenty nagrania z efektownego „Święta Muzyki Nowej” znalazły się nawet filmie, a rok temu organizowaliście projekt „Muzyka Kosmosu”. Jedno spektakularne wydarzenie rocznie to bardzo ambitne założenie. To Wasz sposób na wyróżnienie się na chóralnej scenie Warszawy?

J.M.: Gdyby tego rodzaju wydarzenia rzeczywiście były jedynymi organizowanymi przez nas w roku, życie byłoby prostsze (śmiech). Ale trzeba zaznaczyć, że obok tych dużych projektów z muzyką współczesną chór VRC realizuje szereg innych przedsięwzięć. Koncertuje w zasadzie co miesiąc, nagrywa płyty, bierze udział w konkursach chóralnych, sztukach teatralnych i akcjach charytatywnych. Organizacją tych wszystkich wydarzeń zajmuje się zarząd Stowarzyszenia VRC, czyli sześć osób. Ale prawdą jest, że raz w roku składamy wniosek o dofinansowanie prawykonania kompozycji współczesnej zamówionej przez Stowarzyszenie. Organizacja tego koncertu, obok innych wydarzeń, trwa praktycznie prawie dwanaście miesięcy.

M.B.: Co wykonaliście w tym sezonie?

J.M.: Dwie nowe kompozycje. Pierwsza z nich to: „Preludium” Ignacego Zalewskiego na cztery głosy i perkusję. Parę słów o samym utworze. W kompozycji Ignacego Zalewskiego perkusja spełnia dwie zasadnicze funkcje. Pierwszą z nich jest budowanie energetyki utworu. Perkusyjne, solowe interludia, oparte na ostrych w wyrazie rytmach szesnastkowych, których siła potęgowana jest dodatkowo przez nieregularnie występujące pauzy i akcentację, sprawiają, iż odbiorcy dzieła pozostają w nieustannym napięciu i oczekiwaniu odnośnie do dalszego rozwoju narracji „Preludium”. Drugą funkcją perkusji jest dialog z zespołem wokalnym, w tym przypadku z kwartetem głosów żeńskich.

        

Fot. Wojtek Mosiołek

M.B.: Jakiego rodzaju jest ów dialog?

J.M.: Dźwięki dużego zestawu perkusyjnego, obejmującego m.in. kotły, tom-tomy, gongi, wchodzą w interakcję z głosami. Kwartet wokalny ma za zadanie wiernie zilustrować głosem brzmienia poszczególnych instrumentów wchodzących w skład zestawu perkusyjnego. Warstwa wokalna i warstwa instrumentalna wzajemnie uzupełniają się, przejmując swoje funkcje. Trzeba przyznać, że kompozytor w sposób znakomity łączy brzmienie dwóch najstarszych instrumentów – głosu ludzkiego i perkusji. Oszczędność środków wyrazu, archaizmy, wyeksponowana rytmika przywodząca na myśl dzieła witalistów sprawiają, że zarówno wykonanie kompozycji, jak i jej percypowanie przez publiczność może być wielkim doznaniem artystycznym.

M.B.: Ale to nie jedyny utwór, który zabrzmiał na tegorocznym koncercie.

J.M.: Drugi prawykonany utwór to tytułowe „Graffiti” Eunho Changa (kompozytora pochodzenia koreańskiego, na stałe mieszkającego i tworzącego w Polsce) na flet, harfę, perkusję i dwa chóry. Kompozycja powstała na zamówienie Stowarzyszenia VRC w ramach programu „Kolekcje – priorytet: Zamówienia kompozytorskie”, realizowanego przez Instytut Muzyki i Tańca.

M.B.: „Graffiti” to bardzo pomysłowy, wręcz chwytliwy tytuł dla kompozycji przeznaczonej dla muzyków klasycznych.

J.M.: Tak. To bardzo oryginalne i pomysłowe. Żeby zrozumieć inspiracje kompozytora, warto przytoczyć definicję samego słowa-klucza. Graffitinapis lub rysunek nabazgrany, narysowany lub „wysprayowany” nielegalnie na ścianie lub innej powierzchni, najczęściej w przestrzeni publicznej miasta. Gatunek graffiti waha się od prostego pojedynczego słowa po wypracowane malowidło ścienne, a istnieje od czasów starożytnych. W nawiązaniu do powyższej definicji, twórca podjął w utworze próbę wyrażenia gatunku graffiti poprzez wypracowanie i zastosowanie techniki kompozytorskiej wyrażającej się w podejściu do formy utworu oraz użyciu współczesnych środków wyrazu w jego warstwie wokalnej i instrumentalnej.

M.B.: W jaki sposób?

J.M.: Każda z dwunastu części dzieła ma swój odrębny, charakterystyczny rys – od awangardowego „Gdzie Pani mieszka”, aż po subtelny „Chorał” i finałową „Glorię”. W warstwie wokalnej wykorzystane zostały jedynie pojedyncze słowa ze znanych warszawskich graffiti, a nawet pojedyncze sylaby oraz głoski. Różne techniki operowania głosem wahają się od agresywnych do subtelnych i obejmują także... rap. Warstwa instrumentalna kompozycji oparta jest na różnorodnych efektach dźwiękowych mających muzycznie zilustrować fenomen powstawania graffiti, jak i jego specyficzną rolę w przestrzeni publicznej. Wszystko to wykonaliśmy w przepięknej i doskonałej akustycznie przestrzeni dolnego kościoła braci Dominikanów na Służewie w Warszawie.

M.B.: Kto uczestniczył w prawykonaniu?

J.M.: Kompozycje wykonaliśmy w składzie: Chór Varsoviae Regii Cantores i Chór Sirenes, Zuzanna Elster, Seweryn Zapłatyński, Leszek Lorent, a całość poprowadziłam ja.

M.B.: Czy zdarzyło się, że po którymś z Waszych koncertów podszedł do Was ktoś, kto przyznał, że dotąd nie był przekonany do muzyki współczesnej, ale to, co usłyszał, odmieniło jego nastawienie?

J.M.: Oczywiście. Naszym założeniem jest docieranie do jak najszerszego grona odbiorców. Najlepszym przykładem były tłumy na zeszłorocznym koncercie „Kosmos”. Koncert pod względem repertuarowym bardzo wymagający i dla wykonawców, i dla publiczności zgromadził siedemset osób.

M.B.: Piekło, Aztekowie, kosmos, graffiti. Wasze muzyczne koncepcje są za każdym razem inne. Lubicie różnorodność? Czy macie już pomysły na przyszły rok?

J.M.: Owszem mamy! Nie możemy jeszcze zdradzić, co dokładnie publiczność usłyszy, ale będzie to nasze łagodne oblicze.

M.B.: A czy był jakiś projekt marzeń, którego (jeszcze) nie udało się Wam zrealizować?

J.M.: Chór to prawie czterdzieści osób. Każdy ma inne marzenia, inny gust i potrzeby. Musimy zawsze szukać złotego środka. Ja osobiście uwielbiam twórczość Piotra Tabakiernika. Piotr miał dla nas napisać szczególną kompozycję, o której długo dyskutowaliśmy. Melodyka utworu miała się zasadzać na odstrajaniu pewnych stopni skali. Szukaliśmy rozwiązań dla tego pomysłu. O ile głos ludzki jakoś sobie poradzi, to instrument klawiszowy, który jest w stroju równomiernie temperowanym, stwarzał większe problemy. Pomysł na razie rozpłynął się w nicość, ale mam ciągle nadzieję, ze kiedyś do niego wrócimy. I oczywiście zapraszamy do Chóru kameralnego VRC. W chórze Varsoviae Regii Cantores nabory do głosów męskich otwarte są cały rok. Panie zapraszamy we wrześniu: https://www.facebook.com/VRCchoir/.
Zdjęcie Joanny Malugi: Marek Dusza.