Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (288) / 2015

Bartosz Marzec,

W GOGOLOWSKIM LUSTRZE (AFERIM!)

A A A
Zła to zawsze sprawa słabszego z mocniejszym[1].

(Aleksander Fredro, „Trzy po trzy”)

Księżycowy krajobraz XIX-wiecznej Wołoszczyzny przemierzają dwaj jeźdźcy: policmajster Constandin i jego syn oraz pomocnik Ionita. Z offu sączy się ojcowski wykład; chwilę potem w planie totalnym ukazują się sylwetki bohaterów. W kolejnych scenach Radu Jude często będzie korzystał z planów ogólnych, niekiedy podglądając swoich bohaterów zza gęstej trzciny czy skrywając kamerę za drzewami. Ów operatorski dystans skutecznie uruchomi refleksyjność i krytycyzm; umożliwi spojrzenie w gogolowskie lustro.

„Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie!” (Gogol 2006: 225) – zdaje się z pewną prowokującą przesadą stwierdzać autor „Najszczęśliwszej dziewczyny na świecie”. A w trakcie oglądania „Aferim!” powodów do śmiechu – tyle że przez łzy – jest sporo. Bohaterowie filmu tworzą korowód wprost niemożliwie podłych, chciałoby się powiedzieć: przerysowanych, typów ludzkich. Owa przesada pewnie przypadnie do gustu amatorom niewybrednego humoru. „Nie potrzebuję niewolnika. Mam żonę”mówi w jednej ze scen nie kryjący swojego mizoginizmu Constandin. Wątłemu i przejawiającemu niejaką wrażliwość synowi grozi śmiercią, gdyby okazało się, że ten skrywa homoseksualizm; cieszy się swoją zmyślnością, kiedy wskazuje spotkanym na trakcie Turkom niewłaściwą drogę (m.in. w tej scenie pada okrzyk „Aferim!”. Słowo to trudno przetłumaczyć na język polski; oznacza pewnego rodzaju uznanie dla zmyślności i sprytu. Warto wspomnieć, że organizatorzy festiwalu Nowe Horyzonty zdecydowali się nadać „Aferim!” polski tytuł „Brawa!”). Trzeba przy tym zaznaczyć, że na tle innych postaci Constandin jest osobnikiem raczej umiarkowanym. Dość wspomnieć skrzeczącego popa, który wygłasza szowinistyczny wykład na temat osobliwie rozumianej geopolityki, szermując przy tym narodowymi stereotypami. Wywód wieńczy stanowisko dotyczące Rumunów, których zadaniem jest to zabrzmi znajomo „kochać i cierpieć po chrześcijańsku”.

Może bawić niebywałe nagromadzenie ksenofobii, karykaturalna religijność czy zwykła głupota objaśniająca świat przysłowiami i porzekadłami, na których prawdziwość jedynym dowodem zdaje się fakt, że się rymują. Komizm ma tu jednak ważną funkcję narracyjną. Kiedy bowiem Jude niepostrzeżenie narzuca poważną tonację, nie ma już ucieczki, pozostaje zmierzyć się z tym, o czym mówi reżyser. A buduje on tezę podobną do tej z „Siódemki” Ziemowita Szczerka: „Na czym polegał ten cały słynny »most między Wschodem a Zachodem«: polskie miasta i wsie wyglądały jak zacofana parodia Europy, a ci, którzy tym krajem władali, byli wschodnimi satrapami. To wcale nie musiało być tak, że oni kopiowali wschodnie stroje, tutaj po prostu BYŁ ten pierdolony Wschód. Orient. Tak, każdy dworek był mikrosatrapią, z tego właśnie składała się Rzeczpospolita: z setek, tysięcy państewek, w których we wschodnim przepychu siedział pan i władca okolicznych dusz. Ze swoimi rabami mógł robić to samo, co perski szach z poddanymi – ściąć kogo chciał, pieprzyć kogo chciał, zakuć w dyby, wypatroszyć, zakopać żywcem w ziemi, kazać pracować na okrągło, jak w gułagu, i co by mu kto zrobił” (Szczerek 2014: 90-91).

U Jude, na XIX-wiecznej Wołoszczyźnie (w dzisiejszej południowej Rumunii) niewolnikami są Cyganie, a jako winnych ich nędznego losu reżyser wskazuje feudalny sojusz dworu z ołtarzem. Niezwykle znaczące jest wypowiadane przez bojara zdanie, zgodnie z którym chłopskie posłuszeństwo okazywane „panu” podoba się Bogu (nota bene filmowi popi też wykorzystują niewolniczą pracę). Właśnie ów szlachcic zgłasza Constandinowi ucieczkę jednego z pracujących  u niego (na niego) Cyganów. Policmajster wyrusza wraz z synem w podróż, która z jednej strony staję się pretekstem do przedstawienia realiów ówczesnej Wołoszczyzny, a z drugiej okazuje się fazą liminalną psychicznego rozwoju Ionity, zakończoną szokującym doświadczeniem. Dokonuje się ono w scenie finałowej, która mocą oddziaływania dorównuje najlepszym dziełom twórców nowego kina rumuńskiego.

Z przytoczonych funkcji podróży w „Aferim!” wynika jeszcze jeden, być może najważniejszy wniosek. Mimo że film został oparty na XIX-wiecznych dokumentach, bynajmniej nie jest dziełem jedynie inspirowanym historią, osadzonym w dawnych czasach. Odnosi się bowiem do współczesności; gdy w ostatniej scenie, tuż po granicznym doświadczeniu Ionity, jego opiekun wygłasza kolejny paternalistyczny monolog, na ekranie pojawia się halacja. Trudno przypuszczać, aby ten prosty błąd operatorski popełnił Marius Panduru, autor zdjęć do takich cenionych obrazów, jak „12.08 na wschód od Bukaresztu” czy „Jak chcę gwizdać, to gwiżdżę”. Fragment ten jest symboliczny i stanowi swoiste porozumiewawcze puszczenie oka w stronę widza. Po drugie, „Aferim!” może mieć znaczenie psychoanalityczne. Zgodnie z Freudowską wykładnią, przeszłe doświadczenia nie nikną ot, tak – trupy gniją w szafie nieświadomości (po premierze filmu w Rumunii reakcje części widowni były podobne do tych, jakie pojawiły się w Polsce po premierze „Pokłosia” czy „Idy”). W tym sensie nowy film Jude odnosi się do teraźniejszości; może mieć znaczenie terapeutyczne, bo – jak mówi Andrzej Leder w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” – „Jeśli nie do końca wiem, skąd się wziąłem, kim jestem, to każdy odmienny pogląd będzie dla mnie groźny. Bo mogę się pod jego wpływem rozpaść na kawałki” (Leder, Sroczyński 2015).

O ile pod względem formy „Aferim!” zdecydowanie wyróżnia się na tle dokonań innych twórców nowego kina rumuńskiego (kamera uwięziona w okowach statywu, wysmakowane czarno-białe kadry, staranny montaż), o tyle pod względem tematu wciąż jest bliski temu nurtowi poprzez wydarzenia historyczne opowiada o współczesności; pozwala rodakom reżysera (i widzom z innych krajów) przejrzeć się w lustrze. Tym razem gogolowskim.

LITERATURA:

Fredro A.: „Trzy po trzy”. Warszawa 1976.

Gogol M.: „Ożenek. Rewizor”. Przeł. J. Tuwim. Warszawa 2006.

Leder A., Sroczyński: „Folwark polski”. http://wyborcza.pl/magazyn/1,137770,15785648,Folwark_polski.html, dostęp: 30.11.2015.

Szczerek Z.: „Siódemka”. Kraków 2014.
 


[1] Cytowane słowa Aleksander Fredro zanotował pod wpływem wyrzutów sumienia, jakie naszły go po tym, jak uderzył swojego ordynansa Onufrego. W czasach Fredry i w jego sferach takie postępowanie było na porządku dziennym; jak dalej notował autor „Zemsty”: „I nie każdy mocniejszy, tak jak ja w tym razie, wyrzuca sobie popełnioną niesprawiedliwość” (Fredro 1976: 156-157).


„Aferim!”. Reżyseria: Radu Jude. Scenariusz: Radu Jude, Florin Lăzărescu. Obsada: Teodor Corban, Mihai Comănoiu, Toma Cuzin i in. Gatunek: dramat. Produkcja: Czechy / Francja / Bułgaria / Rumunia 2015, 108 min.