Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (288) / 2015

Sara Nowicka,

WENUS W GORSECIE (DUKE OF BURGUNDY. REGUŁY POŻĄDANIA)

A A A
Współcześni reżyserzy uwielbiają grać z widzem i konstruują swoje wizje na przekór jego oczekiwaniom. W kinie szczególnie cenne są niejednoznaczność, tajemnica i niedopowiedzenie. Dlatego też warto czasami wybrać się na film, nie znając wcześniej zarysu jego fabuły. W przypadku „Duke of Burgundy. Reguł pożądania” szczególnie zachęcam do omijania przed seansem wszelkich recenzji, także tej. Początek realizacji zapowiada temat zupełnie inny od tego, który pojawi się później, a ta bardzo krótka chwila, w której widz jest wytrącony ze swojego pierwszego wrażenia, może dla wielu odbiorców być źródłem dużej przyjemności.

„Duke of Burgundy” otwierają sielskie sceny, pokazujące główną bohaterkę, Evelyn (Chiara D’Anna), jadącą na rowerze przez rustykalne, pełne bujnej przyrody lokacje miasteczka. Dziewczyna przyjeżdża do domu, gdzie wita ją Cynthia (Sidse Babett Knudsen), entomolożka, u której Evelyn jest zatrudniona jako pomoc domowa. Przedstawionych zostaje kilka sytuacji, w których Cynthia poniża swoją służącą, aż w końcu karze ją (w niepokazany na ekranie sposób) za niewypranie bielizny. Następnego dnia sytuacja powtarza się. Kolejnego też. Okazuje się, że Evelyn i Cynthia są kochankami z dość długim stażem związku, a odgrywane przez nie sceny stanowią wynik fantazji pozornej ofiary – Evelyn – która zostawia swojej ukochanej kartki z dokładnym scenariuszem kolejnych gier. Czy jednak udawanie sadomasochistycznej relacji może uchronić związek przed monotonią?

„Duke of Burgundy” jest arcydziełem kinowej zmysłowości. Każdy kadr to idealna kompozycja, a każdy dźwięk jest przemyślany i niezwykle poruszający. Peter Strickland już swoim poprzednim filmem, „Berberian Sound Studio”, a także w swojej współpracy z Björk udowodnił, w jak wyrafinowany sposób potrafi posługiwać się muzyką i dźwiękiem w filmie. Do horroru z 2012 roku ścieżkę dźwiękową stworzył elektroniczny zespół Broadcast. Podczas pracy nad „Duke of Burgundy” reżyser sięgnął po pomoc równie ciekawej formacji – Cat’s Eyes – czego skutek jest tak samo dobry, o ile nie lepszy.  

Strickland złożył swój film z wielu sensualnych elementów, znanych już z historii kina, tym razem jednak estetyzowanych do granic możliwości. Pierwszym ważnym składnikiem wydaje się tu tło i towarzysząca mu scenografia. Sielskie, nieco senne miasteczko kojarzy się z niewinnością czy nawet pobożnością. W otoczeniu tym widać jednak bujną przyrodę, owady i robaki, które – choć nie budzą obrzydzenia i są równie ładne, co reszta świata przedstawionego – zdają się burzyć powszechny ład. Warto też zwrócić uwagę na porę roku – jesień, czyli sezon poprzedzający czas zamierania przyrody. Na podobnym etapie znajduje się związek Evelyn i Cynthii – kobiety mają już za sobą etap wielkiej namiętności, a w ich wspólne życie zaczynają wkradać się chłód, znudzenie, a nawet myśl o zdradzie.

Niezwykle znaczącym motywem jest także motyl. Klasery z pięknymi owadami wypełniają pokój zajmującej się nimi badaczki. Z jednej strony, podobnie jak zabytkowe meble, koronki i inne elementy wystroju domu bohaterek, są one wyjątkowo atrakcyjnym bodźcem wizualnym. Z drugiej strony, w nich także można dopatrzeć się pewnej metafory. Życie motyli jest niezwykle krótkie, trwa tylko kilka dni. W tym czasie zachwycają swoim pięknem znacznie bardziej niż długowieczne istoty. Podobnie można spojrzeć na miłość: stan zakochania, krótki i intensywny, jest odbierany jako dużo ciekawszy i bardziej kolorowy niż długi związek, w którym nie sposób uniknąć kłótni, problemów i rozczarowań. Motyle nierzadko pojawiały się w sztuce silnie nacechowanej erotycznie, czego najlepszym przykładem jest „Lolita”, której autor, Vladimir Nabokov, był kolekcjonerem i badaczem tych pięknych owadów.

W „Duke of Burgundy” zachwycają także kostiumy. Gorsety, pończochy, zapięte na ostatni guzik eleganckie koszule i staromodne peleryny są zarówno elementem erotycznym, jak i sposobem na usytuowanie akcji filmu w niedzisiejszym, nieco onirycznym świecie. Autorką tych sensualnych i kunsztownych strojów jest Andrea Flesch, znana przede wszystkim ze współpracy z Peterem Greenawayem. Oniryczny nastrój filmu buduje jeszcze jeden niezwykle ważny czynnik – rzeczywistość „Duke of Burgundy” jest światem, w którym istnieją tylko kobiety. Widz nie zobaczy tu ani ogrodnika, ani naukowca – męska płeć została zupełnie wyeliminowana. Czy można zatem odbierać ten film jako antyutopię? Niekoniecznie. To raczej marzenie senne, wyobrażenie na temat miłości i erotyki umieszczone poza konkretnym czasem i przestrzenią. Stworzenie dzieła z wyłącznie kobiecymi bohaterkami ma jeszcze jedną zaletę – nikt nie posądzi reżysera o szowinizm ani nie pokusi się o genderową analizę przedstawionego związku. Paradoksalnie, odrealnienie tej opowieści uczyniło ją bardziej uniwersalną, choć, oczywiście, interpretacje dotyczące dominującej obecnie wizji kobiecości są jak najbardziej uprawnione.

„Duke of Burgundy. Reguły pożądania” to najbardziej erotyczny i zmysłowy film ostatnich lat. Co zaskakujące, nie widać w nim nagości; najbardziej obnażone jest udo wydobywające się z rozszarpanej pończochy. Jednak wymienione elementy wizualnej warstwy dzieła oraz magnetyzm obu aktorek są tak intensywne i sensualne, że trudno oderwać oczy od ekranu. Strickland zrobił film w starym stylu, w którym, zamiast szokować pornograficznymi scenami, odnosi się do wyobraźni widza. Zresztą w „Duke of Burgundy” sporo jest odwołań do dawnego kina: w kostiumach, scenografii, ale też w dosłownych cytatach – jedna z badaczek nosi nazwisko tytułowej bohaterki filmu Luisa Buñuela, „Viridiany”. Również w relacji Cynthii i Evelyn można zauważyć podobieństwo do wchodzących często w sadomasochistyczne związki postaci z dzieł hiszpańskiego reżysera.

„Duke of Burgundy. Reguły pożądania” to historia o tym, ile jesteśmy w stanie zrobić, często wbrew sobie, by uszczęśliwić drugą osobę. To także próba pokazania, jak trudno jest nam pogodzić się z naturalnym cyklem natury, z przemijaniem i starością. Być może dla wielu widzów treść filmu okaże się niewystarczająca i „Duke of Burgundy” będzie dla nich jedynie „ładną wydmuszką”. Osobiście jednak nie byłabym dla tej realizacji zbyt surowa. Filmowa druga strona lustra dawno nie była tak mocno zanurzona w erotyce i psychoanalitycznych symbolach. Obraz Stricklanda to intrygujący i zapierający dech w piersiach kinowy sen, który na pewno warto wyśnić.
„Duke of Burgundy. Reguły pożądania” („The Duke of Burgundy”). Scenariusz i reżyseria: Peter Strickland. Obsada: Sidse Babett Knudsen, Chiara D’Anna, Eugenia Caruso. Gatunek: dramat. Produkcja: Wielka Brytania 2014, 104 min.