Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (289) / 2016

Andrzej Ciszewski,

POWRÓT BIAŁEGO WILKA (WIEDŹMIN. WYDANIE KOLEKCJONERSKIE)

A A A
Jaki „Wiedźmin” jest, każdy widzi. Ot, ekskluzywna zbiorcza edycja komiksowych adaptacji prozy Andrzeja Sapkowskiego, które do dziś budzą mieszane uczucia. Co wcale nie oznacza, że nie wypada ich znać. Polimedialny fenomen białowłosego pogromcy nadprzyrodzonego plugastwa – konsekwentnie podbijającego zagraniczne rynki wydawnicze, nie mówiąc o rzeczywistości wirtualnej – jest regularnie rozpracowany w niezliczonej liczbie tekstów o zacięciu publicystycznym czy akademickim. Trudno się dziwić: perypetie Geralta z Rivii, czarodziejki Yennefer i barda Jaskra (ujęte w formę zróżnicowanych metrażowo opowiadań bądź regularnej sagi) niezmiennie dostarczają czytelnikom inteligentnej, przedniej zabawy.

Jak na rasowego bohatera przystało, Biały Wilk stał się natchnieniem dla adeptów sztuki komiksu. O ile utwory pokroju „Racja stanu” tria Michał Gałek / Arkadiusz Klimek / Łukasz Poller lub „Dom ze Szkła” Paula Tobina i Joe Queria były dziełami inspirowanymi popkulturową „marką”, w którą na przestrzeni lat przemienił się literacki potomek Sapkowskiego, o tyle wydawany w latach 1993-1995 graficzny cykl Macieja Parowskiego oraz Bogusława Polcha starał się uchwycić przekorną naturę prozy rodzimego pisarza. Choć sześcioodcinkowa seria o przygodach najemnego zabójcy potworów nie okazała się (mówiąc oględnie) wielkim sukcesem wydawniczym, skutecznie podzieliła fanów charyzmatycznego wiedźmina: jedni życzliwie przyjęli komiksową adaptację, drudzy ciskali gromy pod adresem autorów inicjatywy. Faktem jest, że na fali sentymentu cykl w 2001 roku ponownie trafił do dystrybucji – tym razem w formie dwóch twardookładkowych zbiorówek – by pod koniec ubiegłego roku powrócić pod postacią eleganckiego trzystustronicowego woluminu. Czy ów comeback był jednak zasadny?

Opracowując merytoryczną koncepcję ilustrowanego wariantu perypetii Białego Wilka, Parowski wraz z Polchem starali się dochować wierności literze oraz idei opowiadań Sapkowskiego, które mieli przełożyć na język graficznego medium (mowa o epizodach  „Droga bez powrotu”, „Geralt / Wiedźmin”, „Mniejsze zło”, „Ostatnie życzenie” i „Granica możliwości”). Jednocześnie scenarzysta nie miał złudzeń, że podjęte przez nich wyzwanie – bo tym w rzeczywistości jest każda próba odczytania prozy ASa przez pryzmat innego środka przekazu – będzie wymagało kilku zdecydowanych kroków. Niezbędne skróty, fabularne erraty (vide: odcinek „Zdrada” ukazujący „szkolne” lata protagonisty), poszukiwanie narracyjno-wizualnych substytutów (sposób prowadzenia postaci, twórcze wykorzystanie pejzażu, dekoracji czy kostiumu, operowanie detalem i przerysowaną mimiką) dla prowadzonych przez pisarza najróżniejszych gier literackich, mniej lub bardziej znaczące względem pierwowzoru przesunięcia w chronologii prezentowanych wydarzeń oraz ekspozycji konkretnych bohaterów (lub ich zaskakujących powrotów w kolejnych epizodach) – scenariusze Parowskiego stanowiły całkiem zgrabną trawestację esencjonalnych treści stających za powodzeniem wiedźmińskich opowieści.

Sprawna dramaturgia, ciekawie uchwycona charakterologiczna „specyfika” poszczególnych protagonistów oraz niezbędny „swojski” humor sprawiają, że nawet po latach lektura tych sześciu odcinków nie powoduje intelektualnej zgagi. Niestety, nadal z trudem trawię prace Bogusława Polcha wykonane na potrzeby tego projektu. Rozumiem, że artysta chciał spróbować czegoś nowego, zaproponować pewną alternatywę dla rozwiązań, które z powodzeniem wykorzystywał w przygodach „Funky’ego Kovala” czy perypetiach przedsiębiorczych członków pewnej „Ekspedycji”. Ale konieczność przyglądania się karykaturalnym wręcz facjatom o sardonicznych uśmiechach, eksponujących w większości przypadków monstrualne uzębienie (i wcale nie chodzi mi o vrany, strzygę czy bobołaka), bynajmniej nie zachęca do dłuższej kontemplacji estetycznego wymiaru dzieła. Inna sprawa, że obok postaci o dość szkaradnych obliczach, znajdziemy tu kilka barwnych person, do złudzenia przypominających znane osobistości. Może się mylę, ale podobieństwo Borcha Trzy Kawki do Vincenta Price’a wcale nie jest takie odległe, zaś na widok Jaskra miałem ochotę zakrzyknąć: „Toż to Mistrz Bohdan Łazuka!”. Niemniej i Polchowi należy oddać sprawiedliwość, bo w albumie odnajdziemy sporo kadrów, plansz oraz dynamicznych sekwencji świadczących o klasie nestora polskiego komiksu. Wracając do postawionego wcześniej pytania: tak, wierzę w zasadność powrotu „Wiedźmina” na księgarskie półki. Bo mimo jego niedoskonałości, ów (skądinąd odświeżony) poliptyk pokrywa zaskakująco spora warstwa szlachetnej patyny.
Andrzej Sapkowski, Maciej Parowski, Bogusław Polch: „Wiedźmin. Wydanie kolekcjonerskie”. Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Warszawa 2015.