Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (289) / 2016

Maja Baczyńska, Georgios Kissas, Dagny Baczyńska-Kissas,

MIMO WSZYSTKO WARTO BYĆ INDYWIDUALISTĄ

A A A
Maja Baczyńska: Jesteście niczym ludzie renesansu. Każde z Was gra na kilku instrumentach, komponujecie, piszecie poezję i teksty teoretyczne. Czy taka właśnie powinna być definicja dzisiejszego artysty współczesnego jako człowieka, który czerpie z różnych źródeł i wyraża się na rozmaite sposoby?

Dagny Baczyńska-Kissas: Myślę, że zdecydowanie tak. Współczesny świat i niezwykła ilość bodźców z niego płynących motywują nas do wielopłaszczynowej, złożonej wypowiedzi artystycznej, a to się często przejawia działalnością w kilku dziedzinach sztuki równolegle lub na ich pograniczu. Jest to sposób na integrację różnych form wypowiedzi i ekspresji. Te wszystkie rodzaje aktywności się nawzajem dopełniają, a to sprawia, że nasze życie staje się ciekawsze. Jako pianistka czuję się spełniona, gdy mogę podzielić się sztuką, niezwykłością piękna dzieła artystycznego – Chopina, Bacha, Debussy'ego, czy innych twórców – grając je na koncertach. Często kolejne tajemnice tych utworów odkrywamy dopiero po wielu latach znajomości danych dzieł muzycznych np. pod wpływem natchnienia w czasie występu na scenie. Ten proces może nie mieć końca. Zdradzę też, że od czasu do czasu odkrywam artystyczny potencjał dzieł sztuki od innej strony, a mianowicie interpretując je baletowo. Jestem zdumiona, jak wiele inspiracji tanecznych mogą nam dać utwory typowo instrumentalne, początkowo nie pisane z myślą o choreografii – chociażby preludia Chopina czy Debussy'ego. To jest jak tworzenie żywych obrazów. Bardzo inspirującym działaniem artystycznym jest dla mnie także komponowanie i wykonywanie własnych utworów pianistycznych. Nawet tu sama przed sobą stale odkrywam ich kolejne zagadki.

Georgios Kissas: Już skończyły się czasy artysty pasjonującego się tylko sztuką i tworzącego pod wpływem zapału neo-Sturm und Drang-u. Dzisiejszy artysta, niezależnie od tego, w jakiej dziedzinie sztuki działa, powinien mieć o wiele głębszą i poważniejszą motywację do tworzenia niż założenie, że tworzy „dla samego siebie” lub „na zamówienie” czy też „aby spodobać się publiczności”. W pierwszej kolejności twórca kreuje coś z własnej wewnętrznej potrzeby. Oczywiście trudno odmawiać zamówień – i artysta musi z czegoś żyć. Ale myślę, że jego rola w świecie już się zmieniła. Ta zmiana dokonywała się przez kilkadziesiąt lat po II wojnie światowej, ponieważ dość długo trwało wyzwolenie się całej ludzkości od mentalnego paraliżu i wstydu za zniszczenia i okrucieństwa tej wojny. Dzisiaj artysta powinien być przede wszystkim człowiekiem w rozumieniu epoki klasycyzmu czy renesansu – mieć wiedzę i umiejętność wyrażania własnej przemyślanej opinii na tematy w życiu najważniejsze. Mieć w głowie uporządkowane sprawy filozoficzne, religijne, polityczne, stosunek do świata, do natury, do nauki, posiadać wewnętrzną równowagę i poczucie wolności. A to ostatnie można uznać nawet za priorytet - żeby ktoś czuł się wolny, musi się przede wszystkim nie bać. To bardzo szeroki temat. Oczywiście ważne jest też zdrowie – bezsensowne wyniszczanie się przez alkohol, narkotyki lub depresję nie służy „misji”, którą dzisiejszy artysta ma do wypełnienia. Jej celem jest rozbudzenie i kształtowanie umysłów oraz dawanie nadziei! Biorąc pod uwagę powyższe, można powiedzieć, że współczesny człowiek sztuki to pierwszy, który wstąpi do sfery übermensch, w nietzscheańskim znaczeniu tego słowa.

M.B.: Rozumiem zatem, że obecnie artysta niekoniecznie powinien ograniczać się tylko do jednej dziedziny. Jakie więc macie jeszcze zainteresowania i w jaki sposób wpływają one na to, co tworzycie?

D.B.-K.: Mamy szerokie zainteresowania: przede wszystkim muzyczne, ale także fascynuje nas historia, archeologia, astronomia, wyprawy górskie, a mnie także wspomniany wcześniej balet. Ten rożnorodny świat zainteresowań i płynące z niego bodźce są natchnieniem do tego, co tworzymy i gramy, wpływają na naszą wyobraźnię, co widać np. w utworze Georgiosa In perpetuum” lub mojej „Gwiednej Suicie - Odysei Kosmicznej”. Rozważania filozoficzne i duchowe natchnęły mnie do skomponowania takich cyklów utworów na fortepian jak „Wizje” i „Modlitwy”. Fascynacja polonezami Fryderyka Chopina i historia wpłynęły z kolei na to, że napisałam cykl polonezów „Pro Patria”. Oprócz tego ćwiczę i gram wiele polonezów Fryderyka Chopina i innych, często zapomnianych kompozytorów. Ta fascynacja wieloma twórcami doprowadza mnie do rozważań na temat interpretacji i wykonawstwa muzycznego, jak również do wielu refleksji porównawczych na temat pianistyki i sztuki baletowej. Ostatnio np. występowałam na Konkursie Choreograficznym w Zamku Ujazdowskim, tańcząc do muzyki mojej mamy – Bogny Lewtak-Baczyńskiej. Były to nagrania utworów w naszym wspólnym wykonaniu (jej śpiew i moja gra na fortepianie). Myślę, że różnorodność moich działań i zainteresowań pozwala mi pogłębiać interpretację artystyczną, zwłaszcza tę pianistyczną. Cieszę się, gdy w czasie swojego koncertu czuję pełne skupienie na utworze (moje i słuchaczy) i kiedy po koncercie ludzie mówią, że było to dla nich piękne i niezwykłe przeżycie, że się wzruszyli.

G.K.: Jeśli o mnie chodzi, to gdyby nie moja pasja muzyczna, chciałbym być archeologiem lub fizykiem nuklearnym. Mój umysł pracuje nieustannie na bardzo wysokich obrotach. Interesuje mnie wiele rzeczy. To bywa oczywiście fascynujące, ale czasem nie pozwala mi spokojnie usnąć. Pasjonuje mnie historia i mitologia grecka oraz niemal zapomniane struktury megalityczne, które powstały poza Grecją – dzieła cywilizacji sprzed ośmiu, dziesięciu czy nawet dwunastu tysięcy lat. Jest tak wiele pytań dotyczących naszej przeszłości, na które nadal nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć! Pogłębianie tej wiedzy wymaga o wiele więcej czasu niż ma go ktoś, kto jednocześnie tworzy sztukę. Wolę zatem dzielić moje zainteresowania i powoli ewoluować, by nie zatracić się wyłącznie dla jednej dziedziny. Wszystko to kształtuje mnie jako człowieka i siłą rzeczy wpływa też na moją muzykę. To, czego nie udaje mi się zawrzeć w dźwiękach, wyrażam poezją.

M.B. : Na co dzień jesteście małżeństwem, jak dajecie radę łączyć dwa światy – Ty, Georgios wychowaleś się w Grecji, Dagny w Polsce – i godzić ze sobą obowiązki rodzinne z życiem artystycznym?

D.B.-K.: Godzenie obowiązków rodzinnych i artystycznych nie jest łatwe. Musimy być dobrze zorganizowani. Z reguły to ja jestem „domowym strategiem”. Mam w głowie plan zajęć dzieci (Kallinka ma lat siedem i gra na skrzypcach, pięcioletni Tasio póki co próbuje grać na flecie prostym i pianinie), harmonogram działań domowych, grafik lekcji z moimi uczniami oraz moich ćwiczeń pianistycznych i baletowych. Co do tego ostatniego, pilnuję, by były one systematyczne, a komponuję lub koryguję moje utwory niemal przy każdej nadarzającej się okazji w domu, a nawet (choć to może akurat zabrzmi zabawnie) – w metrze, w tramwaju, w byle poczekalni. Oczywiście, z braku czasu sporo pomysłów czeka miesiącami na zapisanie. A kiedy dzieci już śpią, probuję jeszcze pograć. Nie odpuszczam. Choć często mam wrażenie, że dni są za krótkie.

G.K.: Sami wychowujemy dwójkę dzieci i raz lub dwa razy w tygodniu mamy dwugodzinną pomoc opiekunek. Na szczęście ani żona, ani ja raczej nie pracujemy poza domem w godzinach porannych – zazwyczaj wtedy któreś z nas „kradnie” trochę czasu na twórczość własną. Presja czasowa też miewa swoje plusy, chociaż nie jest łatwo tworzyć w tak trudnych warunkach – dzieci szaleją w domu, żona ćwiczy utwory na pianinie, a ja w swoim pokoiku staram się usłyszeć w głowie całą orkiestrę.

M.B.: Czyli dobra organizacja to podstawa. Ale dwóch artystów w jednym domu to sytuacja szczególna. Czy zdarza Wam się rywalizować ze sobą?

D.B.-K.: Nie próbuję i nie chcę rywalizować z Georgiosem – myślę, że każde z nas ma własne cele i działania artystyczne. Gramy na innych instrumentach i komponujemy w inny sposób, kierując się odmienną estetyką, z reguły na różne składy wykonawcze. Jest to dla nas ciekawe i wzbogacające poznawczo.

G.K.: Poza tym wiemy już mniej więcej, w których aspektach mamy z Dagny wspólne koncepcje co do filozofii i estetyki sztuki muzycznej pewnej epoki lub stylu, zdajemy sobie też sprawę, co nas różni, w związku z czym o takie rzeczy się nie sprzeczamy. Każdy robi swoje w sposób jaki uważa za dobry. Nie ma sensu mówić o rywalizacji, bo robimy totalnie różne rzeczy. Dagny jest przede wszystkim pianistką, a jak komponuje, to głównie na ten instrument i w stylu, który jest dla mnie obcy. Ja piszę muzykę współczesną, pozbawioną odniesień tonalnych. Dagny woli muzykę romantyczną. Nie ma tu za bardzo miejsca na rywalizację. Obydwoje lubimy muzykę dawną (średniowieczną i renesansową) i często jej słuchamy przy ćwiczeniach gimnastycznych.

M.B.: Czy to, że macie wspólne pasje zawodowe jakoś dodatkowo cementuje Wasz związek?

D.B.-K.: Oczywiście, że tak. W zasadzie nasz dom jest przesiąknięty muzyką.

G.K.: Poza tym dzielimy również pasje pozamuzyczne. Nigdy nie lubiliśmy tłumów i hałasu. Kochamy naturę, gry i… dowcipy. Im więcej rzeczy robi się razem z drugą osobą, tym lepiej się ją poznaje i tym łatwiej może później jedno drugiego zaskoczyć!

M.B.: A jak się poznaliście?

D.B.-K.: Bardzo romantycznie – w pierwszym dniu wspólnych egzaminów wstępnych na Akademię Muzyczną im. F. Chopina w Warszawie (obecnie Uniwersytet) i od razu byliśmy tak sobą zafascynowani, że nasze rozmowy nie miały końca.

G.K.: To było po raz pierwszy. Za drugim razem poznałem Dagny poprzez sms-y, które mi wysyłała, jak marzłem w zimowe noce podczas służby wojskowej na jednej z greckich wysp. Trzecie poznawanie się nadal trwa – myślę tu o naszym małżeństwie.

M.B.: Czy zdarza się Wam, że na koncertach wykonujecie nawzajem swoje utwory lub występujecie razem na scenie?

D.B.-K.: Tak, często wykonuję w Polsce i w Grecji utwory fortepianowe Georgiosa („In perpetuum”, „Sonatę”, „Etiudę”). Grałam w zespołach kameralnych utwory „Miłość” i „Miris”(na sopran i kwintet) – skomponowane specjalnie na zamówienie w ramach projektu inspirowanego Światowym Dniem Poezji: „Dźwiękojmia”. Zdarzają się też koncerty greckiej muzyki współczesnej, gdzie gramy m.in. na cztery ręce „Tańce greckie” Nikosa Skalkottasa. Mamy w planach kolejne wspólne przedsięwzięcia, gdzie będę jako pianistka grać i nagrywać utwory Georgiosa solowe i kameralne.

M.B.: Georgios, co jest dla Ciebie w sztuce najważniejsze?

G.K.: Prawda, odwaga, przejrzystość i uczucia. Aby sztuka stała się tym, co dla niej przeznaczone: ulepszeniem życia ludzkiego. Nie każda muzyka współczesna przemawia do serca. Często głównie rozumieją ją jej twórcy i może niektórzy z wykonawców. Preferuję koncentrowanie się na współbrzmieniach i głębi kontrapunktu. Efekty sonorystyczne i manieryczne tworzenie „dźwiękowych mgieł” uważam za pewien rodzaj tchórzostwa. Potrzebujemy sztuki, którą ludzie zapragną pokochać i która podwyższy poziom intelektualny, wyzwoli uczucia i pomoże człowiekowi stworzyć czysty, bardziej sprawiedliwy i mistyczny świat. W tym kierunku staram się iść. To dość trudne w dzisiejszych czasach. Ciekawe, czy mi się uda!

M.B.: Dagny, a Ty czym się kierujesz w sztuce?

D.B.-K.: Poszukuję w niej piękna, harmonii, znanego ze starożytnej Grecji katharsis. Lubię, gdy sztuka zbliża się do doskonalszych wszechświatów, gdy nas ulepsza, daje natchnienie, budzi emocje, prowadzi do lepszego świata dla duszy, zbliża do Boga, uwzniaśla – dlatego też i ja wzniośle o tym piszę. Szukam tych wartości, grając i komponując, staram się nawiązywać kontakt duchowy ze słuchaczem i podzielić się z nim zachwytem sztuką.

M.B.: Obserwując Waszą działalność, ma się nieodparte wrażenie, że cechuje Was ogromny sentyment do swojego kraju. Dagny, czy jesteś patriotką polską?

D.B.-K.: Ja zdecydowanie uważam się za patriotkę polską. Patriotyzm rozumiem jako miłość do ojczyzny, wspieranie działań na rzecz jej dobrego imienia, obrona i kultywowanie tradycji. Staram się także wyrażać mój patriotyzm i działać na rzecz upamiętnienia historii naszego kraju, grając i komponując utwory o tematyce patriotycznej, przykładem może być „Husaria” upamiętniająca naszą dzielną, słynną i niezwyciężoną husarię. Co ciekawe, inspiratorką powstania tego utworu była moja córeczka Kallinka, zakochana właśnie w husarii.

M.B.: A Ty, Georgios, uważasz się za greckiego patriotę? Co dla Ciebie kryje się pod pojęciem patriotyzmu i co to właściwie znaczy być artystą-patriotą?

G.K.: Przeznaczeniem Grecji było od zawsze dawanie Światła całemu światu i uwalnianie ludzi od wszelkiego rodzaju tyranii i niesprawiedliwości. Już sama historia ostatnich tysiącleci to pokazuje. W zasadzie Grecja nie powinna mieć wrogów. Wszyscy powinni ją kochać, bo zawdzięczają jej – zwłaszcza świat Zachodni – niemal wszystko. Ale oczywiście zawsze znajdą się ci, którzy nie chcą, aby ludzie byli wolni, szczęśliwi i zdrowi. W ich interesie lepiej jest kierować wystraszonymi, niewykształconymi i „naćpanymi cukrem”, telewizją i alkoholem masami. Ja z mojej strony walczę o wieczną chwałę Grecji. Nie dlatego, że nie szanuję innych narodów lub ras. Po prostu trudno nie być po tej samej stronie co Odyseusz, Leonidas, Platon, Eratostenes, Aleksander Wielki, Imperator Androkikos lub generał Makrygiannis. Ci, którzy greckiej spuścizny nie szanują, przegrają. W sumie określenie „artysta-patriota” to pułapka. Bo ktoś inny może to zinterpretować tak, że dana osoba interesuje się wyłącznie historią i sztuką jego kraju. A wcale tak być nie powinno. Zwłaszcza dla artysty, który patrzy na świat tak jak ja. Tylko poprzez poznawanie i rozumienie innych kultur można samemu iść do przodu. Trzeba umieć znajdywać dobre strony wszystkiego. Dlatego też uparłem się stworzyć utwór „Strach w Zameczku” i wyciągnąć z zapomnienia teksty Anny Olimpii Mostowskiej. Zresztą z tego samego powodu kilka lat temu przetłumaczyłem i wydałem teksty o elektromagnetyzmie Edwarda Leedskalnina.

M.B.: Jakie są Wasze plany artystyczne na najbliższy rok?

G.K.: Pragnę skończyć moją drugą sonatę fortepianową, napisać drugi kwartet smyczkowy oraz pierwszą symfonię. I oczywiście staram się, aby wreszcie wystawiono wspomniany już „Strach w Zameczku”, utwór na zespół kameralny i narratora. Jest to pierwsza w Polsce opowieść grozy, z początku XIX wieku. Niestety zupełnie zapomniana. Kilka lat temu znalazłem w Internecie zdjęcia pierwszego wydania tego tekstu. Przepisałem je, nieco uwspółcześniłem pisownię (rzecz jasna, nie naruszając stylu tamtej epoki) i napisałem muzykę. Jest to coś w rodzaju „bajki dla dorosłych”.

D.B.-K.: Na początku roku 2016 zapraszam serdecznie na moje recitale w Warszawie w Centrum Nauki Kopernik – w programie F. Chopin, C. Debussy, O. Messiaen i prawykonanie mojego najnowszego utworu – „Gwiezdna suita - Odyseja kosmiczna, a także na inne warszawskie koncerty – w programie F. Chopin, I.J. Paderewski i również utwory własne. Mam także w planach nagranie nowej płyty.

M.B.: Czy usłyszymy na niej Twoje nowe kompozycje?

D.B.-K.: Jestem w trakcie komponowania nowych utworów, ale na razie szczegóły zachowam dla siebie.

M.B.: A Wasze największe twórcze marzenie?

D.B.-K.: Tajemnica.

G.K.: Żeby ludzie mnie dobrze i długo wspominali po mojej śmierci.

M.B.: Jesteście nauczycielami i na pewno zetknęliście się z tym, że wiele osób wstydzi się śpiewać, tańczyć, nie mówiąc już o graniu. Tymczasem krąży anegdota, że na Waszym weselu ani polska, ani grecka strona rodziny nie miała z tym żadnego problemu, a wiele piosenek, do których tańczyliście było np. grecką muzyką tradycyjną. Co poradzilibyście niemuzycznej rodzinie, by przełamała się i nie bała się we własnym gronie muzykować?

D.B.-K.: Myślę, że wspólne rodzinne muzykowanie daje dużą radość i bardzo spaja rodzinę, u nas tak się dzieje np. podczas Świąt Bożego Narodzenia: Georgios gra na buzuki, gitarze, fortepianie, skrzypcach, melodyce, ja na fortepianie, skrzypcach lub flecie, Kallinka na skrzypcach czy fortepianie, Tasio na instrumentach perkusyjnych, a reszta rodziny śpiewa. Piękne jest to, gdy nikt się nie wstydzi, a każdy stara się wspólnie wyrazić radość. Najważniejsze jest poczucie wspólnoty i wspólna radość działania.

G.K.: Miłość do muzyki bierze się z potrzeby wewnętrznej. W starożytnej Grecji wykształcenie muzyczne odgrywało praktycznie najważniejszą rolę, ponieważ właśnie poprzez muzykę kształtuje się dusza dobrego człowieka. Tych, którzy kochają muzykę, a wstydzą się muzykować, zachęcam, aby się odważyli i poznali to fantastyczne uczucie tworzenia i grania muzyki! A jeżeli w końcu uznają, że nie mają siły lub talentu lub najzwyczajniej w świecie fałszują, to mogą się ograniczyć po prostu do słuchania muzyki. Ale najpierw należy chociaż spróbować!

D.B.-K.: Bo im częściej się próbuje, tym lepiej to wychodzi. Wszystkich zachęcamy!

M.B.: Na koniec chcę zapytać, czy trudno być w dzisiejszym świecie artystycznym indywidualistą?

D.B.-K.: Niestety tak. Ale tak jest i było od zawsze. Bardzo często indywidualiści są niedoceniani, krytykowani, nie rozumiani, wyśmiewani, na siłę oceniani według sztywnych reguł, postrzegani jako dziwni. Czasem zazdrości się im unikalności, odkrywczości i charyzmy, a nawet się ich niszczy. Potem po latach, o ironio, twierdzi się, że od początku byli doceniani, wspierani i podziwiani. Poza tym nieraz myli się wspołcześnie bycie indywidualistą z udziwnianiem wszystkiego za wszelką cenę lub z „tanimi chwytami” i obrazoburczym szokowaniem społeczeństwa. A to są dwie zupełnie różne rzeczy. Na szczęście bywa też i tak, że przynajmniej część ludzi docenia wartościowego i ciekawego indywidualistę. Jest wtedy kochany przez odbiorców swojej sztuki.

G.K.: Teoretycznie indywidualizm powinien być pożądany przez wszystkich artystów. Kto by chciał, aby jego dzieła przypominały dzieła innych? Pewna trudność w tym, że już tak dużo muzyki powstało przez ostatnich pięćset lat, iż czasem wydaje się, że już nie da się wymyślić niczego nowatorskiego. Trzeba być sobą i „ujmować to w nuty”.
Fot. ze zbiorów prywatnych.