Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (290) / 2016

Magdalena Boczkowska,

KAŻDY MA TAKI CHOCHOLI TANIEC, NA JAKI ZASŁUŻYŁ? (WESELE)

A A A
Radosław Rychcik znany jest z własnych, czasem kontrowersyjnych, interpretacji klasyki. Wystarczy wspomnieć „Hamleta” (Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach) nagrodzonego na XV Festiwalu Szekspirowskim w Gdańsku, „Dziady” (Teatr Nowy w Poznaniu), za które otrzymał m.in. Paszport „Polityki”, „Grażynę” (Teatr im. Ludwika Solskiego w Tarnowie) czy „Balladynę” (Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie). W 2011 roku twórca otrzymał Laur Konrada na XIII Ogólnopolskim Festiwalu Sztuki Reżyserskiej „Interpretacje” za spektakl „Łysek z pokładu Idy” (Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu). Nagroda ta wiąże się z tzw. „Zaliczką od Stanisława”, czyli kwotą na realizację przedstawienia na deskach katowickiego Teatru im. Stanisława Wyspiańskiego. I oto mamy, doczekaliśmy się! 8 stycznia 2016 roku miała miejsce premiera (wybór spektaklu raczej nie był zaskakujący) „Wesela”.

Jury przyznające Rychcikowi Paszport „Polityki” napisało w uzasadnieniu, że reżyser otrzymuje go „za brawurowe włączenie polskiego arcydramatu w przestrzeń współczesnej zbiorowej wyobraźni, w której Guślarz, Konrad i Upiór odżywają jako postaci z filmów Tarantino, Lyncha czy Kubricka”. Z „Weselem” jest podobnie. Zamiast do wiejskiej chaty w Bronowicach, trafiamy do irlandzkiego pubu w Belfaście, w którym spotykają się przedstawiciele różnych wyznań i poglądów. Od lat 20. poprzedniego wieku Irlandia podzielona jest bowiem na dwie części: dwadzieścia sześć hrabstw katolickich ze stolicą w Dublinie i sześć protestanckich ze stolicą właśnie w Belfaście. Reżyser „Samotności pól bawełnianych” postanowił pokazać irlandzkie wesele, które ma szansę pogodzić zwaśnione strony, tak jak bronowickie wesele miało szansę zjednoczyć w imię wyższych celów przedstawicieli różnych grup społecznych. Postaci spektaklu wzorowane są nie tylko na bohaterach Wyspiańskiego, lecz także – co jest pomysłem brawurowym i zasługującym na wielkie uznanie – na osobach opisanych w niestety niezbyt głośnym cyklu reportaży Aleksandry Łojek „Belfast. 99 ścian pokoju”, wydanym przez Wydawnictwo Czarne.

Wśród gości weselnych po stronie protestantów, czyli lojalistów (unionistów, oranżystów) związanych z Wielką Brytanią i pragnących pozostać pod Koroną Brytyjską, mamy m.in.: Pana Młodego – Roba (Marcin Rychcik), który niegdyś siedział za posiadanie broni, a obecnie oprowadza wycieczki po lojalistycznej części Belfastu, Dziennikarza – Stephena Nolana (Artur Święs) – prezentera radiowego BBC Ulster i BBC5 Live, którego nieodłącznym elementem jest aparat fotograficzny, czy Poetę, którym okazuje się sam Noblista Seamus Heaney (Mateusz Znaniecki); mamy także: Gospodarza – Alexa (Andrzej Dopierała), Nosa – Eamonna (Grzegorz Przybył), Radczynię – Barbarę (Anna Kadulska), Zosię – Rose (Karina Grabowska), Haneczkę – Emily (Ewa Kutynia) i Marynę – Tracey (Agnieszka Radzikowska). Po stronie katolików, czyli republikanów, często należących do IRA, którzy chcą albo całkowitej autonomii Irlandii Północnej, albo przyłączenia jej do Republiki Irlandii, znajdziemy: Pannę Młodą – Penny (Ewelina Żak), pochodzącą z ubogiej robotniczej rodziny, ale po studiach; Czepca – Brendona (Zbigniew Wróbel), narkotykowego króla jednej z dzielnic, który pół życia spędził w więzieniu i jest bardzo szanowany przez młodzież, Jaśka – Martina (Bartłomiej Błaszczyński), cierpiącego na epilepsję pourazową i będącego pośrednikiem między organizacjami paramilitarnymi a Community Worker, a także Rachelę – Jenny (Barbara Lubos) – byłą Commanding Officer w IRA, bezwzględną i okrutną dla wrogów; odkąd zabito jej trzech synów, bohaterka spędza czas głównie na topieniu smutków w alkoholu. Do republikanów należą także: Ksiądz Wayne (Antoni Gryzik), Gospodyni – Pat (Violeta Smolińska), Marysia – Angela (Dorota Chaniecka), Ojciec – Joe (Dariusz Chojnacki), Dziad – Rick (Adam Kopciuszewski), Klimina – Jean McConville (Anna Wesołowska), Kasia – Aislin (Natalia Jesionowska), Staszek – Padraig (Michał Piotrowski), Kasper – Ciarán (Michał Rolnicki), Kuba – Peadar (Marek Rachoń) oraz Żyd – Lenny Murphy (Wiesław Kupczak). Oczywiście, mamy także i zjawy – pojawia się Widmo Malarza, którym jest bohater filmowy Billy Elliot (Dominik Więcek), jest Stańczyk – Bobby Sands (Paweł Świerczek), lider IRA, który zmarł w 1981 roku w więzieniu w wyniku strajku głodowego, Rycerz (Jakub Podgórski), Upiór – William Moore (Arkadiusz Machel), członek gangu Rzeźnicy z Shankill, który znany był z wymyślnych tortur; w końcu pojawia się i Werynhora, który tu jest po prostu chłopakiem z waltornią (Michał Zdrzałek).

W dramat Wyspiańskiego został wpisany reportaż o mieszkańcach Irlandii Północnej i ich walce o ziemię, religię, tożsamość narodową, o samych siebie. A jest to walka obfitująca w rozlewy krwi, nieuzasadnione okrucieństwo i tragizm pojedynczych losów. Nie dziwią więc bójki (wszak na weselach i tak się zdarzają), zabójstwo (Panna Młoda zabija Nosa) czy zbiorowy gwałt.

Warto zwrócić uwagę na znakomicie dobranych aktorów. Na pierwszy plan wysuwa się młoda para. Rychcik i Żak znakomicie spisują się w swoich rolach (zbieżność nazwisk nie jest przypadkowa). Z jednej strony, wiedzą, że tylko oni mają szansę choć na chwilę pogodzić zwaśnione strony, z drugiej natomiast – są zakochaną parą, która stara się stworzyć sobie choćby pozór normalności. Przynależą do Północnoirlandzkiego Stowarzyszenia Małżeństw Mieszanych – powstałej w 1974 roku organizacji zrzeszającej młodych ludzi, którzy głęboko wierzą, że zawieranie mieszanych małżeństw przyczyni się do szybszego i pokojowego rozwiązania konfliktu. Sami jednak są w konflikt zaangażowani. Panna Młoda w wykonaniu Żak jest na swój sposób bezwzględna, przeszła wiele, żeby być tu, gdzie się znajduje, i nie zawaha się przed niczym, by tego nie stracić. Pan Młody Marcina Rychcika wydaje się natomiast bardziej niż w oryginale liryczny. Jest w nim coś poetyckiego i tragicznego; przypomina nieco bohatera byronicznego, który bardzo chce, ale wie, że „szczęścia w domu nie znajdzie, bo go nie było w ojczyźnie”. Wielkie brawa należą się także Barbarze Lubos za rolę Racheli, która jest postacią bodaj najbardziej tragiczną. Aktorka brawurowo wykonuje przy tym piosenkę, a właściwie bojową pieśń – protest song „Baby that’s what I need (walk tall)” Queen Esther Marrow, której echa długo rozbrzmiewają w uszach widzów.

Rychcik bardzo dba o szczegóły. Zamienia klasyczne cytaty z dramatu, by pasowały do opisywanej rzeczywistości. Rachela była więc „w London na operze”, a Czepiec, zamiast Głowackiego, wspomina postać Bobby’ego Sandsa, który zainspirował Steve’a McQueena do stworzenia znanego filmu „Głód”. Kultowe sformułowanie: „Miałeś chamie złoty róg” wypowiada natomiast Czesław Niemen, tak jak w filmie Andrzeja Wajdy. To ukłon w stronę klasyki. Nie zgadzam się z Witoldem Mrozkiem, który na łamach „Gazety Wyborczej” pytał: „Jeżeli już chcemy mówić o konflikcie w Irlandii, którego kontekst i szczegóły polskiemu widzowi nie są dziś zbyt dobrze znane, po co używać do tego »Wesela«? A jeśli chcemy robić »Wesele« popularne i uniwersalne, po co naciągany klucz z Zielonej Wyspy, którego sens może i można wyczytać w załączonym programie, ale z pewnością nie z przedstawienia?”. Moim zdaniem, z przedstawienia można wydobyć bardzo dużo. Być może trudno błyskawicznie zorientować się, kto należy do której strony konfliktu, ale w gruncie rzeczy nie jest ważne, kto jest po jakiej stronie barykady. Ważne, że ta barykada istnieje i że po obu jej stronach ludzie tak samo żyją, cierpią i umierają, że niczym się od siebie nie różnią. Nieważne więc, z jakimi podziałami mamy do czynienia. Antagonizmy między republikanami i lojalistami w Irlandii, Polakami w czasach autora „Nocy listopadowej” lub współcześnie, spory między Ślązakami i Zagłębiakami – wszyscy tak samo walczą.

„Wesele” Wyspiańskiego było przyczynkiem do dyskusji o kondycji polskiego społeczeństwa. Społeczeństwa tak podzielonego, że nie potrafiło zjednoczyć się nawet dla ratowania ojczyzny. Zamiast zjednoczenia mieliśmy więc chocholi taniec, impas, wielką martwotę i stagnację, która pokutuje do dziś. W spektaklu Radosława Rychcika końcowy chocholi taniec jest bardziej szalony, żywiołowy, spontaniczny, ale czy to znaczy, że przynosi rozwiązanie konfliktu, upragnione zjednoczenie? To nigdy nie będzie takie proste.
Stanisław Wyspiański: „Wesele”. Reżyseria i adaptacja: Radosław Rychcik. Scenografia i kostiumy: Anna Maria Kaczmarska. Muzyka: Michał Lis, Piotr Lis. Choreografia: Jakub Lewandowski. Premiera: 8 stycznia 2016 r. Teatr im. S. Wyspiańskiego w Katowicach.