Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (290) / 2016

Michał Misztal,

TRUDNY POWRÓT DO DOMU (BĘKARTY Z POŁUDNIA. BYŁ TO FACET, CO SIĘ ZOWIE)

A A A
Paul Conroy, główny bohater filmu „Pogrzebany”, odzyskuje przytomność w trumnie, z której następnie próbuje się wydostać. Nie wie, jak tam trafił, ani gdzie dokładnie został zakopany. Jedyne, co się liczy, to próba ocalenia własnego życia. Earl Tubb, protagonista pierwszego tomu komiksowej serii „Bękarty z Południa”, różni się od Conroya tym, że w swojej potencjalnej trumnie, czyli na tytułowym Południu, znalazł się w dużym stopniu dobrowolnie. Doskonale wie, gdzie jest, ponieważ spędził tam dzieciństwo i teraz wraca po latach, by załatwić pewną rodzinną sprawę. Pytanie tylko, czy wyjedzie stamtąd żywy.

Jeżeli ktoś czytał „Scalped”, chyba najbardziej znaną, rewelacyjną serię Jasona Aarona, to do sięgnięcia po album „Był to facet, co się zowie” zachęci go samo nazwisko scenarzysty. Mnie też więcej nie trzeba – uwielbiam sposób, w jaki autor tworzy swoich bohaterów, z pozoru przesadnie twardych, ale z uzasadnionym tłem, ciekawą historią i realistycznymi motywami postępowania. W dodatku Aaron dba o to, by granica między postaciami pozytywnymi i czarnymi charakterami była niezwykle cienka. Z równym entuzjazmem podchodzę do pisanych przez Amerykanina dialogów oraz pomysłów na rozwój fabuły. Czy w „Bękartach z Południa” znalazły się powyższe elementy? Na szczęście tak, choć z nieco mniejszą siłą rażenia niż w „Scalped”, ale za to z dodatkiem charakterystycznego klimatu miejsca, w którym dorastał Tubb (oraz autorzy recenzowanego dzieła). Historia Earla Tubba – który przybywa w rodzinne strony tylko na kilka dni, ale w międzyczasie zadziera z ludźmi lokalnego trenera futbolu – to kawał dobrego komiksu. Album składa się jedynie z czterech zeszytów, ale to wystarczy, by zachęcić do sięgnięcia po ciąg dalszy.

Jason Latour ilustruje „Bękarty z Południa” w nieco niedbały i nieestetyczny sposób, który nie każdemu przypadnie do gustu. Mnie do końca nie przekonał (szczególnie sposobem przedstawiania twarzy większości postaci), ale obiektywnie rzecz ujmując, jego prace są atutem recenzowanego albumu. Styl Latoura odbiega od poprawnej, czystej i zadbanej (a przy tym pozbawionej polotu) kreski, jaką zazwyczaj widzimy w amerykańskich seriach. Przyjęta przez artystę estetyka w świetny sposób podkreśla również inność Południa, jego odrębność od pozostałych, „zwyczajnych” Stanów. Z rzeczy mniej istotnych, ale zapewne cieszących wielu czytelników, należy wymienić solidne wydanie (twarda oprawa) i sporo dodatków, takich jak szkice, alternatywne okładki czy przepis na pieczone pierogi z jabłkami matki Jasona Aarona. Nie tylko z tego powodu wszystkim przystępującym do lektury „Bękartów z Południa” życzę: smacznego.
Jason Aaron, Jason Latour: „Bękarty z Południ. Był to facet, co się zowie” („Southern Bastards Vol 1: Here Was a Man”). Tłumaczenie: Robert Lipski. Wydawnictwo Mucha Comics. Warszawa 2015.