Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (290) / 2016

Michał Paweł Urbaniak,

DOJRZEWANIE W CIENIU WALKI (MACIEJ PŁAZA: 'SKORUŃ')

A A A
„Skoruń” – debiut powieściowy Macieja Płazy – reprezentuje prozę nurtu chłopskiego w powojennej literaturze polskiej. Można go zestawić z takimi pozycjami, jak na przykład „A jak królem, a jak katem będziesz” Tadeusza Nowaka, „Konopielka” Edwarda Redlińskiego, „Kamień na kamieniu” Wiesława Myśliwskiego czy „Owoc żywota twego” Ewy Ostrowskiej. Płaza zdaje się mieć świadomość tego literackiego dziedzictwa (nie sposób nie dopatrzyć się tu nawiązań, zwłaszcza do prozy Myśliwskiego, której „Skoruń” jest bardzo bliski pod względem narracyjnym), a jednocześnie dba o to, aby mówić własnym głosem.

Książka Płazy to właściwie zbiór siedmiu opowiadań, które łączy czas i miejsce akcji oraz bohaterowie. Narratorem jest tytułowy skoruń (lokalne określenie łobuza i lenia), który dorasta na wsi na Sandomierszczyźnie w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Mieszka z wymagającym, surowym ojcem i pobożną matką. Dobrze się odnajduje w wiejskim środowisku, rzadko kwestionuje zastany porządek. Wbrew nadanemu mu przezwisku, ciężko pracuje w gospodarstwie. Dorastając, odkrywa świat. Próbuje zrozumieć swoich rodziców (zwłaszcza ojca), a także samego siebie.

Autor „O poznaniu w twórczości Stanisława Lema” przedstawia sugestywny obraz polskiej wsi. To świat rządzący się własnymi regułami, swoisty mikrokosmos. Czas toczy się tu niezmiennym trybem wyznaczonym przez naturę i wyczerpującą pracę. Nawet powracająca prywatna apokalipsa (powódź zatapiająca wioski) niejako wpisuje się w ów ład. Inny świat, symbolizowany przez miasto, istnieje obok, ale rzadko ma tu dostęp („miastowe” jest synonimem tego, co nieznane, udziwnione, a ludzi z miasta przybywających do wsi traktuje się z niepozbawioną pogardy protekcjonalnością). Bohaterowie są niejako przypisani do wsi, stanowią nieodłączny element tego systemu. Nawet jeśli w wyniku rozmaitych okoliczności wyjadą do miasta (jak Rych, ojciec skorunia), i tak trafią tu z powrotem. Również narrator nie myśli o porzuceniu rodzinnej wsi. Kiedy wyobraża sobie przyszłość, ma świadomość swego miejsca, wie, że powróci właśnie na wieś. Warto tu zacytować dłuższy, fragment obrazujący zarówno funkcjonowanie wsi, jak i rozterki dojrzewającego bohatera: „Po raz pierwszy poczułem, nie, zobaczyłem, jak mija czas. Rzeka wydawała się nieruchoma. Sady przycięte, nabrzmiałe od pąków, czekały na kwitnienie, drżały leciutko, czy aby nie ściśnie ich spóźniony przymrozek. W dolinie był spokój, wieś jak zawsze szeptała coś do siebie krzywą gwarą. To raczej ja mijałem. Tyle było rzeczy, których miałem nigdy więcej nie zrobić, nie pomyśleć, nie przepłakać. Zdawało mi się (…), że wszystko zdarzy się już, zarutko, za chwilę: może wojsko, może studia, potem robota jeszcze niepojęta, bo własna, cisnąca grzbiet prawdziwszym ciężarem. Poczułem się tak, jakbym wyjeżdżał, choć dokąd? Gdybym nawet miał wyjechać, wróciłbym tu. Za rok, za dziesięć lat, choćby za pięćdziesiąt”.

Słowa otwierające „Skorunia” nie są przypadkowe. Być może wypowiadanie później przez parobka Władka raz za razem „Aeśchopakuwyrós” (inna wersja wcześniejszego „Aleś wyrósł, chłopaku”) stanowi klucz interpretacyjny. Bo jest „Skoruń” przede wszystkim powieścią inicjacyjną. Tytułowy bezimienny bohater (lekceważony przez większość dorosłych z racji swego wieku) nie tylko obserwuje rzeczywistość, ale również odkrywa samego siebie. W kolejnych odsłonach przedstawiony zostaje m.in. konflikt z ojcem, rozbudzenie seksualności (jest to seksualność spod znaku wyprężonej „knagi” – rozbuchana i prymitywna), zetknięcie się ze śmiercią (rozdział „Pensylwania” opisujący historię osobliwej znajomości ze starą Siekierską), poznanie innego świata (reprezentowanego przez objazdowy cyrk i postać uciekającego Huberta w dżinsach) czy odtworzenie dramatycznej historii rodzinnej, własnego dziedzictwa (w opowiadaniu „Bracia”). Ocalenie matki – opisane w ostatnim rozdziale – urast do rangi obrzędu inicjacyjnego.

A jednak najważniejszym aspektem tej prozy (powiązanym z dojrzewaniem głównego bohatera) w moim odczuciu jest ewoluująca relacja z ojcem. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że walka między ojcem a synem to główny temat „Skorunia”. Ojciec to zdecydowanie najciekawsza postać. Jako człowiek niezwykle ambitny wyrwał się ze swego środowiska i podjął studia, a gdy powrócił na wieś, został nauczycielem i wzorowo opiekował się gospodarstwem. Jest poważanym we wsi rolnikiem, ale także mężczyzną nieszczęśliwym, obarczonym mrocznym sekretem. Jeden z jego przyjaciół powie, że Rych „ze wszystkim się w życiu szamocze, dzielnie, ale głupio, trochę też jakby nie z własnego zachcenia, jak gdyby to, co mu przeszkadza (…), było częścią czegoś ogromnego, co jest dla niego za silne. Czegoś szuka, może w sobie, może naokoło, nie znajduje, i skarży się w milczeniu”. Dla porównania – Rita, matka skorunia, jest niewidzialna. Karmi najbliższych, zajmuje się inwentarzem, ale jej obecność jest prawie niezauważalna (poza ostatnim opowiadaniem). Jakby nie należała do tego świata („Matka rzeczywiście była nie stąd – nie od nas, jak mi się zawsze o tym myślało”).

W „Skoruniu” między ojcem a synem toczy się rozgrywka (z pominięciem matki). Obaj nie potrafią się porozumieć, ale też pozostają w silnej zależności względem siebie. Łączy ich nierozerwalna więź. Stary sprzedawca mówi bohaterowi: „W głowie masz pamięć o ojcu, Ojciec robi tam swoje (…), nawet gdy jeszcze żyje. Kiedyś go pochowasz, ale i tak się od niego nie uwolnisz”. Z kolei Skoruń stwierdza: „moje bycie synem gospodarza-wścieklicy, więźniem i spadkobiercą jego wszechmocnych rąk, tak naprawdę nie jest moje, (…) dostałem je niechciane, okulałe”. Skoruń chciałby zniszczyć (zabić) ojca, aby odnaleźć siebie, ale nie potrafi. Potrzebuje uznania i akceptacji, a także obecności ojca. Głęboko przeżywa zniknięcie Rycha, który trafia do więzienia za branie udziału w konspiracji. Skoruń zdaje sobie wówczas sprawę, że nie znał ojca, choć czuł, że wiele ich łączy („Myślałem, żeśmy ulepieni z tej samej czarnej ziemi, choć na pozór w niczymśmy nie byli podobni: on – gniewosz o twardych, szybkich rękach, ja – skoruń, chodząca lewizna, próżniak, matołek”). Kiedy w świecie tej rodziny pojawia się ścigany przez milicję Hubert i zaczyna funkcjonować na prawach drugiego, lepszego syna, skoruń – nota bene zafascynowany przybyszem z innego świata – odczuwa zazdrość. Obserwując, w jak dobrej komitywie są ojciec i Hubert, mówi: „Coś tężało mi w gardle, w brzuchu, gdy na to patrzyłem. Choć o co właściwie mógłbym do ojca mieć żal, skorośmy obaj dobrze wiedzieli, że jestem skoruniem, mam dwie lewe ręce, i pewnie lepiej było dla tych ojcowskich maszyn, że obywały się bez mojej pomocy i rady?”. Konflikt między Hubertem a jego niby-bratem znajdzie gwałtowne rozstrzygnięcie.

Warto zauważyć, że walka Rycha i skorunia ma w sobie coś głęboko pierwotnego, można tu nawet mówić o konflikcie edypalnym. Widać to zwłaszcza w ostatnim rozdziale poświęconym relacji narratora z matką. Wówczas ojciec jest formalnie wykluczony (ze względu na problemy zdrowotne, a później – nieobecność). To właśnie wtedy skoruń – stęskniony za dawną pozycją matki w swoim życiu – kieruje do Rity bezgłośne, acz wymowne oskarżenia dotyczące ojca: „Gdzie go masz, czemu tak ci odpłaca za twoją cierpliwość, za gar kapusty, za pranie nie wiedzieć kiedy rozwieszone na sznurku, za okłady obolałego krzyża, za to, że choć pełno cię dookoła jesteś niewidzialna?”. Później wchodzi w niepisaną rolę partnera matki (jest impertynencki, kwestionuje wartości wyznawane przez Ritę, tak jak jego ojciec). W ostatniej scenie ratuje matkę, broni jej przed innymi i odczuwa przy tym rozkosz. To moment niepisanego zwycięstwa nad ojcem i zarazem osiągnięcia dojrzałości. Niosący ocalenie skoruń nie zasługuje już na swoje „imię” nadane mu niesprawiedliwie przez ojca.

„Skoruń” Macieja Płazy to niewątpliwie udany debiut wpisujący się w literaturę nurtu chłopskiego. Skomplikowani wewnętrznie bohaterowie, łączące ich trudne relacje, a także bogata symbolika i wielopłaszczyznowość przedstawionej historii – to wszystko pozwala na podążenie wieloma ścieżkami interpretacyjnymi. Każdy z siedmiu rozdziałów stanowi kunsztowne opowiadanie. Te teksty połączone w jedną opowieść składają się na naprawdę dobrą literaturę.
Maciej Płaza: „Skoruń”. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2015 [seria archipelagi].