Wydanie bieżące

1 lutego 3 (291) / 2016

Radosław Pisula,

STARZY ZNAJOMI (NOWA GRANICA)

A A A
Zacznę bez owijania w bawełnę: jeśli w tym roku możecie kupić tylko jeden komiks z superbohaterami, upewnijcie się, że będzie to „Nowa granica”. Naprawdę trudno w bardziej urokliwy sposób pokazać, czemu ci szaleni trykociarze – ryzykujący własnym istnieniem w walce o prawdę, sprawiedliwość i amerykański styl życia – stali się częścią współczesnej mitologii.

Darwyn Cooke kocha klasyczną pulpę. Tchnął nowe życie w najpopularniejsze dziecko Willa Eisnera, Spirita; za pomocą języka komiksu w fantastyczny sposób „odświeżył” drania Parkera oraz zaprezentował czytelnikom najbardziej bezpretensjonalne albumy z ryzykownego projektu „Strażnicy – Początek” („Gwardziści” /„Jedwabna Zjawa”). Ale jego opus magnum (w kategorii nostalgicznych renarracji) bez wątpienia pozostaje wydana przez Egmont Polska „Nowa granica” – pełna trykociarskiej magii zabawa z całą armią bohaterów DC ukazanych na przestrzeni kilku dekad – od II wojny światowej aż do rozpoczęcia Srebrnej Ery w latach 60.

Komiks świetnie uzupełnia się na dwóch poziomach odczytywania. Z jednej strony czytelnik otrzymuje nieźle skonstruowaną opowieść o inwazji kosmitów, mocno przyprawioną klimatem klasycznych niskobudżetowych filmów o atomowych kreaturach. Oprócz zagrożeń nadnaturalnych, autor mocno zaznacza wątek zimnowojennego polowania na komunistów, przenikającego struktury rodzącego się społeczeństwa superbohaterów, a także temat wszechobecnego rasizmu. Dlatego też z drugiej strony mamy tu do czynienia ze świetną lekcją historii zarówno Stanów Zjednoczonych epoki „czerwonych” napięć, jak i świata herosów DC.

Cooke wykonał potężną pracę, łącząc w koherentną całość dorobek wydawnictwa z różnych dekad. Z narastającym zagrożeniem mierzą się tutaj Pogromcy Nieznanego (protoplaści Fantastycznej Czwórki z Marvela), militarni Straceńcy, Czarne Jastrzębie, Superman, Batman, Wonder Woman, Flash, Zielona Latarnia; swoje miejsce dostają nawet tak (niesłusznie) zapomniane już dzisiaj twory, jak Diabły Morskie, detektyw Slam Bradley (wielbiony przez Eda Brubakera) czy Wyspa o Której Zapomniał Czas. I, co ciekawe, wszystko tutaj ze sobą spójnie współgra: bohaterowie startują w różnych miejscach, powoli poznajemy łączące ich zależności, każdy dostaje odpowiednią ilość czasu (świetnie rozwiązany motyw Marsjańskiego Łowcy Ludzi) i w końcu wszystkie wątki łączą się w zapierającym dech w piersiach finale.

„Nowa granica” to komiksowy odpowiednik wielkiego blockbustera, ale zrobiony w duchu awanturniczych i pełnych uroku filmów przygodowych z pierwszej połowy XX wieku, gdy liczyły się przede wszystkim pełne charyzmy postacie. Cooke zresztą nie stara się wprowadzać nowej jakości czy zmieniać historii medium. Bierze najlepsze elementy ze sprawdzonych schematów, destyluje cechy decydujące o unikalności każdej z postaci i w końcu pozwala im być sobą: zadziorny Hal Jordan, prawy Superman, nieufny Batman czy pełen humanizmu J’onn J’onzz zyskują na kartach tego komiksu drugą młodość.

Największą zaletą albumu jest jednak szata graficzna, za której sprawą Cooke przechodzi samego siebie. Nie mamy tutaj do czynienia tylko z sekwencyjną opowieścią – to jest już artbook, zdecydowanie wart swojej ceny. Podobnie jak w „Parkerze”, autor świetnie stylizuje bohaterów, sprawiając, że wyglądają niczym wyjęci z klasycznych pulpowych opowieści. Mężczyźni posiadają wyraźnie zarysowane kwadratowe szczęki i przymrużone oczy, a kobiety, wzorowane na radosnych pin-upach, mają ponętne kształty oraz promieniste uśmiechy. Żywe kolory i niesamowita dynamika podkreślają rozrywkowe dziedzictwo projektu – trudno znaleźć piękniejszą laurkę dla czasów pachnących lemoniadą oraz gumą balonową, kiedy jednak w połach płaszcza skrywano wiele grzechów.

Recenzowany album jest także najlepiej wydaną pozycja z ekskluzywnej linii DC Deluxe. Kredowy papier zastąpiono matowym, który nie odbija światła i zapewnia dużo lepsze nasycenie kolorów – to niezwykle ważne w tak barwnym komiksie. Opowieść doprawiono także obszernym komentarzem samego Cooke’a, tłumaczącego (strona po stronie) niuanse historyczno-popkulturowych nawiązań. W „Nowej granicy” znajdziemy również mnóstwo różnorakich grafik i okładek, podkreślających gargantuiczną jakość projektu.

Powtórzę to, co powiedziałem już na wstępie. Kupujcie ten album w ciemno, zanim zniknie z półek – podobnie złożonego i monumentalnego hołdu dla wspaniałych bohaterów DC nie zobaczymy pewnie przez lata. Ogromne pokłady czystych emocji, wysokie stawki starć, rodzące się niezniszczalne przyjaźnie, wspaniała oprawa graficzna, romantyzm, wielki świat w pigułce – na tę wycieczkę musicie się wybrać, nawet jeśli już wam się przejedli wszechobecni goście w rajtuzach.
Darwyn Cooke: „Nowa granica” („The New Frontier”). Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2015.