Wydanie bieżące

1 lutego 3 (291) / 2016

Przemysław Pieniążek,

SMUTNIEJSZY ODCIEŃ SZAROŚCI (HULK: SZARY)

A A A
O przyszłym losie błyskotliwego naukowca Bruce’a Bannera zadecydowało to, że znalazł się w złym miejscu i w jeszcze gorszym czasie. Kto przy zdrowych zmysłach (a z pewnością nie konstruktor jednej z najpotężniejszych broni masowego rażenia) wbiega na poligon doświadczalny na chwilę przed końcem odliczania? Rzecz jasna, okolicznością łagodzącą jest fakt, że badacz uratował w ten sposób Ricka Jonesa – rezolutnego młodziana i sierotę, którego potencjalną śmiercią nikt na dobrą sprawę by się nie przejął. Szlachetny i bez mała heroiczny uczynek miał jednak swoją cenę: eksplozja bomby emitującej promieniowanie gamma spowodowała w bohaterze początkowo niewidoczną przemianę. Wszak od tamtej pory Bruce – w sytuacjach nader dla siebie stresowych – przechodzi spektakularną metamorfozę w na pozór prymitywnego kolosa, którego deklarację „Hulk będzie bić!” lepiej wziąć na poważnie. Przeobrażony w szaroskóre (w późniejszych odcinkach zyskujące zielony, a nawet jadeitowy odcień karnacji) monstrum, Banner salwuje się ucieczką, zyskując zaprzysięgłego wroga w osobie generała Thaddeusa „Thunderbolta” Rossa, który za wszelką cenę chce położyć kres życiu olbrzyma w potarganych spodniach. Sytuację zaognia fakt, iż bezwzględny wojskowy jest ojcem Betty – ukochanej protagonisty, wobec której także jego mroczniejsze alter ego nie pozostaje obojętne.

„Hulk: Szary” to kolejne po „Spider-Manie: Niebieskim” oraz „Daredevilu: Żółtym” spotkanie z kreatywnym duetem Jeph Loeb / Tim Sale, proponującym w ramach „kolorowej” serii nietuzinkowe spojrzenie na emocjonalny aspekt życia popularnych herosów, ze szczególnym uwzględnieniem takich kategorii, jak melancholia, trauma i żal po stracie ukochanej osoby. O ile w poprzednich tytułach autorzy zdecydowali się na epistolarny styl narracji, o tyle bolesne, bardzo osobiste rozważania Bruce’a Bannera ujęte zostały w formę quasi-psychoanalitycznej spowiedzi dokonującej się w uroczo noirowej scenerii. Deszczowa noc, przyciemniona przestrzeń gabinetu doktora Leonarda Samsona oraz uciekający przed pościgiem protagonista, egzorcyzmujący własne lęki, frustracje, wątpliwości i smutki, jednocześnie próbujący zrozumieć powody, dla których Betty Ross kochała straceńca uwikłanego w niekończący się konflikt między człowiekiem a bestią – czego chcieć więcej?

Ukazujący się nakładem wydawnictwa Mucha Comics album oferuje wgląd w lekko odświeżoną genezę niesamowitego Hulka, koncentrując się przy tym na wielu przejmujących, skądinąd uniwersalnych w swej wymowie zagadnieniach: utracie kontroli nad własnym życiem, miłości i poświęceniu czy doświadczaniu żałoby. W scenariuszu Jepha Loeba – solidnym w aspekcie dramaturgicznym, a jednocześnie sprzyjającym czytelniczej kontemplacji – urzeka sposób poprowadzenia wątków dotyczących władzy i człowieczeństwa. Motyw ten Amerykanin analizuje w relacji Banner / Hulk (stawiając kilka ciekawych pytań dotyczących statusu ontologicznego owej dzikiej persony), ale przede wszystkim na przykładzie związku szarego olbrzyma z generałem Thunderboltem – nieprzejednanym w swoich racjach dowódcą postrzegającym rzeczywistość przez pryzmat prostej opozycji białe/czarne oraz apodyktycznym, „toksycznym” rodzicem, który mimo wszystko zawsze może liczyć na miłość swojej córki.

Wartkie, realistycznie brzmiące dialogi oraz nie do końca wiarygodny narrator (wspomnienia Bannera kilkukrotnie budzą wątpliwość doktora Samsona) świetnie podbudowują klimat tej podzielonej na sześć rozdziałów opowieści, gdzie – także wizualnie – dominują przeróżne odcienie szarości. Opracowana przez Tima Sale’a graficzna interpretacja tytułowej istoty w dużej mierze ma w sobie coś z tragizmu monstrum doktora Frankensteina (vide: nieśmiertelna rola Borisa Karloffa), choć nie sposób pominąć czytelnej inspiracji pracami Jacka Kirby’ego oraz Marie Severin, w której dorobku – obok ilustrowania przygód wiadomo kogo – znajdziemy także parodystyczną wersję tegoż osiłka, stworzoną na potrzeby satyrycznej serii „Not Brand Echh”, ochrzczonej imieniem Bulk. Amerykański artysta w godny podziwu sposób uchwycił bogate spektrum emocji rysujących się na dość topornej facjacie „szarego” – bestii pokracznej, chwilami urokliwej, bez wątpienia nieprzewidywalnej.

Zapadające w pamięć kompozycje kadrów i plansz (wystarczy przywołać sekwencje starcia Hulka z Iron Manem czy pierwsze spotkanie olbrzyma z Betty), świetnie wykorzystany detal oraz nastrojowa kolorystyka bezbłędnie dobrana przez Matta Hollingswortha – dopracowana estetyka to kolejny atut, dla którego warto sięgnąć po recenzowany tom. Okraszony ciekawymi dodatkami, nie pozbawiony czarnego humoru i sporej szczypty smaczków „Hulk: Szary” to sentymentalna opowieść o zakochanym potworze, jak również całkiem przekonująca psychodrama, którą powinni docenić nie tylko fani krewkiego kolosa.
Jeph Loeb, Tim Sale: „Hulk: Szary” („Hulk: Gray”). Tłumaczenie: Marek Starosta. Wydawnictwo Mucha Comics. Warszawa 2015.