Wydanie bieżące

1 lutego 3 (291) / 2016

Natalia Gruenpeter,

W JĄDRZE CIEMNOŚCI (SICARIO)

A A A
Denis Villeneuve, reżyser „Sicario” wziął sobie do serca rady Alfreda Hitchcocka, który mawiał, że film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie musi rosnąć. Dynamiczne, zaskakujące otwarcie filmu umieszcza widza na peryferiach narkobiznesu, aby za chwilę wrzucić go w samo centrum narkotykowej wojny. Koszmarną podróż do jądra ciemności odbywamy wraz z młodą, choć doświadczoną już agentką FBI (Emily Blunt), która pracuje „w terenie”, odbijając ludzi z rąk porywaczy. Po feralnej, krwawej akcji bohaterka staje przed szansą dorwania „prawdziwych” sprawców przestępstw, tych, którzy pociągają za sznurki, wydają wyroki śmierci i zlecają porwania dla okupu.

Kobieta dołącza do ekipy, której status pozostaje nie do końca określony. W jej skład wchodzą cyniczny i trochę ekscentryczny agent CIA (Josh Brolin), tajemniczy mężczyzna o południowoamerykańskim pochodzeniu, który właśnie wrócił z Kolumbii (Benicio del Toro) oraz zaprawieni w boju żołnierze. Kate jest nie tylko jedyną kobietą w tym towarzystwie, ale również jedyną osobą zadającą pytania o prawne umocowanie podejmowanych działań i zastanawiającą się nad moralnymi aspektami misji. Kiedy okaże się, że cała ekipa szykuje się na wojnę, która rządzi się swoimi prawami i w której nie bierze się jeńców, to ona upomni się o praworządność.

Ten punkt wyjścia posłużył twórcom filmu do rozwinięcia opowieści o pograniczu, które traktować można w dwojaki sposób. Chodzi oczywiście o rzeczywisty obszar geograficzny – o granicę między Stanami Zjednoczonymi a Meksykiem, będącą sceną makabrycznych zbrodni powiązanych z narkobiznesem. Kiedy supergrupa przekracza tę granicę i jedzie do Ciudad Juarez, jeden z bohaterów nazywa owo miasto „bestią”, wyrażając tym samym przekonanie o niemalże mitycznym wymiarze metropolii, już od dwóch dekad okrytej złą sławą „miasta śmierci”. Równie sugestywny i metaforyczny, a zarazem całkowicie wiarygodny jest motyw podziemnego granicznego tunelu przemytników, w którym rozegra się świetnie nakręcona, kulminacyjna scena akcji. Denis Villeneuve zderza dwie rzeczywistości z pozoru oddzielone pilnie strzeżoną granicą, ale w istocie głęboko i nierozerwalnie, podskórnie związane ze sobą. Stany Zjednoczone jako potężny rynek narkotyków stwarzają popyt, który musi zostać zaspokojony. Można zabić jednego bossa, ale po nim pojawią się następni, jeszcze bardziej brutalni. Podobna eskalacja przemocy widoczna jest po stronie strażników prawa dostosowujących się do okrutnych reguł gry.

Taki obraz świata sprawia, że można w „Sicario” dostrzec rasowy kryminalny thriller utrzymany w neo-noirowej estetyce, który w dodatku korzysta ze sprawdzonych rozwiązań fabularnych. Idealistycznie nastawiona młoda agentka FBI zderza się z brutalnym światem, gdzie trudno wytyczyć jasne granice między dobrem a złem. Stawką w grze jest moralna ocena działań podejmowanych w słusznej sprawie, która sprowadza się do konstatacji, że ciężkie czasy wymagają desperackich środków.

Denis Villeneuve oferuje jednak widzom coś więcej. „Sicario” to jeden z tych filmów, które skrywają jakąś trudną do uchwycenia, niepokojącą myśl nie tylko w warstwie fabularnej czy w konstrukcji bohaterów, ale gdzieś pomiędzy obrazami. Dlatego tych, którzy przeoczyli seans kinowy i zamierzają nadrobić zaległości na DVD, trzeba uczciwie uprzedzić, że monitor laptopa czy telewizor mogą nie oddać filmowi sprawiedliwości. Mocną stroną „Sicario” są bowiem znakomite zdjęcia, które aż proszą się o wielki kinowy ekran.

Świetnie wypadają tutaj nie tylko dosyć konwencjonalne, precyzyjnie zrealizowane sceny akcji, ale również niepozorne ujęcia, które dookreślają świat przedstawiony, nadają mu wiarygodność, ale także kształtują rytm narracji. Mam na myśli na przykład scenę lotu do El Paso, zbudowaną m.in. z fragmentów przypominających dokumentalne zdjęcia lotnicze. Plastyczne, powolne ujęcie zmusza widza do wpatrywania się w powierzchnię ziemi, która objawia swoje nieludzkie, niepokojące oblicze. Jedno proste ujęcie wystarczy, aby rozpoznać kunszt operatora.

Za zdjęcia do „Sicario” odpowiedzialny jest Roger Deakins, jeden z najwybitniejszych współczesnych operatorów, który przepalone słońcem pustynne pejzaże sprawnie przeplata z mrocznymi, dynamicznymi scenami akcji. Deakins powraca do tematu przepracowanego w filmie „To nie jest kraj dla starych ludzi”, ale przefiltrowuje go także przez doświadczenia wyniesione z pracy nad „Jarhead: Żołnierz piechoty morskiej”. Te dwa punkty odniesienia wydają się kluczowe: z jednej strony mamy mityczne pogranicze, scenerię wyjętą z westernu i nasyconą wartościami, z drugiej zaś – realia wojny, która zakrada się na przedmieścia Phoenix.

„Sicario” to świetne kino akcji aspirujące do czegoś więcej niż czysta rozrywka, ale jednocześnie nie uginające się pod ciężarem artystycznych ambicji twórców. Czuć tu pewną rękę reżysera, który nie musi niczego udowadniać i doświadczenie operatora, który opiera się pokusie realizacji efekciarskich, silnie wystylizowanych zdjęć pozostawiających widza w oszołomieniu.

Ponieważ „Sicario” ukazuje się na DVD na miesiąc przed oscarową gorączką, warto wspomnieć, że film ma szansę na trzy Oscary – za zdjęcia, muzykę i montaż dźwięku. Wszystkie nominacje są jak najbardziej zasłużone. Rzeczywiście, obraz i dźwięk funkcjonują tutaj w doskonałej symbiozie, sprawnie budując napięcie i potęgując mroczny klimat pogranicza. Roger Deakins ma wprawdzie silną konkurencję, ale wiele wskazuje na to, że jego praca w końcu zostanie doceniona przez Akademię. Patrząc na cały dorobek operatora i aż trzynaście nominacji do Oscara (m.in. za „Zabójstwo Jesse’ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda”, „To nie jest kraj dla starych ludzi”, „Skyfall”, „Prawdziwe męstwo” czy „Fargo”), chce się wykrzyknąć: najwyższy czas. Niezależnie od wyników tegorocznej gali oscarowej, fani „Sicario” (a jest ich niemało) mają powody do radości. Wszystko wskazuje na to, że Denis Villeneuve i Roger Deakins już za pół roku spotkają się na planie drugiej części „Łowcy androidów”. Kontynuacja kultowego filmu Ridleya Scotta jest w dobrych rękach.
„Sicario”. Reżyseria: Denis Villeneuve. Scenariusz: Taylor Sheridan. Obsada: Emily Blunt, Josh Brolin, Benicio del Toro i in. Gatunek: kryminał. Produkcja: USA 2015, 121 min.