Wydanie bieżące

1 lutego 3 (291) / 2016

Patryk Szaj,

ŻYWOTY RÓWNOLEGŁE (MAUD VANHAUWAERT: 'JESTEŚMY RÓWNOLEGLI')

A A A
„Jesteśmy równolegli” – wydany przez Instytut Kultury Miejskiej w Gdańsku tomik flamandzkiej poetki i performerki Maud Vanhauwaert – to książka błyskotliwa, inteligentna i dowcipna, uwodząca oryginalną formą, świeżością frazy i wnikliwością detalicznej obserwacji życia wielkomiejskiego. Utwory zawarte w tomie czytać można na różne sposoby: jako „miniopowiadania, anegdoty, aforyzmy, obserwacje, przemyślenia i żarty”, jak informuje wydawca, ale też jako wiersze, jako prozy poetyckie, jako „smutne żarty” albo jako specyficzną, fragmentaryczną powieść lub nawet jako drobne traktaty filozoficzne. O ile bowiem pierwsza lektura tomu daje niekłamaną przyjemność estetyczną, o tyle każda kolejna każe zwrócić uwagę na szczegóły dotąd niedostrzeżone, sprawiając, że ujawnia się stojąca za ironicznymi, absurdalnymi, nierzadko paranoicznymi tekstami „głębia” (choć z pewnością nie jest to najwłaściwsze słowo) intelektualna, emocjonalna i zmysłowa.

Tomik Vanhauwaert jest niewielki objętościowo, jednak dwadzieścia kilka stron, w jakich się on zamyka, mieści w sobie bogactwo utworów bardzo różnorodnych formalnie. Rozpoczyna go kilka nieregularnych wierszy, po których następuje „właściwa” część książki: cykl krótkich próz poetyckich, zapisanych po dwie na jednej stronie, tak że – poprzez tę podwójność zapisu – wchodzą one ze sobą w dialog, przyglądają się sobie nawzajem, komentują się. To z pewnością pierwszy wymiar „równoległości” formalnej. Jednak ponadto wszystkie fragmenty składające się na tom tworzą jakąś opowieść, nawiązują do siebie, kontynuują obserwacje rozpoczęte wcześniej, rozwijają w mniej lub bardziej ścisłym porządku chronologicznym poszczególne aspekty i detale omawianych historii. I właśnie słowo „detale” wydaje mi się dla książki flamandzkiej poetki kluczowe. Z błyskotliwością frazy idzie u Vanhauwaert w parze uważność obserwacji, dbałość o szczegóły, przykuwanie uwagi, podkreślanie (zmysłowych, materialnych…) wyimków rzeczywistości urastających do rangi tego, co szczególnie znaczące i warte odnotowania. Kilka przykładów: „zapomniałam gdzie zimą pękają twe usta / i jak spałeś zgięty w przecinek”; „Jego nogi znikają najszybciej, później tułów, a na koniec głowa. W tłumie znika się od dołu do góry_” (to o oddalającym się mężczyźnie); „Ma pani szczęście, mówi policjant, który waży w ręce kajdanki tak, jak może czasem waży swoje jądra, bez powodu, zwyczajnie, by poczuć «pełną garść»”; „Różowy pasek jej dziąsła przypomina teraz wargi sromowe mniejsze”.

Błyskotliwość frazy oraz dbałość o detal mają u autorki „Jesteśmy równolegli” – jak mi się wydaje – dość wyraźne źródło. Vanahuwaert bardzo często posługuje się bowiem środkami rodem ze slamów poetyckich, na których występuje zresztą z wieloma sukcesami od kilku lat (w 2012 roku wygrała konkurs Frappant TXT i znalazła się wśród finalistów slamowych mistrzostw świata). Poezja slamowa – jako sztuka performatywna, łącząca w sobie formy creative writing i prezentacji scenicznej – rządzi się swoimi prawami: artysta ma kilka minut na to, aby skupić uwagę publiczności, zainteresować słuchaczy swoją opowieścią, dać im szansę na zapamiętanie kilku wpadających w ucho fraz. Jedną z wielu zalet „Jesteśmy równolegli” jest właśnie slamowa „świeżość”, która znakomicie sprawdza się także na papierze: w tradycyjnej formie tomiku poetyckiego. Vanhauwaert ucieka się do wielu „slamowych” chwytów: gra na dwuznacznościach, opartych nierzadko na prostych, ale dosadnych, uderzających dysonansach między sensami dosłownymi a metaforycznymi (przykłady: „mężczyzna grubo po pięćdziesiątce obciąga grube cygaro”; „chodzę, bo wtedy praca idzie mi najlepiej”), zaskakuje precyzją ironicznych aforyzmów („nie mam żadnych zmarszczek, to uszczypnięcia podarowane przez życie”); bawi się aliteracjami i eufonią („z pogardą spluwa porowate plamy plwocin na grunt, […] pęcherzyki te z trzaskiem pękają w pogardzie”); przede wszystkim zaś lubuje się w paradoksach („ślady, które zostawiamy były już przed nami”, „czekamy na to co tracimy”), absurdach, humorze purnonsensowym.

Przyglądając się tym wszystkim„slamowym” środkom stylistycznym, warto zwrócić uwagę na świetną pracę przekładową Sławomira Paszkieta, któremu udało się nie zagubić w języku polskim iskrzenia poszczególnych fraz, ich dwuznaczności oraz poetyckiej płynności. (Tomik umożliwia naoczne sprawdzenie „wartości” polskiego przekładu, a także porównanie go z tłumaczeniem angielskim autorstwa Davida Colmera. Podobnie jak pozostałe publikacje z serii Versopolis, jest on bowiem wydawnictwem trzyjęzycznym: dzięki wydawcy otrzymaliśmy utwory Vanhauwaert w języku polskim, w oryginale oraz w języku angielskim, co stanowi niewątpliwie wartość dodaną tomu).

Zasób figur stylistycznych flamandzkiej poetki nie wyczerpuje się jednak bynajmniej na środkach wyrazu kojarzonych ze slamem poetyckim. Uwagę przykuwają szczególnie jej (znów: koncentrujące się na detalu, ale też – chciałoby się powiedzieć „formalistycznie” – udziwniające otaczający nas świat) metafory: „wyciąga plac zabaw / spod paznokci dziecka”, „składając pranie wymamrotała / jakby między moimi ubraniami przesuwała słowa”. Potrafi też erudycyjnie (i subwersywnie?) zagrać z dziedzictwem (w jednym z utworów czytamy: „Kobieta z gronostajem przerobionym na kołnierz”; wiersz „Nagłośnienie „kojarzy się z kolei z poematem rozkwitającym, choć to już luźna czytelnicza asocjacja). Wiele jeszcze można by pisać o sprawności (i dojrzałości) formalnej 32-letniej poetki. Warto jednak także spróbować odpowiedzieć na pytanie, czemu służy ów zasób stylistyczny. Słowem: o czym traktuje tomik „Jesteśmy równolegli”?

Spośród rozmaitych możliwości lekturowych, o których wspomniałem na początku omówienia, najciekawsze wydaje mi się potraktowanie książki Vanhauwaert jako swoistej „powieści” fragmentarycznej. Nie da się bowiem nie zauważyć, że obserwacje, jakie snuje jej narratorka, dotyczą przede wszystkim życia we współczesnej metropolii. Jest tak, jakbyśmy wspólnie z nią przyglądali się osobom jadącym w metrze, wspólnie z nią (i z wielkomiejskim tłumem) rozchodzili się, każdy w swoim celu (a może bez celu, jak jakiś ponowoczesny flâneur?), w różnych kierunkach, wspólnie uczestniczyli w przypadkowych spotkaniach, zdawkowych wymianach zdań, które niczego nie rozpoczynają i niczego nie kończą, ale „jak to ze wszystkim w mieście bywa, są czymś pośrodku”, wspólnie ubolewali nad miałkością relacji pomiędzy obcymi sobie ludźmi (choćby *** [szły ulicą dwie kobiety]). Fragmenty Vanhauwaert to jakby stop-klatki z wszystkich tych sytuacji, przypadkowe chwile zatrzymane w kadrze i poddane drobiazgowemu namysłowi.

A przy tym „fragment” to przecież wielkie dziedzictwo modernistyczne. I owszem, miasto Vanhauwaert można potraktować jako późne echo „szalonego miasta” modernistów („Malte” Rainera Marii Rilkego, „Berlin VIII” Georga Heyma…), jednak – umówmy się – absurd, szybkość i doraźność wielkomiejskiego życia nie stanowią już dla nikogo szoku poznawczego, są raczej „nienormalną normą”, którą można jedynie poddawać ironicznej obserwacji, starając się wydobywać z niej skrawki sensu wymykającego się absurdowi. Choć „sensu” w „Jesteśmy równolegli” jakby mniej, za to „absurdu” – co nie miara. Nieraz zresztą jest to absurd naprawdę zabawny, jak choćby we fragmencie „dziejącym się” po zjedzeniu przez narratorkę kolby kukurydzy:

Nasuwa się pytanie: „co mam teraz począć z tą serwetką”. Pytam o to policjanta. Mówię: „ta serwetka jest bardzo tłusta od kolby kukurydzy, a w okolicy nie ma koszy na śmieci”. „A gdzie jest kukurydza”, pyta policjant, ma grube kostki. Odpowiadam zgodnie z prawdą „zjadłam ją”. „Nie wierzę pani” – mówi policjant – „kolbę się ogryza, ale się jej całej nie zjada, poddaj się”. „Tak czy inaczej”, mówię trzymając w górze serwetkę jak białą flagę. Przelatuje gołąb i ją porywa_

Ów humor, jak mi się wydaje, podszyty jest dość ponurą wizją rozproszonego życia wielkomiejskiego. Stanowi jedynie kruchą tarczę chroniącą przed absurdem, nierzadko niewystarczającą, ale być może – obok drobnych czynności utrzymujących sensowność świata („Na kolanach płaczącej kobiety leży duża bryła ciasta. Zaczyna je ugniatać. «Robię to zawsze, kiedy wszystko zmierza ku rozpadowi. Im więcej ugniatasz, tym lepiej się klei»”) – jedyną możliwą. Tytułowa „równoległość”, podkreślona formalną „równoległością” zapisu dwóch utworów na jednej stronie, mogłaby tutaj oznaczać niemożność spotkania się, dotknięcia i przecięcia naszych perspektyw: życie obok, w tłumie „bliskich nieznajomych”, taksujących się spojrzeniami, ale nienawiązujących żadnych bliższych relacji. Ta niewesoła prawda podana jest jednak przez Vanhauwaert w niezwykle „ciepły” sposób, łagodzący jej pesymistyczną wymowę. Jeśli więc ironia, to tylko dobrotliwa. Jeśli absurd, to oswojony humorem. Jeśli reakcja na życie w „szalonym mieście”, to taka, której bliżej do „ponowoczesnego” uniesienia brwi niż „nowoczesnego” popadania w otchłań.





***

Tomik Jesteśmy równolegli został wydany przez Instytut Kultury Miejskiej w Gdańsku w ramach serii Versopolis, będącej częścią międzynarodowej platformy o takiej samej nazwie, promującej twórczość europejskich poetów poza granicami ich krajów ojczystych. Do platformy należą twórcy uznani w swoich krajach, ale nieznani szerszej publiczności międzynarodowej. Do grona 55 poetek i poetów promowanych przez Versopolis w 2015 roku należeli między innymi Justyna Bargielska, Krystyna Dąbrowska, Łukasz Jarosz, Grzegorz Kwiatkowski i Krzysztof Siwczyk. W ramach platformy odbywa się także organizowany przez IKM festiwal Europejski Poeta Wolności, zaś seria wydawnicza Versopolis jest pokłosiem wizyty w Gdańsku w październiku 2015 roku pięciorga poetów: Christopha W. Bauera (Austria), Kristiny Hočevar (Słowenia), Maud Vanhauwaert (Belgia), Aivarasa Veiknysa (Litwa) oraz Davida Vikgrena (Szwecja).

Tomy z serii Versopolis można zamówić bezpłatnie bezpośrednio w Instytucie Kultury Miejskiej, pisząc na adres e-mail: piotr.mielcarek@ikm.gda.pl.
Maud Vanhauwaert: „Jesteśmy równolegli”. Przeł. Sławomir Paszkiet. Instytut Kultury Miejskiej w Gdańsku. Gdańsk 2015.