Wydanie bieżące

1 lutego 3 (291) / 2016

Mirella Siedlaczek-Mikoda,

J.K.ROWLING ŻYCIE PO POTTERZE

A A A
Gramatyka bestselleru
I. Przekleństwo mugoli

Mugole w ramach rewanżu za niepochlebną charakterystykę w cyklu o czarodziejach rzucili przekleństwo na literacką matkę Harry’ego Pottera i zlekceważyli kryminał Roberta Galbraitha, przynajmniej dopóty, dopóki wydawca nie wypuścił kontrolowanego przecieku, że chodzi o kreatorkę magicznego świata, który napędzał przemysł literacki, filmowy i gadżetowy. „Wołanie kukułki” zyskało drugie życie, a mimo wyjawienia tożsamości autorki także dwa późniejsze kryminały są sygnowane przez Roberta Galbraitha, który mógłby wyglądać jak nieco zaniedbany pięćdziesięciolatek, dziennikarz tygodnika opinii, a miał w zamyśle być emerytowanym pracownikiem wywiadu. Ale obecnie wiemy, że chodzi o atrakcyjną pięćdziesięciolatkę z błyskiem zadziorności w oku. Autorka w wywiadach przyznaje, że chciała rozpocząć karierę w nowym gatunku bez wysoko ustawionej poprzeczki i z szansą na otrzymanie obiektywnej reakcji odbiorcy, co oceniła jako fantastyczne doświadczenie, chociaż trwające krócej, niż zamierzała. Wcielenie się w Roberta Galbraitha łączyło się całkowicie z pracą literacką, a nie promocyjną. Teraz, gdy tożsamość została ujawniona, Rowling pragnie ją utrzymać dla zachowania dystansu od innych powieści i radości posiadania alter ego. Męski pseudonim miał umożliwić ów dystans, tym bardziej cieszyły ją opinie o pierwszej z powieści, że nie mogła jej napisać kobieta. „Najwidoczniej udało mi się ożywić swojego wewnętrznego faceta” – odpowiada Rowling na pytania fanów na oficjalnej stronie R.G. Związki Galbraitha z wojskowością miały usprawiedliwiać anonimowość oraz brak oficjalnej fotografii.

II. Kolejny londyński detektyw

Rowling stworzyła postać weterana wojennego, żołnierza żandarmerii wojskowej, nieślubnego syna gwiazdy rocka, przystojnego, ale zaniedbanego i nieszczęśliwie zakochanego Cormorana Strike’a, reklamowanego jako bohatera naszych czasów, brytyjskiego Philipa Marlowe’a dwudziestego pierwszego wieku. Jak w każdej reklamie, tak i w tym sloganie kryje się ziarno przesady, bo po pierwsze – skąd przekonanie, że nasze stulecie jeszcze potrzebuje zgorzkniałego, pozornie nieulegającego nikomu, wrażliwego na kobiecy czar detektywa, który przyjmie nawet przegrane sprawy, a zaistniałą różnicę zdań kiedy trzeba wyjaśni pięścią, za nic ma zdrowy styl życia i zna wszystkich barmanów w mieście, bo poza miasto nie warto się wypuszczać? Po drugie, czy w dobie Internetu staroświeckie poleganie na słowach klienta nie stanowi jedynie opóźnienia, skoro i tak wszystko to, co robimy, mówimy, pokazujemy innym, jest dostępne z każdego miejsca na globie.

Robin Ellacott uskrzydlona zaręczynami i wyobrażeniem życia w stolicy zgłasza się pod adres podany przez agencję pracy i tam zderza się w drzwiach z przyszłym pracodawcą, który przez część akcji będzie kombinował, jak się pozbyć sekretarki, na którą go nie stać: „Jej przypadkowy napastnik okazał się olbrzymem. Wzrostem i ogólną włochatością połączoną z lekko wystającym brzuchem przypominał niedźwiedzia grizzly. Jedne oko miał spuchnięte i sine, tuż pod brwią pękła mu skóra. Na lewym policzku i nad wymiętoszonym, rozchełstanym kołnierzykiem koszuli z prawej strony szyi w wypukłych i pobielałych na krawędziach śladach po paznokciach krzepła krew”. Strike miewa poważne problemy z poruszaniem się, niedopasowaniem protezy i zmęczeniem, ponadto wystawia zbyt uczciwe faktury i trzyma się z dala od nachalnej reklamy, trudno więc nazwać posadę w jego jednoosobowej agencji dobrym startem kariery, jednak Robin zaciekawiona zostaje… ku niezadowoleniu twardo stąpającego po ziemi narzeczonego. Strike wciąga ją w mozolne śledzenie, często bezowocne, a uderzające po kieszeni rozmowy ze świadkami, przeczesywanie zasobów Internetu, a wszystko w celu wyjaśnieni,a czy piękna, nieszczęśliwa kobieta sama wypadła z okna, czy też ktoś jej w tym pomógł. Śledztwo w sprawie zabójstwa Luli Landry, olśniewającej modelki, zwraca na Cormorana uwagę opinii społecznej, a zainteresowanie brukowców niezwłocznie wyciągających bujne życie erotyczne matki, jej emocjonalne rozchwianie, nieszczęśliwe dzieciństwo, późniejszy wypadek, związek z bogatą, atrakcyjną Charlotte stanowi dla niego prawdziwe utrapienie. Wzrost, postura i niepełnosprawność sprawiają, że nie może niepostrzeżony wtopić się w tłum. Dlatego potrzebuje swojego Watsona, najpierw dość zagubionego w dżungli metropolii.

III. A może lepiej żyć w miasteczku?

Rowling swój etap po-Potterze rozpoczęła w atmosferze wielkiego oczekiwania, skutecznie podkręcanego przez wydawcę – książki strzeżono niczym klejnotów korony brytyjskiej, łącznie z podpisywaniem klauzul poufności. Zabiegi wydawcy może były skuteczne na europejskich rynkach, u nas wytworzonego szumu, notatek prasowych nie dało się przekuć na znaczący sukces wydawniczy, nad czym ubolewam, bo to nadspodziewanie dobra powieść, niespodziewanie przykra w lekturze. „Trafny wybór” to gorzka diagnoza społeczna, pokazująca rozbicie więzi łączących mieszkańców miasteczka, katastrofę po śmierci ostatniego sprawiedliwego. Galeria kilkunastu postaci wymagała precyzyjnego prowadzenia akcji, zwłaszcza że autorka przyjęła jako dominantę motyw niewielkich, banalnych w istocie zdarzeń, które uruchomiły lawinę wydarzeń odmieniających radykalnie życie bohaterów. I tak: gdyby do lokalnej szkoły średniej na zastępstwo nie wysłano młodego nauczyciela informatyki, gdyby on, chcąc wkupić się w łaski uczniów, nie pokazał im, jak pozyskać loginy, to bohater(owie) nie mógł(mogli)by podszyć się pod „Ducha Barry’ego Fairbrothera” i w ten sposób sporo namieszać. Taka konstrukcja przypomina nieco powieść kryminalną a rebours – nie ma zagadki śmierci, którą trzeba wyjaśnić, żeby przywrócić w społeczności porządek, tylko odwrotnie – poznajemy okoliczności, które doprowadzają do tragicznego finału. To równocześnie antyteza powieści łotrzykowskiej – powieść o losach miasta (miasteczka), mająca wielu bohaterów, ale jedno miejsce akcji, z definicji niezmienne krajobrazy, zagospodarowaną przestrzeń, mieszkańcy znają się od lat, zresztą nowe osoby bywają traktowane podejrzliwie tak jak Kay i Gaia Bawden, przybyszki z Londynu. Kay rozpaczliwie próbuje ułożyć sobie życie z Gavinem, miejscowym adwokatem, który myśli głównie o tym, jak wyplątać się z tej niewygodnej relacji, jej córka, obrażona z powodu wyprowadzki z Londynu, wprowadza zamieszanie w życiu nastolatków. Są po prostu ludzcy – czasem świadomie podli, częściej bezmyślni, czasem śmieszni, ale raczej nie nudni. Współczułam Kay, rozczarowanej brakiem zaangażowania Gavina, rozumiałam Samanthę rozpaczliwie uczepioną mijającej urody i młodości, kibicowałam Krystal Weedon (trochę przypominała mi inną dzikuskę, szalenie zdeterminowaną Becky Sharp – bohaterkę „Targowiska próżności” W.M. Thackeraya) choć przeczuwałam, że nie może jej się udać. Świat brytyjskiego miasteczka jest trwale zdeterminowany przez podział klasowy, terytorialny – urodzenie i zamieszkanie w niewłaściwej stronie miasta naznacza na całe życie, a córce prostytutki i narkomanki nigdy nie da się zapomnieć o upadku matki. Gdy umiera Fairbrother – jedyna osoba, oprócz babci, której ufała, los Krystal zostaje przesądzony niczym w greckiej tragedii.

IV. Galbraith się rozkręca

W kolejnej powieści z Cameronem Strikem autorka porzuciła eleganckie morderstwo na rzecz scenerii uteatralizowanej przez mordercę – poszlachtowane ciało zjadliwego pisarza wraz z czerwiami tytułowego jedwabnika ponownie elektryzuje londyńskie media i obdarza ofiarę pośmiertną, ponurą sławą. W „Jedwabniku” Cormoran na zlecenie Leonory Quin poszukuje ekscentrycznego pisarza, ciało odnajduje w nader makabrycznych okolicznościach. Zabójcy szuka w literackim światku, bezlitośnie sportretowanym przez ofiarę w rękopisie powieści o tytule „Bombyx Mori (Jedwabnik)”. Spośród trzech części przygód Strike’a ta podobała mi się najmniej – wątek mordowania w związku z książkami i niebezpiecznymi treściami najlepiej jednak przedstawił Eco i w tym temacie nic mu nie dorówna. Po raz pierwszy doznałam również wrażenia, że powieść jest stanowczo przegadana, lektura nie jest może uciążliwa, lecz cechy charakterystyczne dla autorki zaczynają dominować – retardacje, dla których nie znajduję usprawiedliwienia, oraz skłonność do nadużywania cytatów w funkcji motta – bardziej wytłumaczalna w trzeciej części, w której poszukiwanie mordercy ma związek z przywoływanymi piosenkami.

V. Dookoła mrok

„Żniwa zła” rozpoczynają się od mocnego, makabrycznego akcentu, Robin – nieoceniona asystentka Cormorana Strike’a – otrzymuje przesyłkę zawierającą damską nogę wraz z listem odwołującym się do wydarzeń z życia jej szefa. Po raz kolejny Strike, zmagający się ze wspomnieniami traumatycznego dzieciństwa i młodości, musi wrócić do niechlubnej przeszłości matki i jej skłonności do niegrzecznych rockmenów.

Jakie są mocne strony pisarstwa Rowling? Ironia, dowcip i zręczne opisywanie codzienności, jakby mimochodem, na marginesie głównych wydarzeń. Wielość bohaterów „Trafnego wyboru” pokazuje umiejętność precyzyjnego budowania fabuły – stopniowego, niemal filmowego wprowadzania bohaterów, początek powieści z kolejnymi odsłonami jednego pechowego poranka był gotowy do przerobienia na scenariusz.

Co jest słabością? Tracenie z oczu intrygi kryminalnej na rzecz psychologicznego opisu, powtarzanie informacji znanych czytelnikowi. Na przykład o zdradzie Matthew w tomie trzecim dowiadujemy się z własnych przemyśleń Robin, z wyznania, jakie uczyniła Strike’owi, matce. Chociaż kwestia jest istotna dla postaci, narracja spowalnia. Wątek Robin i jej rozterek zbytnio dominuje w powieści, która jest wszakże kryminałem, a dla złapania mordercy niewierność Matthew nie jest kwestią pierwszoplanową. Dość szybko domyślamy się, kto jest mordercą, tak jakby dla samej autorki zapętlanie tropów stało się drugorzędne, na scenę kulminacyjną wyrasta scena ślubu Robin. Zakończenie uspokoiło mnie co dalszego trwania tandemu Cormoran i Robin i zapewnienia kolejnych tomów. Przegadanie, dłużyzny każą myśleć, że jeśli uważasz ostatni tom Harry’ego Pottera za balansowanie na granicy wytrzymałości czytelnika, to tutaj cierpliwość też jest wystawiana na próbę. Odnoszę wrażenie, że autorce trudniej byłoby się odnaleźć w narzuconych odgórnie ramach objętościowych, niż sprokurować kolejny cykl. Kryminały Galbraitha nie są nudne, nie są jednak ani szczególnie zaskakujące, ani odmieniające gatunek. Przemoc wobec kobiet i dzieci, której nikt nie może lub nie chce się przeciwstawić, pojawia się jak mantra od trylogii „Millenium”, przez prozę Monsa Kallentofta, po Wojciecha Chmielarza, by poprzestać na lekturach, które jako pierwsze przychodzą do głowy. To, co może jest ciekawe, to fakt, że to nie Cormoran Strike rwie się do ocalenia kolejnego dziecka przed pedofilskimi zapędami jednego z bohaterów, lecz prostolinijna Robin. W pewnym momencie to jest jej śledztwo i jej upór, spryt doprowadzają do uzyskania kluczowych informacji. Robin jest niczym dorosła Hermiona, może nieco irytująca zamiłowaniem do bycia prymuską, ale jednocześnie budząca zaufanie, nieustępliwa, inteligentna oraz obdarzona talentem aktorskim. Sukcesy wzmacniają jej poczucie wartości, sekretarka zatrudniona właściwie przez pomyłkę odkrywa w sobie żyłkę detektywa i staje się wspólniczką Strike’a. Samą postać Strike’a natomiast z łatwością można wyobrazić sobie na plakacie, co spełni się już niebawem za sprawą ekranizacji, do której przymierza się BBC.

Literatura:

Robert Galbraith: „Wołanie kukułki”. Wydawnictwo Dolnośląskie. Przeł. Anna Gralak. Wrocław 2013.

Robert Galbraith: „Jedwabnik”. Wydawnictwo Dolnośląskie. Przeł. Anna Gralak. Wrocław 2014.

Robert Galbraith: „Żniwa zła”. Wydawnictwo Dolnośląskie. Przeł. Anna Gralak. Wrocław 2016.

Joanne K. Rowling: „Trafny wybór”. Przeł. Anna Gralak. Wydawnictwo Znak. Kraków 2012.

Czytaj inne teksty z cyklu Gramatyka bestselleru:

Styl to człowiek (Aleksandra Marinina: 'Stylista')

Śledztwo 2.0 (Tomasz Lipko: 'Notebook')

Satyra z końca internetu (Lucjan i maciej: 'Make life harder')

To nie recenzja (Keri Smith 'To nie książka')

Lemingi, Kaczafi i Facebook ('Młodzi, wykształceni i z wielkich ośrodków')

Warszawa biała od kokainy (Jakub Żulczyk: 'Ślepnąc od świateł')