Wydanie bieżące

15 lutego 4 (292) / 2016

Beata Poprawa,

O BARANACH I LUDZIACH (BARANY. ISLANDZKA OPOWIEŚĆ)

A A A
Baran to ważny członek islandzkiej społeczności. Baran zapładnia stada owiec (a szacuje się, że zwierząt tych jest na Islandii cztery razy więcej niż ludzi). W surowych przestrzeniach nordyckiego kraju to niemal jedyny przyjaciel człowieka. Oto do kin wchodzą wielokrotnie nagradzane, m.in. nagrodą Un Certain Regard w Cannes, „Barany. Islandzka opowieść” Grimura Hákonarssona.

Dwaj równie brodaci, uparci i małomówni bracia Gummi (Sigurður Sigurjónsson) i Kiddi (Theódór Júliusson) stają w szranki. Konkurencja jest poważna. To gra o tytuł najlepszego hodowcy baranów. Przygotowania do konkursu trwają cały długi, mijający pod szarym niebem islandzki rok. Hodowcy doglądają zwierząt, karmią je. One są całym ich światem. Choć życie to nieco monotonne, stanowi ono ich rzeczywistość, od której uciekać nie chcą. Nadciągającym zagrożeniem dla codzienności hodowców jest choroba pasożytnicza – włośnica. Doprowadzić może ona do ruiny życie mieszkańców całej wioski. Gorsze od finansowych, częściowo rekompensowanych przez państwo, strat stać się mogą te psychiczne – spowodowane zwyczajną bezczynnością.

Z jednej strony „Barany” to opowieść o próbie zapobiegnięcia apokalipsie, z drugiej – sięgająca głębiej przypowieść o relacjach. Warto dodać: relacjach niełatwych i, co w kinie rzadkie, łączących ludzi w średnim wieku. W islandzkich warunkach, gdzie dom od domu dzieli kilkanaście metrów, bracia Gummi i Kiddi mieszkają obok siebie. Nie zmienia to faktu, że od lat żyją jak pies z kotem. Łączy ich wszystko: pasja i praca, a zarazem wszystko ich dzieli. Nie rozmawiają ze sobą, a jedyny kontakt między nimi zapośredniczony jest przez psa, który dostarcza listy między domami. Relacje mężczyzn muszą jednak ulec zmianie w momencie, w którym konieczne będzie współdziałanie w dobrej sprawie. Wówczas stają ramię w ramię przeciwko wrogim – acz działającym zgodnie z literą prawa i rozsądkiem – funkcjonariuszom służb weterynaryjnych.

Mocno dojrzali już mężczyźni zachowują się jak dzieci. Wściekają się na siebie, przeklinają. Niewiele wiemy jednak o podstawach ich wzajemnego zacietrzewienia. Z problemami radzą sobie na swój sposób. Starszy z przystającą do wieku dozą rozsądku, młodszy z nieodzowną porywczością. O prawdziwej sile łączących ich uczuć świadczy choćby scena, w której Gummi odwozi nietrzeźwego brata pod szpital. Robi to za pomocą wielkiej koparki, która zgarnia pijanego ze śniegu.

Więź ludzi z owcami w filmie „Barany” jest niemal tak symbiotyczna, jak relacja łącząca ludzi i konie w islandzkim „O koniach i ludziach” Benedikta Erlingssona. Jak mówi jeden z braci: „Barani los splata się z losem człowieka”. Pomimo silnego zakorzenienia w kulturze Islandii, oba filmy mają uniwersalne przesłanie dotyczące wspólnego funkcjonowania ludzi i zwierząt. W „O koniach…” twórcy przekonują, że w każdym z nas tkwią zwierzęce instynkty, natomiast w „Baranach…”, że gdzieś głęboko drzemie w nas potrzeba życia z innymi.

Wymowne są już tytuły filmów. W obu zwierzęta odgrywają ważną rolę. „O koniach i ludziach” sugeruje ponadto nawiązanie do alegorycznej historii. W przypadku „Baranów. Islandzkiej opowieści” aluzja do snucia opowieści zawarta jest już w polskim podtytule. Fabuła filmu nie jest zanadto skomplikowana – to historia o nieposkromionej determinacji i niezwykłym uporze. W opowieści tkwi uniwersalna prawda, a postaci mają jasno określone cechy charakteru, które podlegają ewolucji pod wpływem następujących wydarzeń. Czas i miejsce nie są ściśle określone. W filmie Hákonarssona wprawdzie wiemy, że historia dzieje się na islandzkiej prowincji, nie pada jednak nazwa miejscowości, a surowa zima pozwala nam jedynie określić porę roku. Historia ta mogłaby się dziać zarówno kilkadziesiąt lat temu, jak i współcześnie.

Islandzka kinematografia z roku na rok zyskuje w Polsce na znaczeniu. Niemal jednocześnie z „Baranami” do kin wchodzi „Fúsi”, obraz bardziej znanego w naszym kraju Dagura Káriego (twórcy „Zakochani widzą słonie”, „Nói Albinói” czy „Dobrego serca”). Ponad rok temu na naszych ekranach obecny był m.in. wspomniany wcześniej film Benedikta Erlingssona „O koniach i ludziach”. Innym ze znanych twórców islandzkich jest Baltasar Kormákur, autor dzieł takich jak „101 Reykjavik” czy „Bagna”, który jednak ostatnio częściej współpracuje z Hollywoodem niż z kinem europejskim. Produkcje małej islandzkiej kinematografii wchodzą do powszechnego obiegu i wciąż zadziwiają swoją uniwersalnością i wrażliwością spojrzenia.

„Islandzka opowieść” to historia prosta, acz nietrącąca banałem. Grimur Hákonarson urzekającymi zdjęciami i wyważonymi dialogami buduje minimalistyczną tragikomedię osadzoną w surowym krajobrazie zimowej Islandii, w którym człowiek wielokrotnie walczy z nieposkromionymi siłami dzikiej natury. Charakterystyczny nordycki klimat pozwala łatwo wniknąć w delikatną tkankę opowieści o ludziach i o… zwierzętach.
„Barany. Islandzka opowieść” („Hrútar”). Scenariusz i reżyseria: Grímur Hákonarson. Obsada: Sigurður Sigurjónsson, Theodór Júlíusson, Charlotte Bøving i in. Gatunek: dramat. Produkcja: Islandia 2014, 93 min.