Wydanie bieżące

15 lutego 4 (292) / 2016

Wojciech Rusinek,

DŁUGI CIEŃ XIX WIEKU (RYSZARD KOZIOŁEK: 'DOBRZE SIĘ MYŚLI LITERATURĄ')

A A A
Eseje z tomu „Dobrze się myśli literaturą” Ryszarda Koziołka usytuować trzeba w najsłabiej dziś chyba zagospodarowanym obszarze literaturoznawstwa, czyli w polu eseistyki literackiej. To, co zwykliśmy nazywać esejem, ale też krytyką literacką w sensie ścisłym, ograniczone jest obecnie przez dwa najsilniejsze modele pisarskie – z jednej strony przez mocno zakorzenioną w teorii, operującą scjentystyczną siatką pojęciową i stroniącą od ujęć syntetycznych („przyczynkarską”) konwencję akademicką, z drugiej – przez dziennikarstwo literackie i cały ruch blogerski, które dość biernie reprodukują ofertę wydawniczych hegemonów i podporządkowują diagnozę krytyczną logice rynku. Tymczasem eseje Koziołka doskonale łączą pogłębioną lekturę dawniejszych i najnowszych dzieł polskiej prozy, inspiracje filozoficzne i antropologiczne oraz drobiazgowe analizy fragmentów tekstów kanonicznych z komunikatywną, anegdotyczną gawędą o życiu pisarzy i pisarek, a nawet – z dyskretnie wprowadzanym autobiografizmem. W efekcie mikrologiczne lektury „Lalki” i „Quo vadis” sąsiadują w tomie profesora Uniwersytetu Śląskiego z syntetycznymi esejami biograficznymi poświęconymi pisarstwu Józefa Ignacego Kraszewskiego i Bolesława Prusa, szkic o rozprawie naukowej Andrzeja Mencwela z rozbudowanymi do formuły eseju recenzjami książek Andrzeja Stasiuka, Ignacego Karpowicza i Szczepana Twardocha.

Koziołek pisze z werwą, choć zagęszczonym, ciążącym ku sentencjonalności stylem, narracja skrzy się błyskotliwymi uwagami i zajmującymi anegdotami, w wyniku czego dość niepostrzeżenie wychodzimy wraz z autorem z serca polskiego pozytywizmu (czyli dzieł Bolesława Prusa i Henryka Sienkiewicza), by po krótkim postoju w połowie wieku XX (szkic o prozie Hanny Malewskiej) skupić uwagę na bardzo zróżnicowanych gatunkowo i tematycznie książkach z ostatnich lat. Gdy pytamy o miejsce pisarstwa Koziołka, istotne jest także to, że tom „Dobrze się myśli literaturą” złożony został z tekstów przygotowanych na potrzeby prasy, nie zaś publikacji akademickich – wszystkie eseje ukazały się wcześniej, w krótszej wersji, w „Tygodniku Powszechnym”, „Książkach. Magazynie do czytania”, „Gazecie Wyborczej” i „Polityce”, a jeden z nich – otwierające „Deklaracje” – został oparty na wywiadzie, którego Koziołek udzielił serwisowi niewinni-czarodzieje.pl. Mamy więc do czynienia ze świadomym wyborem takiego stylu pisania o kulturze wysokiej, które kierowane jest do konkretnej grupy odbiorców: publiczności inteligenckiej, lecz nie zajmującej się zawodowo literaturoznawstwem z jego wymogami dyskursywnymi i formalnymi.

Rozszerzenie publikowanych w prasie esejów i recenzji o kolejne konteksty filozoficzne i rozbudowaną refleksję antropologiczną odpowiada chyba za oszałamiające bogactwo treści tomu – dość powiedzieć, że notatki, w których na potrzeby tego omówienia hasłowo wypisałem sobie najistotniejsze w zbiorze dzieła, wątki, diagnozy, zajęły sześć stron! Czytając „Lalkę”, Koziołek snuje rozważania o całkowitym poddaniu naszego współczesnego myślenia językowi ekonomii; na marginesie wątku tura (byka) w „Quo vadis” zastanawia się nad zmianą pozycji nauczyciela w XXI wieku (z roli encyklopedycznego mentora na przewodnika po świecie nadmiaru informacji); w prozie Malewskiej interesuje go głównie ewolucja pojęcia historii i miejsce kobiety-pisarki w powojennej Polsce; „Sońka” Karpowicza z kolei daje autorowi pretekst do krytyki współczesnego kina historycznego i jego ambicji uobecniania przeszłości; reportaże Filipa Springera, poza oczywistym kontekstem architektury polskiego modernizmu, prowokują do przyjrzenia się roli utopii w życiu; w jednym z ostatnich, religijnych esejów Koziołek przywołuje nawet (opisanego w „Tylko Beatrycze” Teodora Parnickiego) papieża Jana XXII, by w końcu przejść do uwag o eschatologicznym sensie literatury. Proszę mi wierzyć, to tylko bardzo ograniczony wypis tematów podjętych w omawianej książce, nadal nie wymieniłem też nazwisk wszystkich twórców, o których z nieodmienną fascynacją pisze autor (na powyższej liście zabrakło jeszcze i Marka Bieńczyka, i Stanisława Brzozowskiego, i Johna Donne'a, i Olgi Tokarczuk, i wielu innych). To bogactwo – jak powiedziałem – oszałamia, ale stanowi także wyzwanie dla odbiorcy. Lektury Koziołka nie tworzą syntetycznej, wyraźnie ukierunkowanej całości. Przeciwnie, „kompletność” pojedynczych esejów, ich doskonale „wsobna” konstrukcja (początkujący eseiści winni się uczyć „na Koziołku” sztuki prowadzenia precyzyjnej interpretacji czy komponowania zamkniętej opowieści biograficznej), nieco utrudnia rozpoznanie zasad organizujących książkę jako całość. Nie ułatwia tego ostatniego sam autor, sugerując w tytule dzieła, że chodzi tu o literaturę jako nauczycielkę (krytycznego) myślenia o świecie i życiu, co wydaje się początkowo nieco zbyt ogólnikowym pomysłem teoretycznym.

O czym zatem opowiada Koziołek, czytając kolejne dzieła kolejnych pisarek i pisarzy, łącząc interpretację z własnymi wspomnieniami i próbując wykorzystać naukę płynącą z dawnej literatury do diagnozowania obecnych przemian społeczno-kulturowych? Ujmowana jako całość, „Dobrze się myśli literaturą” jest książką o świecie II połowy wieku XIX i o rozciągniętym aż do dziś długim trwaniu tej epoki. W jednym z esejów, poświęconym Rejtanowi Jarosława Marka Rymkiewicza, Koziołek przywołuje także Marię Janion, uznając tę parę badaczy polskiego romantyzmu za głównych i – mimo skrajnie odmiennych politycznie poglądów – zaskakująco bliskich sobie kontynuatorów paradygmatu romantycznego. Tymczasem „Dobrze się myśli literaturą” przekonuje, że od połowy XIX stulecia aż do dziś to raczej paradygmat pozytywistyczny wyznacza ramy naszego myślenia o historii, nauce, codzienności, a nawet miłości. Nie bez powodu pierwsze teksty zbioru dotyczą arcydzielnej „Lalki” i prozy Sienkiewicza, która – jak pamiętamy – „otwarła” dla Koziołka łamy popularnych czasopism (po otrzymaniu Nagrody Literackiej Gdynia za tom studiów „Ciała Sienkiewicza”), ale istotniejsze jest to, że w większości późniejszych fragmentów, nawet tych dotyczących literatury najnowszej, autor powraca do przemian cywilizacyjnych zainicjowanych w połowie ubiegłego stulecia. Na okładce książki znajdujemy ironiczną uwagę Michała Pawła Markowskiego, który stwierdza, że Koziołek „Trochę przesadza z tym pozytywizmem, ale nobody's perfect”, ale w opinii tej zawarta jest zapowiedź najważniejszej bodaj kwestii organizującej narrację badacza. O roli, jaką odegrał XIX wiek w późniejszych wielkich procesach kultury europejskiej, przeczytać możemy w tekście „Życie z Brzozowskim”, eseju tyleż o autorze „Legendy Młodej Polski”, co o odczytaniach filozofii Stanisława Brzozowskiego dokonanych przez Mencwela i oczywiście samego Koziołka. Połowa tego stulecia zostaje tu określona jako „potężne zderzenie cywilizacyjne, które wyrzuciło ludzi XIX wieku z miejsc zajmowanych od wieków, zmuszając ich do nowoczesnych form życia: pracy przemysłowej, edukacji, życia w mieście, uznania ekonomii za miarę wartości większości rzeczy i działań oraz wyższości przyszłości nad przeszłością” („Życie z Brzozowskim”, s. 224). Badacz dodaje przy tym: „Mencwel wierzy w literaturę jako metatekst kultury” (tamże), a zatem jako najlepszą metodę rozpoznania, jak Europa zareagowała na tę epokową zmianę – a konkretniej: jak zareagowali ludzie, bo ważniejszy w tej perspektywie jest jednak pojedynczy człowiek niż zbiorowość.

Założenie Mencwela odczytane przez Koziołka jest też, mam wrażenie, założeniem samego Koziołka. Autor „Ciał Sienkiewicza” również śledzi zapisane przez literaturę przemiany świadomości jednostek od połowy XIX wieku aż po czasy współczesne, przemiany, w ramach których doszło do „przesunięcia się całego społeczeństwa od więzi pierwotnych do funkcjonalnych, od sakralnych do cywilnych, od etnicznych do politycznych, od wspólnotowych do stowarzyszeniowych” (cytat z rozprawy „Stanisław Brzozowski. Postawa krytyczna. Wiek XX” Mencwela [s. 224]). Funduje tę przemianę oczywiście ów zwrotny moment, w którym ekonomia zaczyna stawać się „cywilizacyjnym metajęzykiem” („Trzeba kupić tę miłość”, s. 22); nie można przed tym ostatnim uciec nawet w obszary tak, zakładamy, niepoddające się urynkowieniu, jak miłość. Jeśli wierzyć Koziołkowi, tę dramatyczną cezurę zapisuje „Lalka”, a raczej – pamiętajmy o obsesyjnym podkreślaniu jednostkowego przeżycia procesów kulturowych – odbija klęska Stanisława Wokulskiego: ten „drze weksle, chcąc dowieść, że w miłości nie jest sknerą, ale na to już za późno, bo ekonomia wchłonęła i wymieszała bezpowrotnie afekty i pieniądze, a on sam jest tyleż ofiarą, co beneficjentem rozszerzającej się ekonomizacji świata” (tamże, s. 31). Co ciekawe, kapitalizacja staje się – w perspektywie „Lalki” – także obietnicą emancypacji. Obietnicą fałszywą, bo w tym procesie oddajemy swoją suwerenność nadrzędnym dyskursom: biologii, władzy i oczywiście ekonomii (tamże, s. 46). Koziołek przekonująco tłumaczy w ten sposób błahą, wydawałoby się, niechęć arystokracji zaludniającej świat Prusa do wszelkiej maści dorobkiewiczów jako tych, którzy wierzą w rewolucję klasową. Ale dzięki lekturze „Lalki” odsłania się także wielkie złudzenie ekonomiczne naszych czasów, w których – jak przekonująco pokazał Jonathan Crary w eseju „24/7. Późny kapitalizm i koniec snu” – obietnica powszechnej i nieograniczonej konsumpcji, a jej wyobrażeniem żyjemy dziś wszyscy, niezależnie, czy chodzi o technologiczny gadżet, czy o kolejne tomy wyśmienitej prozy, dostępna jest jednak dla mniejszej części społeczeństw.

Drugą kluczową dla badacza zmianą, jaką zostawił nam wiek XIX, było wtargnięcie historii w życie codzienne. Kto wie, może ten wątek jest nawet istotniejszy w lekturach Koziołka, rozciąga się w omawianej książce od początkowych refleksji o prozie Sienkiewicza, przez szkice o Kraszewskim i Malewskiej, po analizy prozy najnowszej, przede wszystkim wspomnianych „Sońki” Karpowicza, Twardochowego „Dracha” i „Ksiąg Jakubowych” Tokarczuk. „Za sprawą rewolucji francuskiej i wojen napoleońskich – czytamy w eseju „Szkopuł i koniektura” – historia weszła do domów setek tysięcy Europejczyków, którzy doświadczyli zerwania z ciągłością istnienia swoich przodków. Życie, które wiedli dotąd, stało się historią, to znaczy przeszło we władanie pamięci i dokumentu, ale nie było już powtarzane przez kolejne pokolenia. W Polsce zwłaszcza było to doświadczenie wszechogarniające za sprawą rozbiorów i utraty państwa” („Szkopuł i koniektura”, s. 241-242). Mam wrażenie, że tym rozważaniom o doświadczaniu historii patronuje „wielki przemilczany” książki Koziołka, czyli Teodor Parnicki, któremu (ściślej trylogii powieściowej „Twarz księżyca”) autor poświęcił swoją debiutancką książkę badawczą („Zdobyć historię” z 1999 roku). A wraz z Parnickim – najważniejszy parnickolog, przyjaciel i współpracownik Koziołka, czyli Stefan Szymutko. Inspiracje te widać w ważnym rozpoznaniu: „Warunkiem sensu ludzkiej historii jest jej narratywizacja, czyli wyjaśniające opowiadanie. Ale każda opowieść historyka zawsze ma pod podszewką faktu ideologię i retorykę” („Dziewczyny mądre: Hanna Malewska”, s. 124). I tak jak Parnickiego (a także Szymutkę w jego esejach), również Koziołka interesuje napięcie między jednostką a wielkimi procesami dziejowymi, dlatego też szczególnie intrygują go te dzieła, które pokazują „przepadanie” pojedynczego istnienia w otchłani narracji zbiorowych, choć mogą to być wizje tak skrajnie różne, jak upajająca się sobą frenetycznie koncepcja ponadczasowej Polski Rymkiewicza, albo też – przeciwnie, pełne sprzeciwu wobec wielkich tożsamości narodowych proza Karpowicza czy Twardocha.

Skazanie na historię, będące – jeśli wierzyć autorowi – naszym przekleństwem od XIX wieku, „wytwarza” jednak człowieka, który zmuszony jest dokonać świadomego rozpoznania swojej tożsamości. I to być może najbardziej odczuwalna dziś część dziedzictwa poprzedniego stulecia, skazującego nas na nietrwałość form życia politycznego i społecznego, a tym samym nietrwałość idei, które organizują życie codzienne. Zgoda, intrygujące są krytyczne uwagi Koziołka pod adresem współczesnego kina historycznego, które obiecuje uobecnienie i rzeczywiście (w coraz doskonalszej technice wizualnej) uobecnia przeszłość, niwelując w naszej wyobraźni poczucie rozsunięcia czasowego, różnicy między „wtedy”, „teraz” i „później”. Ale to jednak owa konieczność samopoznania stająca przed człowiekiem zanurzonym w historii wydaje mi się kluczową intuicją Koziołka. Takie zadanie legło wszak u podstaw Sienkiewiczowskiej wizji historii, w której nieobecna jest odpowiedzialność Polaków za klęski XVIII wieku, a tylko duma z heroizmu wieku XVII („Szkopuł i koniektura”, s. 246), stąd także wysyp prozy historycznej w XIX-wiecznej Europie (tamże, s. 241) oraz gorączkowa nieokreśloność ideowa Kraszewskiego, który swoim politycznym niezdecydowaniem odbijał obłędny klimat epoki („Maszyna do pisania”), wreszcie ten nieustanny ruch poznawczy wydobywa Koziołek z dzieł Stanisława Brzozowskiego. Śledząc tę kwestię, badacz przywołuje zarówno takie utwory, których autorzy wierzyli (albo nadal wierzą!) w możliwość rewizyjnego odczytania historii i ustanowienia silnych narracji tożsamościowych (dawniej Sienkiewicz, dziś Rymkiewicz, ale trochę także Tokarczuk), ale też te, które pokazują zupełną klęskę ludzi bezradnie i w zupełnej niewiedzy przeżywających swoje biografie (to szczególnie przypadek bezradnego mimo pełnej świadomości swego losu Wokulskiego, Ślązaków z „Dracha” oraz tytułowej bohaterki powieści Karpowicza). Co jednak wynika z tych zestawień? Przede wszystkim – na tym tle uwyraźnia się autorski projekt poznawczy badacza!

Na marginesie biograficznego eseju poświęconego Prusowi Koziołek wspomina, że główne marzenie pozytywistów – czyli „projekt przemiany narodu w społeczeństwo” („Szary geniusz”, s. 96) – osiągnięte być miało dzięki prasie i literaturze. Ukształtowani ciągle jeszcze – chociażby dzięki niezmiennym kanonom lektur szkolnych – przez wielkie dzieła polskiej literatury XIX wieku, wiemy doskonale, że właśnie ona miała stać się narzędziem wytwarzania nowych tożsamości zbiorowych. Najpierw tę wiarę w konstruowanie narodu za pomocą słowa deklarowali romantycy, później – także pozytywiści, w końcu – ich modernistyczni następcy. Silna pozycja pisarza w XIX-wiecznym polskim społeczeństwie do dziś stanowi pożywkę dla inteligenckiego resentymentu i anatem rzucanych na obojętną wobec sztuki słowa współczesność. Ale kiedy sięgniemy do szkicu „Deklaracje” otwierającego tom „Dobrze się myśli literaturą”, widać wyraźnie, że także przyjęty przez Koziołka sposób czytania dzieł artystycznych jest „z ducha XIX wieku”. Już w pierwszym zdaniu czytamy: „Mam skłonność do przyznawania literaturze rangi najważniejszego składnika kultury” („Deklaracje”, s. 7). Badacz podkreśla także napięcie między sztuką i życiem („Myślę zatem o ekstatycznym raczej niż o antagonistycznym związku słów i rzeczy” [tamże, s. 8]), ale przede wszystkim to, że literatura stanowi impuls do zmiany, kiedy uwalnia „niezgodę na własną kondycję gatunkową, społeczną, historyczną” (tamże, s. 8). „Deklaracje” przynoszą pochwałę czytania emocjonalnego oraz – z drugiej strony – mediacyjnej funkcji literatury. Ta ostatnia, choć współcześnie osłabiona, nadaje wciąż pisarstwu artystycznemu rolę „dostarczycielki języka, tradycji, form symbolicznych, za pomocą których jednostki rozpoznają się jako członkowie wspólnoty” (tamże, s. 16-17). Jeśli do tego dodamy – wielokrotnie w książce podkreślaną – siłę literatury jako medium nadającego sens pojedynczemu istnieniu, zupełnie jasne staje się, że wiara, jaką deklaruje Koziołek, łączy go z tymi wszystkimi autorami, którzy podjęli – czasem karkołomne, czasem zupełnie szalone, często zakończone klęską – próby zrozumienia świata rozbitego wtargnięciem historii. Przede wszystkim z autorami XIX wieku.

Nie chcę być źle zrozumiany: nie zarzucam Koziołkowi anachroniczności, gdy nadaje literaturze pięknej znaczenie, jakie miała ona dla twórców i odbiorców sprzed stu lat. Przeciwnie – jestem zauroczony tym, jak mocno jeszcze tkwimy w ówczesnych sposobach radzenia sobie z kryzysami tożsamości społecznej, klasowej, narodowej i tej najważniejszej, jednostkowej. Tym samym jak bardzo aktualne są dziś dzieła, wydawałoby się, skazane na deprecjonujące łatki („pozytywizm, czyli nuda”) i jak bardzo mogą nam one pomóc w zrozumieniu równie nieprzejrzystej, co w wieku XIX, rzeczywistości społecznej. Pisząc o książce „Jabłko Olgi, stopy Dawida” Ryszard Koziołek wyznał, że jej autor, Marek Bieńczyk, „w eseistyce polskiej (…) jest obecnie bezkonkurencyjny” („Smak ucieczki. O Bieńczyku”, s. 202). Książka „Dobrze się myśli literaturą” dowodzi, że bezkonkurencyjność nie jest na szczęście sytuacją daną raz na zawsze.

LITERATURA:

Crary J.: „24/7. Późny kapitalizm i koniec snu”. Przeł. Dariusz Żukowski. Kraków 2015.

Koziołek R.: „Zdobyć historię: problem przedstawienia w Twarzy księżyca Teodora Parnickiego”. Katowice 1999.
Ryszard Koziołek: „Dobrze się myśli literaturą”. Wydawnictwo Czarne. Uniwersytet Śląski w Katowicach. Wołowiec 2016.