Wydanie bieżące

15 lutego 4 (292) / 2016

Michał Paweł Urbaniak,

PRZYPADKI RODZINY WHITSHANKÓW (ANNE TYLER: 'NA SZPULCE NIEBIESKIEJ NICI')

A A A
Analizę „Na szpulce niebieskiej nici” chciałbym rozpocząć cytatem z innej powieści Anne Tyler – „Obiad w restauracji dla samotnych” (1982), z którą najnowsza książka amerykańskiej pisarki ma wiele wspólnego. Oto Pearl Tull obserwuje inne rodziny i tęskni za życiem, którego nigdy nie udało jej się stworzyć jako matce (zarówno kochającej, jak i toksycznej). „Często niczym dziecko spoglądające przez dziurę w płocie na cudze zabawy patrzy z melancholią na inne rodziny i zastanawia się, jakie są ich sekrety. Wydają się tak zwarte. Czy są bardziej religijne? Bardziej surowe lub bardziej wyrozumiałe? Może łączą ich wspólne gry i zabawy? Może lektura książek albo wspólne hobby? (…) Pearl poczuła jakąś tęsknotę i żal, wielki żal”. Wydaje się, że jedną z tych podglądanych „zwartych” rodzin mogliby być Whitshankowie – bohaterowie „Na szpulce niebieskiej nici”. A jednak nie jest to taka szczęśliwa rodzina. Sygnalizuje to sam początek powieści, gdy syn Reda i Abby Whitshanków, zbuntowany Denny, oświadcza przez telefon, że jest gejem. Jego rodzice nie umieją sobie poradzić z tym wyznaniem (które zresztą nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistości, wydaje się efektem charakterystycznego dla Denny'ego zagubienia), zaczynają się nawzajem oskarżać, zastanawiać się, co sprawiło, że Denny sprawia tyle kłopotów wychowawczych. A przecież „Należał do Whitshanków, jednej z tych rodzin, które łączy szczególna więź, które zawsze mogą na siebie liczyć i są po prostu.. wyjątkowe. Ale on wiecznie trzymał się na uboczu - jak wyrzutek”. Czy Whitshankowie są tak niezwykli, jak utrzymuje przede wszystkim Abby?

„Na szpulce niebieskiej nici” to jedna z tych osadzonych w Stanach Zjednoczonych sag rodzinnych (bądź – ujmując nieco szerzej – powieści psychologiczno-obyczajowych), których autorzy ukazują skazy na pozornie sielankowym obrazku, obnażając prawdziwe oblicze american dream. Najnowszą powieść Anne Tyler można śmiało postawić obok takich pozycji jak „Droga do szczęścia” Richarda Yatesa, „Z ciała i z duszy” Michaela Cunninghama, „Korekty” Jonathana Franzena, „Małe dzieci” Toma Perrotty czy „Moja siostra, moja miłość” Joyce Carol Oates (pomijam tu podobne książki reprezentujące literaturę popularną). W „Na szpulce niebieskiej nici” autorka „Lekcji oddychania” tworzy patchwork z różnych obrazów z przeszłości i teraźniejszości Whitshanków, pokazując koleje rodzinnego życia – ze smutkami, radościami, sukcesami i porażkami, z zawieszeniem między miłością a niechęcią czy nienawiścią, między potępieniem a wybaczeniem.

Problematyka jest tu raczej typowa dla tego rodzaju literatury, może niezbyt odkrywcza, ale przedstawiona przekonująco. Obarczeni bagażem trudnych doświadczeń rodzice nie do końca świadomie robią krzywdę dzieciom. Tymczasem dzieci – żyjące w odmiennych warunkach, mające inne ambicje – rozczarowują rodziców. Junior Whitshank – człowiek pracy, usiłujący się przebić w czasach Wielkiego Kryzysu – jest wymagający wobec syna, ale też dlań niesprawiedliwy (próbuje kierować Redcliffem dla jego rzekomego dobra). Red faworyzuje przybranego syna Stema kosztem pozostałych dzieci (na przykład nie docenia zatrudnionej w rodzinnej firmie Jeannie. Denny powie o ojcu: „przez całe życie sprawiał, że czułem się tak, jakbym nie spełniał jego oczekiwań. Jakbym był… do niczego. Jakby czegoś mi brakowało”). Abby również nie jest wolna od wyróżniania dzieci. Szczególne miejsce zajmuje w jej sercu Denny: „Czasem wydawało jej się, że nieustannie zastanawiając się nad Dennym, pozwoliła, żeby pozostałe dzieci zniknęły jej z pola widzenia. Nie chodziło o to, że je zaniedbała, ale z pewnością nie przyglądała się uważnie i nie koncentrowała się na nich tak jak na Dennym. A jednak to właśnie on się skarżył, że czuje się pomijany!”. Z kolei pochodzący z rozbitej rodziny Douglas „Steam” O'Brien, przygarnięty przez Reda i Abby, żyje w poczuciu wdzięczności, stara się upodobnić do Whitshanków. Jego przybrany brat Denny boi się zależności, stabilizacji, buntuje się, kwestionuje normy (przede wszystkim te spod znaku sielankowych – przynajmniej w założeniach – rodzinnych wyjazdów wakacyjnych, rocznic, urodzin czy wspólnie spędzanych świat). Gorączkowo szuka swego miejsca poza rodziną, choć zawsze do tej rodziny wraca. Jeannie i Amanda wypadają nieco blado przy braciach – prowadzą „wzorowe”, stabilne życie, co nie znaczy, że życie do końca satysfakcjonujące i szczęśliwe. Warto zaznaczyć, że siłą tej prozy jest ukazanie dramatów członków rodziny między wierszami. Przykre myśli zazwyczaj nie doczekują się wypowiedzenia. Jeśli już padają gorzkie słowa, to przeważnie mimochodem, tak, aby nie rzucić zbyt rozległego cienia na starannie wypracowaną rodzinną „szczęśliwość”.

Osobnego omówienia wymaga Abby, zdecydowanie najciekawsza postać w powieści. Można powiedzieć, że właśnie w niej skupia się centrum życia rodzinnego. Jest to osoba oddana swoim bliskim, ale również dosyć ograniczona. Jej niewątpliwa miłość do dzieci zaprawiona została tyleż wyrafinowanym, co nieuświadomionym despotyzmem. Abby stara się stworzyć obraz szczęśliwej, zgodnej, kochającej się rodziny, kultywuje przekonanie o wyjątkowości Whitshanków („Nie potrafiła znieść myśli, że ich rodzina mogłaby okazać się kolejną ogłupiałą, nieszczęśliwą, zwyczajną rodziną”). Tymczasem Jeannie, Amanda, a zwłaszcza Denny pozostają zamknięci na matczyne wymuszenia bliskości. Abby wydaje się niewolnicą własnych przekonań i złudzeń, którym jej dzieci rzadko chcą się podporządkować („Miała swoje koncepcje, swoje pomysły i wyobrażenia dotyczące tego, jak powinny wyglądać pewne sprawy, ale wszyscy robili, co im się żywnie podobało, zupełnie na nią nie zważając”). Kiedy bohaterka nieoczekiwanie umiera, rozpada się obraz rodziny, w który przede wszystkim Abby chciała wierzyć.

W „Na szpulce niebieskiej nici” Anne Tyler wykracza niejako poza ramy typowej sagi rodzinnej. Przedstawieniu losów bohaterów towarzyszy pytanie o to, jak tworzy się historia rodziny, ile w niej prawdy, a ile fikcji. Whitshankowie wierzą we własną niezwykłość, ale już zewnętrzny narrator nie pozostawia złudzeń: „nie mieli w sobie niczego wyjątkowego. Żadne z nich nie zrobiło nigdy szczególnej kariery. Żadne nie mogło się poszczycić ponadprzeciętną inteligencją. Nie odstawali również od średniej pod względem wyglądu (…). Skutecznie zarządzali swoją firmą, ale przecież i to nie było niczym szczególnym (…). Mimo to podobnie jak wiele rodzin wierzyli, że są wyjątkowi”. Whitshankowie nie mają nawet rozbudowanej historii, która mogłaby kształtować ich tożsamość. Ich „dziedzictwem” są dwie opowieści: o tym, jak Junior Whitshank przejął dom przy Bouton Road, czyniąc zeń symbol rodzinnej chwały („Wyglądało zatem na to, że »ten dom« oznacza tak naprawdę »ta rodzina«. Dwa pojęcia stopiły się w jedno”) oraz o tym, jak Merrick Whitshank odbiła narzeczonego przyjaciółce. Zarówno Junior, jak i jego córka przeżyli rozczarowanie, o czym dumna rodzina zdaje się nie pamiętać.

Warto w tym kontekście zwrócić uwagę na błyskotliwą i niepozbawioną ciepła ironię, która konstytuuje „Na szpulce niebieskiej nici”. Powtarzane przez bohaterów historie często w rzeczywistości są pozbawione przypisywanego im podniosłego znaczenia (jak opowieść, w której prapradziadek Abby ratuje króla. Tę anegdotę opatrzono wymownym komentarzem: „Co prawda pomoc, której udzielił monarsze, polegała jedynie na wyciągnięciu koła powozu z kolein na drodze, w których ugrzęzło, mówiło się jednak, że król osobiście skinął mu głową na znak wdzięczności”). Poza tym te rodzinne legendy nie zawsze odpowiadają prawdzie. To przypadek (a nie – jak utrzymywała matka Reda – romantyczna historia na wzór „Romea i Julii”) sprawił, że Junior Whistshank i Linnie Mae Inman założyli rodzinę. To kwestia przypadku, że Abby Dalton pewnego dnia zakochała się w Redcliffie Whistshanku i zrezygnowała ze związku z pociągającym (być może dlatego, że reprezentował zupełnie inne wartości) Danem. To także przypadek, że ścieżki Amandy i Hugh przecięły się (zresztą w dość groteskowych okolicznościach). To przypadek, że w tej rodzinie pojawili się Douglas oraz Susan (przybrana córka Denny'ego). Ukoronowaniem wspomnianej ironii jest sprzedaż domu Bouton Road niedługo po śmierci Abby. Paradoksalnie to nie niszczy rodziny – wydaje się wręcz, że pozbawienie tego balastu ją scala. Wszak dom był także symbolem rozczarowania, niespełnienia. Czy mamy zatem do czynienia z ckliwym amerykańskim happy endem? Niekoniecznie.

„Na szpulce niebieskiej nici” pokazuje, że historia rodziny, jest zbiorem przypadków – raczej śmiesznych niż wzniosłych. Anne Tyler zdaje się pytać o to, ile przekłamania jest w spuściźnie po tych, którzy żyli przed nami. I co w tej spuściźnie – jakie symbole, zdarzenia, decyzje – jest naprawdę istotne? Nie ma tu prostych, jednoznacznych odpowiedzi, to zbyt wyrafinowana proza psychologiczna. Czytelnik sam musi zdecydować, czy rodzina Witshanków jest wyjątkowa, czy nie. I czy odpowiedź właśnie na to pytanie ma w gruncie rzeczy jakiekolwiek znaczenie.
Anne Tyler: „Na szpulce niebieskiej nici”. Przeł. Maria Zawadzka. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2015.