Wydanie bieżące

1 kwietnia 5-6 (293-294) / 2016

Magdalena Kempna-Pieniążek,

TUTAJ. TERAZ? (TUTAJ)

A A A
To w zasadzie mógłby być mój pokój – jeśli nie w dosłownym sensie, to w takim, o jakim wspomina Chris Ware, analizując swoje doświadczenia związane z lekturą unikatowego dzieła Richarda McGuire’a: „Siedziałem na kanapie i czułem bezkresny czas, z przodu i z tyłu, wyczuwałem te wszystkie chwile pomiędzy przestrzenią i czasem”. Na jednej ścianie okno, na drugiej kominek, a pomiędzy nimi podłoga i tysiąc niewidocznych warstw nieustannie przenikających się chwil. „Tutaj” jest czymś więcej niż komiksem – to medytacja nad czasem, przestrzenią i nad ludźmi, którzy przez nie przemykają.

Jak na prawdziwą medytację przystało, praca McGuire’a oferuje coś więcej niż tylko wrażenia estetyczne; oferuje doświadczenie bazujące na czymś, co niby wiemy, ale w co rzadko się zagłębiamy. Za pomocą prostego konceptu, zdumiewającego w swej klarowności, a zarazem niebanalnego, artysta łączy to, co ulotne, z tym, co odwieczne. W tej historii to nie ludzie opowiadają o miejscu; to miejsce opowiada o ludziach – i nie tylko o nich. Tytułowe „Tutaj” nie jest wyłącznie scenerią; jest głównym bohaterem, a zarazem narratorem – lub przynajmniej jednym z narratorów – utworu McGuire’a.

Jako bohater Tutaj ma nawet swoją biografię: nielinearna narracja pokazuje jego początki (trzy miliardy lat temu, kiedy Ziemia dopiero co się uformowała), jego odległą przyszłość (najprawdopodobniej z czasów, kiedy ludzie już odejdą), a także to, co pomiędzy – całą serię epizodów, zarówno tych istotniejszych (powstanie domu, którego wnętrze oglądamy na większości plansz), jak i (może pozornie) zupełnie nieważnych (stara kobieta sprząta pokój, indiański myśliwy wypuszcza strzałę, gdzieś w pobliżu wędruje dinozaur, słońce właśnie wschodzi). Przez Tutaj przemykają niezliczone indywidualne historie: rodzą się dzieci, ktoś robi im zdjęcia, ktoś choruje, ktoś umiera. Pada na nie także cień wielkiej Historii: seria plansz ukazuje konflikt wewnątrz rodziny podzielonej na zwolenników i przeciwników oderwania kolonii od Korony Brytyjskiej. Oglądamy również historie, których nikt oprócz Tutaj opowiedzieć nie może, a nawet wizję pewnej (małej?) apokalipsy. Drzewa rosną i są ścinane, ewolucja robi swoje, kolejne istoty rodzą się i umierają, domy powstają i są burzone – wszystko przeobraża się i mija, pozostaje tylko Tutaj. W tym aspekcie dzieło McGuire’a to rodzaj narracyjnego eksperymentu, który można byłoby sprowadzić do pytania: czy gdyby przestrzeń umiała opowiadać, to tak właśnie wyglądałyby snute z jej perspektywy historie?

A perspektywa Tutaj jest szczególna, chociaż bowiem umieszczone w rogach plansz i kadrów daty sugerują upływ czasu, to całością rządzi raczej przekonanie o współwystępowaniu chwil, o tym, że nic nie mija w sposób ostateczny. Innymi słowy, Tutaj kwestionuje czas, a przynajmniej ten jego aspekt, który mówi o linearnym następowaniu po sobie kolejnych momentów. Po planszach z 1957 roku na cichych łapach wędruje kot z roku 1999, a Indianin uchwycony w intymnym momencie w roku 1609 zdaje się słyszeć dzwonek do drzwi rozbrzmiewający w roku 1986. Sposób postrzegania czasu w pracy McGuire’a przypomina percepcję aniołów z „Nieba nad Berlinem” (1981). Protagoniści filmu Wima Wendersa doświadczali współobecności różnych planów czasowych – współczesny Berlin w jednej chwili potrafił na ich oczach przeobrazić się w Berlin z pierwszej połowy XX wieku. Podobnie jak aniołowie Wendersa, Tutaj McGuire’a zdradza predylekcję do przyglądania się konkretnym momentom w historii: w „Niebie nad Berlinem” była to przeszłość nazistowska, w komiksie natomiast są to kolejne dekady XX wieku, zwłaszcza te umiejscowione między latami 50. i 90. Jeżeli Tutaj rzeczywiście posiada pamięć, to najwięcej wspomnień zgromadziło wtedy, kiedy na stałe mieszkali w nim ludzie. Wszystko, co przed nimi i po nich, jawi się jako powolne trwanie, kontemplowanie natury i jej przemian.

Istnieje jeszcze jedno podobieństwo między Tutaj a aniołami Wendersa. Protagoniści „Nieba nad Berlinem” marzyli o tym, by – zamiast przemieszczać się między warstwami czasu – móc na chwilę zatrzymać się i wypowiedzieć magiczne słowo: „Teraz”. Także dla Tutaj chwila obecna wydaje się czymś nieuchwytnym – równie dobrze może przedstawiać ją każda z plansz, co żadna. Relacje czasowe są więc w pracy McGuire’a skomplikowane, splątane, oparte na logice skojarzeń, a nie przyczyn i skutków.

Może jednak wcale takie być nie muszą? Przecież ta szczególna medytacja zamknięta została w pudełku, w którym poszczególne plansze umieszczono luzem – tak, aby można było w dowolny sposób mieszać je i przestawiać. Lepiej jednak nie dawać się zwieść zawartym we wstępie sugestiom, że „Tutaj” można doświadczać w taki sposób, w jaki da się czytać „Grę w klasy”. Po pierwsze, inaczej niż w powieści Julio Cortázara, nie znajdziemy tu wskazówek dla alternatywnej lektury – sami musimy je wypracować. Po drugie, po wymieszaniu kart trudno będzie powrócić do oryginalnego układu zaproponowanego przez autora – plansze nie są wszak numerowane, a daty wielokrotnie się powtarzają. Czytelnikom, którzy postanowią skorzystać z możliwości samodzielnego komponowania historii, polecam uczynienie tego dopiero przy drugiej lekturze – narracja samego McGuire’a jest bowiem przemyślana i ma wiele uroku, który łatwo zgubić, mieszając karty. Nawet jednak jeśli porządek opowieści zostanie zmieniony, to idea pozostanie ta sama – plany czasowe wciąż będą się przenikać. Wieloplanowa kompozycja kadrów nie pozwoli nam o tym zapomnieć także wtedy, gdy ułożymy karty w (mniej więcej) chronologicznym porządku.

„Tutaj” nie może być czytane gdziekolwiek. Ze względu na pokaźne gabaryty, nie sposób zabrać go do pociągu czy autobusu; nie da się wertować go od niechcenia w czasie obiadu czy popołudniowej sjesty. I chwała wydawcom za to, że nie zdecydowali się na tradycyjną formę wydania tej fenomenalnej pracy. Jako medytacja dzieło McGuire’a wymaga wszak skupienia i, nomen omen, czasu. Dopiero przy uważnym oglądaniu każda utrwalona w nim chwila nabiera ciężaru – powiewająca w pustym pokoju firanka zdaje się o czymś mówić, a zmieniające się światło wydaje się obdarzone własnym życiem.
Richard McGuire: „Tutaj” („Here”). Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski. Wydawnictwo Komiksowe. Warszawa 2015.