Wydanie bieżące

1 kwietnia 5-6 (293-294) / 2016

Andrzej Ciszewski,

NIM ZGAŚNIE SŁOŃCE (SZKLANE MIECZE. TOM 1.-4.)

A A A
Dzieciństwo Yamy dobiega końca, gdy jej ojciec, wódz Achard, zostaje zlinczowany przez współplemieńców, obawiających się konsekwencji buntu, który zdesperowany lider chciał wzniecić przeciwko Orlandowi – samozwańczemu władcy okolicznych ziem. Ten sam motłoch dobrowolnie oddaje tyranowi w posiadanie Tęczę: matkę protagonistki, zmuszonej do salwowania się ucieczką w nieprzebrane knieje. Wkrótce Yama dociera do samotni Miklosa – tajemniczego mężczyzny, gotowego przeszkolić dziewczynkę w sztuce władania bronią i pomóc nieznajomej w dokonaniu srogiej pomsty na satrapie w zamian za Szklany Miecz, jeden z czterech magicznych artefaktów dosłownie spadających z nieba. To właśnie ów zagadkowy oręż – mocno wbijający się w świętą skałę położoną nieopodal rodzimej osady bohaterki – staje się zarzewiem dramatycznej perypetii mogącej wpłynąć na dalsze losy świata. Wszak w międzyczasie słońce stopniowo wygasa, zaś glob pustoszą przybierające na sile kataklizmy. Jedyna szansa na ocalenie ludzkości, nie mówiąc już o pozostałych przedstawicielach cudacznej fauny, leży w ponownym zjednoczeniu tytułowych przedmiotów, skądinąd śmiertelnie niebezpiecznych dla każdego, kto nie jest Wybrańcem.

Cykl „Szklane Miecze” to czteroodcinkowa propozycja udatnie łącząca elementy baśni, młodzieżowej fantasy, heroicznej epiki, a nawet sympatycznej wariacji na temat paleoastronautycznych teorii Ericha Von Dänikena. Scenariusz Sylviane Corgiat pozostawia niestety sporo do życzenia: infantylność większości dialogów, nadmierna przewidywalność wydarzeń oraz jednowymiarowe dramatis personae stanowią główną linię oskarżenia. Ale francuska autorka potrafi przykuć uwagę czytelnika potoczystą, chwilami nielinearną narracją, za pomocą której stopniowo wprowadza istotne dla rozwoju fabuły postaci o imionach patronujących podtytułom kolejnych epizodów.

Przekonująco oddana specyfika uniwersum (zarówno w aspekcie przyrodniczym, jak również społecznym i kulturowym), garść solidnych wzruszeń, szczypta humoru plus dobre tempo akcji (okraszonej wszelkiej maści starciami, ucieczkami oraz pojedynkami) – pod tym względem historia napisana przez Sylviane Corgiat sprawdza się całkiem nieźle. Szkoda tylko, że ta uniwersalna w swej wymowie przypowiastka o dojrzewaniu, przyjaźni, miłości, poświęceniu i szansie na (bardzo szeroko rozumiany) nowy początek skierowana jest do stosunkowo wąskiego kręgu odbiorców. Ze względu na sceny przemocy oraz dość ponure akcenty trudno rekomendować „Szklane Miecze” jako lekturę dla najmłodszych. Z kolei na czytelnikach doskonale obeznanych z tego typu opowieściami fabuła Corgiat nie zrobi większego wrażenia, gdyż nie oferuje nic ponad mocno uśredniony standard.

Szczęśliwie, wyjątkowa uroda estetyczna serii sprawia, że czas poświęcony na zgłębienie (rozgrywających się na przestrzeni lat) perypetii Yamy trudno uznać za stracony. Nienaganna, realistyczna kreska Laury Zuccheri nadaje komiksowym kadrom iście filmową dynamikę, zaś scenom plenerowym godny pozazdroszczenia, epicki rozmach. Przejrzysty styl włoskiej graficzki (w asyście bezbłędnie dobranej palety barw) doskonale oddaje urzekająco bogatą wizję fantastycznej rzeczywistości. Nastrojowe, uchwycone w różnych porach roku pejzaże, imponujące rozwiązania architektoniczno-urbanistyczne (vide: miasto Karelne), szczegółowo zilustrowane królestwo miejscowej flory i fauny czy wiarygodnie uchwycona mimika postaci – ot, komiksowe rzemiosło najwyższej próby. Wszystko to sprawia, że w ogólnym rozrachunku „Szklane Miecze” jawią się jako niezobowiązujące, lekkostrawne czytadło, które przy odrobinie dobrej woli może wciągnąć na kilka godzin nawet starych wyjadaczy. 
Sylviane Corgiat, Laura Zuccheri: „Szklane Miecze. Tom 1-4. Yama / Ilango / Tigran / Dolmon” („Les Épées de Verre. Yama / Ilango / Tigran / Dolmon”). Tłumaczenie: Maria Mosiewicz. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2015-2016.