Wydanie bieżące

1 kwietnia 5-6 (293-294) / 2016

Anna Zagórska,

WYPADKI NIE TYLKO PRZY PRACY: OBIEKTOFILIA I NOGA W GIPSIE (AGATA SOBCZYK: 'WYPADEK')

A A A
„Wypadek” jest najnowszą – choć nie debiutancką – książką Agaty Sobczyk. Autorka opublikowała już wcześniej dwie minipowieści oraz zbiór opowiadań. Historia przedstawiona w „Wypadku” przypomina nieco popularne swego czasu, cieszące się sporym czytelniczym uznaniem nowoczesne powieści epistolarne. Nowoczesne, czyli angażujące tradycyjną formę gatunkową, znaną wszak literaturze od stuleci, nawet nie tyle we współczesną treść, ile poprzez użycie nowoczesnych form komunikacji „paraepistolarnej”, głównie wiadomości wysyłanych za pośrednictwem poczty elektronicznej. Książka Agaty Sobczyk jest pod tym względem eklektyczna – e-maile (swoją drogą formalnie tożsame z tradycyjną korespondencją listową wzbogacone są tu o pewne charakterystyczne dla tej formy wypowiedzi elementy, np. błędy w zapisie wynikające z niedokładnego pisania na klawiaturze) przeplatane są partiami prozy narracyjnej, nieraz mocno retrospektywnej, nieraz opartej na zapisie dialogów. Tak dobrana forma – dynamiczna, wprowadzająca różnorodność oraz wielotorowość narracyjną – a także całkiem sprawny warsztat pisarski Sobczyk sprawiają, że książkę warto potraktować jako godną uwagi lekką lekturę, która nieraz pokazuje swoje „mniej lekkie” oblicze, skłaniając czytelnika do przemyśleń i dociekań wraz z Bubą, jedną z bohaterek tej powieści.

Koncepcja „Wypadku” opiera się na wprowadzeniu czytelnika in medias res, a następnie – stopniowo, fragmentarycznie, nieraz bardziej skokowo, nieraz płynniej – otwieraniu przed nim kolejnych faktów, dopowiedzeń, dookreśleń. Sporo w tym wszystkim literackiej gry i igraszek z odbiorcą, który wielokrotnie wodzony jest za swój czytelniczy nos i wystawiany na interpretacyjne próby. Już sam początek powieści może wprowadzić pewne zamieszanie. Książka rozpoczyna się kilkunastolinijkowym, niemalże eseistycznym w wymowie wstępem poświęconym zagadnieniu przestrzeni i czasu. Po nim następuje zaś – jakby wyjęty ze zgoła odmiennego porządku – tekst wiadomości elektronicznej: swobodny, lekki, wprowadzający odbiorcę w sam środek niekonieczne znanych mu perypetii.

Wydaje się, że „Wypadek”, podobnie jak tytułowe zdarzenie w świecie rzeczywistym, ma wiele przyczyn i wielorako, na rozmaitych płaszczyznach, poprzez różnych bohaterów, może się rozwinąć. Początkowo jesteśmy przekonani, że przyjdzie nam śledzić historię Buby – młodej pracownicy naukowej jednej z uczelni, która wskutek wypadku komunikacyjnego złamała nogę i zmuszona jest przez dłuższy czas pozostawać w domu. Borykając się z przykrymi następstwami potrącenia przez samochód (m.in. znaczne trudności z mową), aktywna do tej pory kobieta siłą rzeczy zostaje unieruchomiona, a pozbawiona płynności wymowy – zaczyna koncentrować uwagę i wszystkie pozostające w sprawności zmysły na maleńkim wycinku rzeczywistości (własne mieszkanie), w którym została tymczasowo zamknięta, odgrodzona od atrakcji wielkiego świata.

Ograniczenie dostępnej nam rzeczywistości, co jest powszechnie wiadome (na przestrzeń zwraca uwagę także początek powieści, o czym była już mowa), działa zaś dwojako: z jednej strony frustruje i wpędza w nieustanną melancholię czy poczucie utraty, ale z drugiej nieraz całkiem porządnie rozbudza zmysły, stymuluje wyobraźnię, rozwija wewnętrzne krajobrazy, plącze myśli tak intensywnie, że do głowy przychodzą sprawy niewiarygodne i koncepty, o które sami siebie z trudem byśmy podejrzewali. Coś podobnego dzieje się właśnie z Bubą: zaczyna mocno i intensywnie odbierać świat zamknięty w czterech ścianach jej niewielkiego mieszkania. Drugi z efektów ubocznych zamknięcia: przygaszenie, pogorszenie nastroju, depresja, najwidoczniej jej nie grozi. „Co do melancholii, to jakoś Bubę od niej odrzuciło” – informuje narrator (s. 96). Kobieta potrafi szybko angażować przymusowo zwolnione z nadmiaru myśli neurony, a inny nadmiar – wolnego czasu – dzięki sile skojarzeń pozwala jej powracać do dawno porzuconych zadań: „Dzięki Kacprowi przypomniała jej się historia świętego psa Ginforda, którą kiedyś zamierzała się zająć. Nawet dzięki uprzejmości personelu medycznego zachowała sobie ten fragment malowidła Kacpra na gipsie – psa, węża i kołyskę – i trzymała go na półce nad biurkiem. A poszperawszy w komputerze znalazła zaczęty i dawno porzucony kawałek, który kiedyś miał być początkiem większej całości: De adoratione Ginfordis canis” (s. 96-97).

W tym miejscu książki pojawia się kolejna z wykorzystanych w książce sekwencji narracyjnych: fragmenty stylizowanej na naukową rozprawy „De adoratione Ginfordis canis” o „kulcie świętego psa Ginforda”, wraz z przypisami, łacińskimi wtrąceniami, szkicem historycznego tła (czyżby przenikały tu echa fascynacji twórczością Olgi Tokarczuk, np. spod znaku „Domu dziennego, domu nocnego”?). Fragmenty naukowej pracy stanowią więc następny element eklektycznej kompozycji narracyjnej, jaki w swojej najnowszej książce zastosowała Sobczyk. Także i one opierają się na zagadnieniu początkowej tajemnicy (zagadki) i jej wyjaśniania, podobnie jak i inne miejsca znaczące „Wypadku”, np. niepozorne, ale i zawiłe dzieje Hanki.

Buba szybko zauważa, że w sytuacji, w której się znajduje, istnieją dla niej tylko trzy formy kontaktu z szerszą rzeczywistością: bezrobotna sąsiadka z synem, która załatwia dla Buby najpotrzebniejsze sprawunki, otchłanie Internetu oraz podsłuchiwanie starszej sąsiadki przez ścianę. O wszystkich trzech modelach nawiązania łączności ze światem Buba informuje za pośrednictwem e-maili wysyłanych do swoich przyjaciół, a czytelnicy poznają te historie zarówno poprzez część „epistolarną” książki (wiadomości bohaterki i odpowiedzi na nie), jak i tę dialogową-narracyjną. Jest to co prawda sposób już mocno literacko wysłużony, ale wydaje się całkiem dobrze sprawdzać w tej opowieści: zwraca bowiem uwagę na istotny dla „Wypadku” problem ludzkiej dwoistości i zmysłowej niepewności: wzrok, słuch czy dotyk częściej nas mylą niż podpowiadają jasne rozwiązania, świat jest niczym internetowe forum, do którego dołączyła Buba: dociera do nas wiele impulsów, sygnałów i informacji, ale rzadko możemy wśród nich znaleźć cokolwiek pewnego, odpowiedź akurat na naszą wątpliwość.

Podążając za opowieścią, coraz wyraźniej zaczynamy zdawać sobie jednak sprawę, że Buba co prawda jest integralnym i istotnym bohaterem książki, niemniej równie ważną postacią jest Hania. Warto przyjrzeć się tej młodej kobiecie, bo to właśnie jej losy – choć na początku nic na to nie wskazuje – wydają się kluczowe dla całej prezentowanej w „Wypadku” historii. Charakteryzuje ją przypadłość (schorzenie? zaburzenie?), która została – nieco tajemniczo – nazwana obiektofilią. To właśnie ona, jak się okazuje, determinuje życie Hani, zmusza ją do podejmowania niewygodnych decyzji, kłócących się z marzeniami czy dążeniami kobiety. Nie warto zdradzać za wiele, bo właśnie w odkrywaniu historii Hani kryje się – jak można sądzić – sedno całej opowieści. Można jednak przytoczyć niewielki fragment, który wprowadza nas w stan odczuć kobiety i na tyle określa samą książkę, że znalazł się na czwartej stronie okładki: „Hania bała się obiektofilii nie ze względu na fakt, że przypadłość ta skazuje na wieczne niespełnienie i zmusza do szukania szczęścia w świecie ulotnych fantazmatów. Bała się jej ze względu na nazwę. Nazwa obiektofilia jest straszna. Szczególnie, ma się rozumieć, jej druga część, przywołująca nie bez kozery wszelkie możliwe zoofilie, pedofilie i inne paskudztwa. Pierwsza część też jest brzydka przez swój techniczny wydźwięk, który nijak się ma do piękna kościoła Wizytek. Istnieje zresztą podejrzenie, że wszystkie nazwy są beznadziejne, kłamliwe, podłe i zupełnie nieprzystające do tego, co się ma za nimi kryć”.

Warto sięgnąć do książki Sobczyk, by wraz z bohaterką przekonać się, jakie siły może obudzić w człowieku niezdrowa fascynacja, nawet budowlą, oraz jak święto-przeklęte bywają niektóre stołeczne obiekty sakralne (istotną rolę w całej historii odgrywa warszawski kościół Wizytek).

Perypetie Hani – jak szybko odkrywa czytelnik – stanowią dominantę interpretacyjną „Wypadku”. Samą kobietę – jako odbiorcy książki, zaznajomieni z Bubą, jej koleżanką Zuzą i innymi ich wspólnymi znajomymi – poznajemy niejako mimochodem, jako jedną z pobocznych postaci, początkowo sprawiających wrażenie jedynie epizodycznych. Hania śmiało wychodzi jednak z tła, z poszumów własnego głosu, którymi początkowo (z perspektywy Buby) jest i staje się bohaterką pełnowymiarową, w zasadzie także pierwszoplanową.

„Wypadek” bez wątpienia można (nawet trzeba) nazwać książką o ludziach. To ich wewnętrzne zmagania z własnymi słabościami – fizycznymi i duchowymi, ich dylematy, niemożności, w końcu schorzenia czy ograniczenia (starsza sąsiadka, syn innej sąsiadki, Hania, Buba) zdominowują – w zasadzie stwarzają – warstwę fabularną powieści Agaty Sobczyk. Życie to –zdają się podpowiadać bohaterowie – rozmaite przypadki-wypadki, ciała i duszy, co więcej: życie to także – nomen omen – wypadkowe przypadkowych spotkań, zasłyszanych rozmów, pozornie nieistotnych zbiegów okoliczności. „Wypadek” to lekka, interesująca lektura, dobrze pobudzająca wyobraźnię nie tylko przedstawionych w niej postaci, ale także czytelników.
Agata Sobczyk: „Wypadek”. Wydawnictwo Nowy Świat. Warszawa 2015.