Wydanie bieżące

15 kwietnia 7-8 (295-296) / 2016

Przemysław Pieniążek,

KISS MY AXE! (SLÁINE KRÓL)

A A A
Jego buta i arogancja dorównują odwadze oraz maestrii we władaniu bronią. Okolicznościowy rozlew krwi wprawia go w dobry nastrój, czego przejawem jest wołająca o pomstę do bogów improwizowana poezja. Ale gdy wpada w bojowy szał, lepiej zejść mu z drogi – zresztą kto przy zdrowych zmysłach chciałby skrzyżować miecz lub topór z celtyckim wojownikiem o ciele rozrastającym się do gargantuicznych rozmiarów oraz deformującym w mało estetyczny sposób? Oto wygnaniec i awanturnik (przemierzający uniwersum Tir-Nan-Og u boku uciążliwego krasnala Ukko), w którego barwnej biografii nigdy nie brakowało heroicznych wyzwań wybrzmiewających nutą mrocznej transgresji. Mówiąc krótko: mimo dobrej trzydziestki na karku Slaine MacRoth nadal rządzi.

Będąc owocem artystycznej kreacji (wówczas połączonego węzłem małżeńskim) duetu Pat Mills / Angie Kincaid, krewki barbarzyńca zadebiutował w 1983 roku na łamach brytyjskiego tygodnika „2000 AD”, rozpoczynając tryumfalny pochód do panteonu komiksowych herosów legitymujących się nienaganną muskulaturą, porywczym charakterem i zamiłowaniem do epickich przygód obficie podlanych posoką. W swoich opowieściach o Slainie – unikalnym połączeniu Cymeryjczyka Conana z legendarnym irlandzkim herosem Cú Chulainnem – Pat Mills (pierwszy redaktor wspomnianego periodyku oraz ceniony scenarzysta „ABC Warriors” czy „Requiem”) umiejętnie równoważył rozrywkowy aspekt fabuł pieczołowitym odtworzeniem realiów przedstawianego przez siebie świata. Doskonała znajomość przeróżnych systemów mitologicznych – ze szczególnym uwzględnieniem Cyklu Ulsterskiego traktującego o żywotach irlandzkich bohaterów – połączona z „lekkim piórem” oraz żonglerką popkulturowymi konwencjami sprawia, że (datowane na lata 1985-1988) historie zawarte w albumie „Slaine Król” czyta się z rosnącym zainteresowaniem.

Pierwszy epizod rozgrywa się „W grobowcu terroru”, gdzie krzepki protagonista, wraz z towarzyszącą mu pstrokato-magiczną kompanią, zamierza stanąć oko w oko z budzącym się z wiekuistego snu Mrocznym Bogiem Grimnismalem – Ostatecznym Złem nie bez kozery nazywanym także „dziewięciowymiarową abominacją”. Widowiskowe zwroty akcji, sprawnie napędzające tryby elegancko skrojonej dramaturgii (przypominającej schemat wirtualnej „platformówki”) wiele zawdzięczają realistycznym pracom Glenna Fabry’ego (pamiętne okładki cyklu „Kaznodzieja” Gartha Ennisa i Steve’a Dillona) oraz równie solidnym, choć nieco bardziej przerysowanym ilustracjom Davida Pugha. Kapitalne efekty światłocieniowe, filmowa dynamika kadrów, rewelacyjnie oddana topografia tytułowej lokacji, mroczna, niepokojąca scenografia natchniona duchem prozy Roberta E. Howarda oraz Howarda Phillipsa Lovecrafta, sugestywny wygląd potwornych przeciwników oraz obowiązkowy rozlew krwi sprawiają, że emocji tu nie brakuje.

Po mocnym otwarciu czas udać się po „Łupy z Annwn” – najbardziej bajeczny ze wszystkich skarbów ukryty w Świątyni Gwiazd, zodiakalnym okręgu, którego granice w (nad)naturalny sposób wyznacza krajobraz Glastonbury. To właśnie w tym równie malowniczym, co emanującym pogańską aurą zakątku (uwiecznionym na nienagannych planszach Mike’a Collinsa i Marka Farmera) Slaine podejmuje kolejne misje ściśle związane z astrologicznymi symbolami. Zgodnie z treścią przepowiedni, MacRoth ma zostać Królem Słońca swojego plemienia, z którego przed laty został wygnany. Problem w tym, że pomyślne zakończenie tego mistycznego rytuału wcale nie zależy od fizycznej siły ani biegłości w operowaniu orężem.

Natomiast w patronującej zbiorowi sadze – zilustrowanej przez Glenna Fabry’ego i Nicka Williamsa – Pat Mills ukazuje okoliczności, w jakich główny bohater wraca w rodzinne strony, przedziwnym zbiegiem wydarzeń spotykając na swojej drodze Niamh, zhańbioną przez siebie królewską oblubienicę. W dodatku bohater odkrywa, iż jego lud znajduje się na niełasce morskich demonów – płetwonogich Fomorian. Dysponując Kotłem Krwi (vel Obfitości), Slaine z właściwym sobie wdziękiem przystępuje do przywrócenia dawnego status quo.

Trzy pełnowymiarowe epizody w asyście krótszych form narracyjnych – ukazujący się pod szyldem Studia Lain czarno-biały album (w warstwie fabularnej bezpośrednio poprzedzający wydarzenia znane z publikowanej onegdaj także u nas sagi „Rogaty Bóg”) to nie lada gratka dla fanów mężnego Celta o rozwichrzonej czuprynie, ale także dla wszystkich miłośników opowieści spod znaku magii i miecza, szczególnie tych sowicie przyprawionych makabrą oraz czarnym humorem. A o tym, że rodzimy czytelnik docenił tę wydawniczą inicjatywę, może świadczyć fakt, że w rychłym czasie iławska oficyna zdecydowała się na dodruk recenzowanego woluminu (na dodatek z alternatywną okładką), którego egzemplarze schodzą z półek niczym świeże bułeczki – a może raczej soczyste pieczyste. 
Pat Mills, Glenn Fabry, David Pough, Mike Collins: „Sláine Król” („Sláine”). Tłumaczenie: Damian Pietrzak. Studio Lain. Iława 2016.