Wydanie bieżące

15 kwietnia 7-8 (295-296) / 2016

Michał Misztal,

DZIWNY AZYMUT (AZYMUT. TOM 1-2. POSZUKIWACZE ZAGINIONEGO CZASU / NIECH PIĘKNA ZDYCHA)

A A A
Albumy wchodzące w skład serii „Azymut” od razu przykuwają uwagę swoim wyjątkowym wyglądem – dużym formatem oraz pięknymi, baśniowymi ilustracjami na okładkach. Sprawiają, że bez zastanowienia chce się po nie sięgnąć. To naturalny odruch w przypadku czegoś, co zapowiada się tak dobrze. Pytanie tylko: co naprawdę kryje w sobie ten cykl?

Jedno jest pewne: fantastyczne, chwilami wręcz hipnotyzujące kadry. Na razie nie skupiajmy się na fabule, na tym, czy pojawiające się w komiksie krajobrazy i dziwne istoty są do czegoś potrzebne, czy może scenariusz stanowi tylko pretekst do ich pokazania. Tomy „Poszukiwacze zaginionego czasu” i „Niech Piękna zdycha” wyglądają świetnie. Od kreski po kolorystykę, od architektury, przez bohaterów aż po nieprawdopodobne stwory, owady czy ptaki, wszystko w „Azymucie” sprawia, że czytelnik tonie w świecie zilustrowanym przez Jean-Baptiste’a Andréae. Choćby nawet historia opowiedziana przez Wilfrida Lupano była całkowicie pozbawiona sensu czy polotu, seria i tak byłaby warta swojej ceny.

Na szczęście autor scenariusza również staje na wysokości zadania. Może nie zasługuje na peany (przynajmniej na razie; poczekajmy na kolejny album, wtedy wszystko powinno być już bardziej klarowne), z pewnością jednak wykreował świat, który, po pierwsze, dał rysownikowi wielkie pole do popisu, a po drugie, bardzo dobrze broni się sam, urzekając swoją wyjątkowością i uderzającym brakiem podobieństwa do standardowych opowieści fantasy. To świat, którego większość mieszkańców ma obsesję na punkcie czasu; obsesję w dużym stopniu warunkowaną występowaniem tak nietypowych stworzeń, jak Mucha Czasołówka, Ważka Pamiętnica, Ptak Dawnotemu, Kukułka Zegarówka czy Klepsydraw.

Postacie przewijające się przez kolejne strony „Azymutu” chcą zbadać czas, zatrzymać go, odnaleźć Bank Czasu – a wszystkie te starania uzupełnione są sporą dawką surrealizmu, niekiedy mroczną, a innym razem zabawną baśniowością oraz dziwnymi, bez wątpienia zaskakującymi pomysłami scenarzysty. Czy napisałem, że Lupano nie zasługuje na peany? Chyba jednak muszę to odwołać. Co prawda jeszcze nie wiadomo, czy całość jest przemyślana od początku do końca i czy utrzyma wysoki poziom aż do finału, ale w tej chwili działaniom duetu mogę jedynie przyklasnąć.

Póki co w Polsce ukazały się dwa tomy „Azymutu” (nie bez radości dodam, że chyba sprzedają się całkiem nieźle, skoro „Poszukiwacze zaginionego czasu” już czekają na dodruk), a wkrótce rodzimy czytelnik będzie miał okazję przeczytać trzeci. Jak na razie poznaliśmy pierwszo- i drugoplanowych bohaterów oraz napędzające akcję wątki, w tym zniknięcie bieguna północnego czy narodziny Dziwoczka, który nie przypomina żadnego innego przedstawiciela swojego gatunku. Przekonaliśmy się, jak wygląda sposób na poradzenie sobie z upływem czasu stosowany przez Barona Smutka. Myślę, że nie trzeba być odbiorcą tak nietypowym, jak sam „Azymut”, by dać mu się wciągnąć bez reszty. Mówiąc krótko: Wydawnictwo Komiksowe trafiło z tym tytułem w dziesiątkę.
Wilfrid Lupano, Jean-Baptiste Andréae: „Azymut. Tom 1-2. Poszukiwacze zaginionego czasu / Niech Piękna zdycha” („Azimut 1-2. Les Aventuries du temps perdu / Que la belle meure”). Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawnictwo Komiksowe. Warszawa 2016.