Wydanie bieżące

15 kwietnia 7-8 (295-296) / 2016

Jędrzej Dudkiewicz,

FALA NUDY I SCHEMATU (PIĄTA FALA)

A A A
Nie wiązałem dużych nadziei z filmem J Blakesona „Piąta fala” – już zwiastuny zapowiadały, że może to być kolejna, niezbyt przemyślana, choć wciągająca produkcja dla nastolatków. Nie miałem jednak pojęcia, że może być aż tak źle.

Cassie wiedzie spokojne życie gdzieś w Stanach Zjednoczonych. Pewnego dnia na niebie pojawia się ogromny statek kosmiczny. Wkrótce Obcy zaczynają zsyłać na Ziemię kolejne katastrofy, by jak najmocniej przetrzebić nasz gatunek. Ci, którzy przetrwali, muszą żyć w ciągłym stanie zagrożenia, tym bardziej, że najeźdźcy są w stanie zasiedlić ciało człowieka i przejąć nad nim kontrolę. Wkrótce ma nastąpić tytułowa piąta fala, ostateczna zagłada.

Zacznijmy od tego, że film jest niedorzecznie głupi. Już sam plan kosmitów wydaje się całkowicie bezsensowny; przecież przy takich możliwościach, jakimi dysponują, mogliby osiągnąć swoje cele w znacznie szybszy i łatwiejszy sposób. Nie dość na tym; bohaterowie również zachowują się bardzo głupio, nie zadają oczywistych pytań, a nad kwestiami, które niemal krzyczą, że coś jest z nimi nie tak, przechodzą do porządku dziennego. Nie będę oczywiście zdradzać rozwoju fabuły, ale naprawdę zdziwię się, jeśli ktoś w mig nie pojmie, o co chodzi i na czym polega przekręt, jaki przygotowali twórcy.

Dałoby się to jeszcze wytrzymać, gdyby w „Piątej fali” było komu kibicować. Tymczasem wszyscy bohaterowie, co do jednego, wykreowani są w taki sposób, że zdefiniować można ich maksymalnie dwoma określeniami. Nikt tu nie ma charakteru, charyzmy, czegokolwiek, co sprawiłoby, że widz miałby możliwość przejąć się losami postaci. Reżyser dwoi się i troi, żeby wywołać jakieś emocje, ale robi to tak nieudolnie, że tylko pogłębia problem. Zwykle zresztą ogranicza się albo do „smutnej” muzyczki, albo do szybkiego montażu, który sprawia, że w sumie niewiele widać.

„Piątą falę” w pewnym momencie zaczyna się oglądać jak komedię i zgadywać, które jeszcze klisze i schematy pojawią się na ekranie. Ale to też po chwili zaczyna nudzić i irytować, zwłaszcza że produkcja ta obfituje albo w niezwykle oryginalne przesłania (dzieci są przyszłością), albo w skrajnie szowinistyczne treści. Cassie, która początkowo wygląda na całkiem silną osobę, potrafiącą sobie radzić samodzielnie, gdy tylko spotyka chłopaka (oczywiście wyrzeźbionego niczym Adonis), natychmiast zdaje się na niego we wszystkim i zakochuje. A na koniec, w ramach źle pojmowanych „kobiecych obowiązków”, odwdzięcza się za pomoc fizycznym zbliżeniem.

Długo można by wymieniać wady i niedociągnięcia „Piątej fali”. Szkoda na to jednak czasu, podobnie jak na sam film. Najgorsze w tym wszystkim zaś jest to, że twórcy wręcz żenująco ostentacyjnie zapowiedzieli (zagrozili?), że kontynuacja jest jak najbardziej możliwa.
„Piąta fala” („The 5th Wave”). Reżyseria: J Blakeson. Scenariusz: Susannah Grant, Akiva Goldsman, Jeff Pinkner. Zdjęcia: Enrique Chediak. Obsada: Chloë Grace Moretz, Nick Robinson, Liev Schreiber i in. Gatunek: przygodowy, thriller, science fiction. Produkcja: USA 2016, 112 min.