Wydanie bieżące

15 kwietnia 7-8 (295-296) / 2016

Michał Paweł Urbaniak,

POWIEŚĆ PSYCHOLOGICZNA ZAMIAST KRYMINAŁU (LINN ULLMANN: 'WE MGLE')

A A A
„We mgle” – druga z wydanych w Polsce powieści Linn Ullmann, norweskiej pisarki – zaczyna się jak klasyczny skandynawski kryminał – przypadkowym znalezieniem zwłok. Trzech chłopców podczas zabawy natrafia na zakopany w ziemi szkielet. Okazuje się, że to szczątki Mildred, zwanej Mille, wakacyjnej opiekunki do dzieci. Dziewczyna zaginęła dwa lata wcześniej w niewyjaśnionych okolicznościach podczas przyjęcia urodzinowego. Makabryczne odkrycie sprawia, że rodzina Dreyerów, która zatrudniała Mille w ostatnich dniach jej życia, musi się zmierzyć z trudnymi wspomnieniami. Czy w finale „We mgle” zagadka śmierci młodej opiekunki się wyjaśni? Nie jest to takie oczywiste. Kryminalna fabuła wydaje się tylko pretekstem do ukazania wnikliwego portretu współczesnej dysfunkcyjnej rodziny, na której również zniknięcie Mille odcisnęło swoiste piętno.

Linn Ullmann początkowo pokazuje sytuację Dreyerów z punktu widzenia kilku członków rodziny oraz Mille. Jon Dreyer jest wypalonym pisarzem, który kiedyś odniósł ogromny sukces wydawniczy. Podczas feralnych wakacji usiłuje skończyć „trzeci tom tego, co wiele lat wcześniej (wnioskując z tych dwóch tomów, które już zostały wydane) nazywano »wielką trylogią przełomu tysiącleci« oraz »najważniejszą powieścią o nowej Norwegii ostatniego dziesięciolecia«. Oczekiwania w stosunku do tomu trzeciego były przytłaczające, to w tomie trzecim w opinii krytyków literackich wszystko miało »się dopełnić«”. Jon przeżywa jednak kryzys twórczy. Jego żona Siri Brodal to pracowita restauratorka. Na zewnątrz jawi się jako przebojowa, zdyscyplinowana kobieta sukcesu („zawsze wiedziała, co powiedzieć, czy zrobić i zawsze miała na podorędziu uśmiech. Tak właśnie ludzie mówili o Siri”). Natomiast w warunkach domowych staje się ogarniętą obsesjami frustratką, która nie radzi sobie w relacjach z najbliższymi (jest uzależniona od męża, rozpaczliwie stara się zasłużyć na miłość zimnej matki, nie potrafi porozumieć się z dorastającym dzieckiem). Między nimi próbuje odnaleźć się Alma – starsza córka Dreyerów – inteligentna, wrażliwa indywidualistka. Podobnie jak w przypadku Siri, jej miłość do Jona wydaje się mieć chorobliwy wymiar.

Siri, zatrudniając dziewiętnastoletnią Mildred w charakterze wakacyjnej opiekunki dla córek, liczy na to, że ta pogodna dziewczyna zdoła wnieść trochę radości w ich życie. Mówi: „mieszkając z nami, będziesz w pewnym sensie częścią rodziny”. A jednak pojawienie się Mille pogarsza i tak napiętą sytuację w domu Dreyerów. Alma, z początku zainteresowana nową towarzyszką zabaw (między tymi dwiema dziewczynami rodzi się coś na kształt przyjaźni), nagle dostrzega w niej rywalkę. Z kolei Jonowi ciężko zapanować nad pożądaniem. Jednak być może najtrudniej obecność Mille znosi Siri – w nastoletniej niańce widzi siebie sprzed lat („Było coś w tej dziewczynie – może spojrzenie – co przypominało Siri o niej samej w tym wieku. Nie chciała do tego wracać”). Za oschłością i wrogością Siri kryje się współczucie, przed którym ona sama próbuje uciec (bo musiałaby współczuć również nieszczęśliwemu, odrzuconemu dziecku, jakim kiedyś była, a może nawet nadal jest).

Norweska pisarka stopniowo odsłania przejmujące dramaty i wewnętrzne konflikty, jakie czają się za drzwiami zwyczajnego domu zamieszkiwanego przez dorosłych, zdawałoby się, spełnionych ludzi. Tymczasem Jon to człowiek przegrany na wielu frontach, wiecznie uciekający od życia, coraz częściej szukający pociechy w alkoholu. Dawno zarzucił pisanie (w zasadzie tylko udaje, że tworzy), pasożytuje zarówno na utrzymującej go, oddanej mu żonie, jak i na wydawnictwie (ofiarującym hojne zaliczki na poczet powieści, która nigdy nie powstanie). Tkwi w toksycznym związku zbudowanym na silnych emocjach – w tym niewątpliwie miłości – ale też w dużej mierze na kłamstwach i niespełnionych oczekiwaniach. Podejmuje tę specyficzną, trwającą całe lata małżeńską grę (zdaje sobie sprawę z tego, że podejrzliwa Siri kontroluje go na każdym kroku, czyta jego pocztę mailową i wiadomości w telefonie komórkowym). Poza tym wikła się w romanse, które zamiast satysfakcji przynoszą nudę. Nie sprawdza się jako ojciec – Alma pozostaje dla niego „niepojęta. Jak obca litera”. Siri również jest nieszczęśliwa ze swoim uzależnieniem od Jona, zaborczą miłością („Chciała wiedzieć, z kim Jon rozmawia i z kim koresponduje. Chciała być przy nim i słyszeć wszystkie tony jego głosu. Być z nim od A do Z”). Prześladujący ją koszmar senny (w którym Jon chce samotnie wyjechać na dłuższy czas do Niemiec i pomimo histerycznych błagań Siri, nie zmienia swoich planów) ma symboliczny charakter. „Chodzi o to, że nie mogę do ciebie dotrzeć! To jest ważne. Że ty jesteś gdzieś indziej”, tłumaczy Siri i tyczy się to nie tyle snu, co ich małżeńskiej relacji. Trzeba podkreślić, że postępowanie bohaterki to efekt traumatycznych wydarzeń z przeszłości, obsesyjnego lęku przed zniknięciem/porzuceniem – młodszy brat Siri, Syver, umarł, gdy był pod jej opieką. Po jego tragicznej śmierci rodzina się rozpadła: ojciec odszedł, a matka wpadła w alkoholizm. Swoje cierpienia związane ze stratą Syvera Jenny odreagowywała na zaniedbywanej córce.

Opisując bohaterów, pozostających w klinczu własnych traum, nie sposób tu pominąć Mille. I ona przybywa do Dreyerów obarczona bagażem trudnych doświadczeń. Siri dostrzega w niej „wielkie, niezdarne dziecko, które przyjechało do Mailund z całym swoim smutkiem i z całą swoją samotnością, takie bezdennie smutne i bezdennie samotne”. Mille brakowało czułości i miłości rodziców (znacząca jest ta refleksja bohaterki: „Ciało matki przypominało napięte płótno trampoliny – gdy się na nie wpadło, człowiek od razu się od niego odbijał”). Amanda i Mikkel traktowali ją przedmiotowo, jako narzędzie do realizowania własnych ambicji. Inwazyjnie wdzierali się w jej dzieciństwo, potrzebę odrębności, nie próbowali jej poznać. Ojciec zmuszał Mildred do jazdy na znienawidzonych łyżwach, matka – uznana amerykańska artystka – robiła jej tysiące zdjęć, które potem wykorzystywała w swoich projektach. Dorastająca Mille szukała przede wszystkim bliskości („Chciała się w kogoś wtulić, a nie od niego odbić”). Wydaje się, że w relacji z Jonem to właśnie ta potrzeba kieruje nią bardziej niż pożądanie.

Wątek kryminalny w „We mgle” zostaje przesunięty na dalszy plan. Głównym tematem stają się traumy związane z nieprzepracowaną żałobą i/lub poczuciem winy. Podobne historie nakładają się na siebie. Siri obarcza się odpowiedzialnością za śmierć brata, stara się wynagrodzić matce dojmującą stratę, odzyskać jej uczucia (wydaje się, że między innymi dlatego z zapałem organizuje przyjęcie urodzinowe Jenny, którego nikt nie chce, a już na pewno solenizantka). Matka Siri nie może zapomnieć o śmierci Syvera i wybaczyć sobie, że się do niej pośrednio przyczyniła („Wszystkie myśli kończyły się na Syverze. […] Dlaczego wypuściła dzieci same? Dlaczego uparła się, że mają być na dworze? Przecież stały i pukały do drzwi, chciały wejść do środka, ale ona potrzebowała trochę czasu dla siebie, potrzebowała chwili spokoju, to takie ważne przy dwójce małych dzieci”). Jon nie umie wyrzucić z myśli Mille, a Amanda – pogodzić się z jej odejściem (wysyła Dreyerom niepokojące wiadomości związane ze śmiercią córki). Nastoletnia Alma uczy się reagować agresją maskującą wyrzuty sumienia związane z młodą opiekunką. Autorka „Zanim zaśniesz” z godną podziwu przenikliwością tworzy portrety ludzi zagubionych, bezradnych wobec własnych uczuć, wobec traum z przeszłości, wobec „niezawinionych” win.

„We mgle, choć zaczyna się jak kryminał, jest przede wszystkim powieścią psychologiczną – mroczną, głęboką, duszną. Można stwierdzić, że to powieść psychologiczna o bardzo „skandynawskim” charakterze. Pisarze z tego kręgu kulturowego często właśnie w ten sposób przedstawiają toksyczne rodziny – zagubione, okaleczone, obarczone trudnymi doświadczeniami z przeszłości (wystarczy przypomnieć prozę Majgull Axelsson, Anne B. Ragde, Jonasa Gardella czy Tore Renberga). Nie chcę bynajmniej przez to powiedzieć, że Linn Ullmann jest wtórna – w jej książce widać indywidualny styl, odrębną wrażliwość. Na uwagę zasługuje także pewna zabawa z konwencją (zarzucenie – bo tak to można w zasadzie określić – wątku kryminalnego), może ryzykowna, ale interesująca. To wszystko składa się na dojrzałą powieść – przejmujące studium doświadczanej zwłaszcza wśród najbliższych samotności oraz poczucia winy.
Linn Ullmann: „We mgle”. Przeł. Iwona Zimnicka. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2016 [seria: Don Kichot i Sancho Pansa].