Wydanie bieżące

15 kwietnia 7-8 (295-296) / 2016

Miłosz Markiewicz,

MYŚLEĆ KŁĄCZEM (GILLES DELEUZE, FÉLIX GUATTARI: 'TYSIĄC PLATEAU')

A A A
35 lat. Tyle właśnie czasu czekali polscy czytelnicy na wydanie jednej z najważniejszych książek współczesnej filozofii (nie licząc dwóch fragmentów przetłumaczonych w 1988 roku przez Bogdana Banasiaka i opublikowanych na łamach „Colloquia Communia”). Choć wydawać by się mogło, że tak późne publikowanie dzieł filozoficznych wiąże się z niebezpieczeństwem przedawnienia, dezaktualizacji wypowiadanych teorii, to w kontekście przybierającej na sile popularności myśli Deleuzjańskiej okres ten może okazać się atutem. To właśnie dziś przecież przeżywa ona swoisty renesans, odnajdując swoje echa w takich teoriach krytycznych jak posthumanizm, nowy materializm czy nawet ekokrytyka. Kolejni badacze coraz śmielej sięgają po autora „Różnicy i powtórzenia”, opierając swoje rozważania na stworzonych przez niego teoriach. Mowa tu oczywiście o badaczach polskich – na świecie fascynacja ta ma swoje długie tradycje, czego dowodem jest chociażby istniejący od ponad 10 lat „Deleuze Studies Journal” wydawany przez Uniwersytet w Edynburgu. Kto jednak do tej pory chciał się zajmował myślą Gillesa Deleuze’a w naszym kraju, napotykał pewien opór w postaci dosyć znikomej liczby przekładów jego prac. Przez kolejne lata mogliśmy jedynie słyszeć nieśmiałe zapowiedzi wydawnicze (jak chociażby ze strony Krytyki Politycznej, która w serii „Idee” zapowiada „Anty-Edypa” od 2008 roku), jednak z czasem przestaliśmy w nie wierzyć. Dlatego też myśl Deleuzjańska powoli została przesłonięta przez inne koncepcje, utrzymywana w świadomości istnienia, ale niekoniecznie dobrze opracowana (pomijając oczywiście pracę Michała Herera – jego „Gilles Deleuze. Struktury – Maszyny – Kreacje” to wciąż najdokładniejsza i najważniejsza próba przybliżenia polskiemu odbiorcy wykładni francuskiego filozofa). Nie chciałbym tu jednak narzekać – jak już wspomniałem, być może te 35 lat oczekiwania było potrzebne. Już szybkie spojrzenie na to, jak kształtuje się najnowsza myśl filozoficzna, pozwala nam się domyślić, że Deleuze’a będziemy dziś czytać przede wszystkim jako klucz do współczesnych teorii. Nie poddamy się zbyt łatwo w trakcie lektury (o co akurat nietrudno…), nie odłożymy go na półkę, jako bełkotliwego, ale będziemy korzystać z aktualnego stanu wiedzy, aby zrozumieć to, co stało się jej podstawą. Być może dziwna to droga dla myśli, ale na pewno wyprowadzona w duchu Gillesa Deleuze’a i Félixa Guattariego.

Bo też taka właśnie jest filozofia, którą proponują nam autorzy „Tysiąca plateau”, wydanego niedawno nakładem wydawnictwa Bęc Zmiana w tłumaczeniu, nad którym opiekę merytoryczną sprawowała Joanna Bednarek (wspomagana przez Bogdana Banasiaka). Rzeczona książka to drugi tom wspomnianego już „Anty-Edypa”, pierwotnie wydany 8 lat po tym pierwszym – wspólnie mają tworzyć publikację zatytułowaną „Kapitalizm i schizofrenia”. Czy to jednak poważny problem, że dostajemy drugi tom przed pierwszym? Według koncepcji wypracowanych przez Gillesa Deleuze’a i Félixa Guattariego – nieszczególnie. Zresztą już na początku „Tysiąca plateau” informują nas oni, że „plateau czytać można niezależnie od siebie” (s. 1). A rzeczone plateau, czyli kolejne odsłaniane przed nami płaszczyzny, zafałdowane na siebie warstwy myśli, to nie tylko kolejne części tej książki (nie posiada ona rozdziałów, a właśnie opatrzone datami – niekoniecznie chronologicznie poprawnymi – plateau), ale także pozostałe publikacje obu autorów. Dlatego też do lektury „Tysiąca plateau” dobrze jest podejść zapoznawszy się chociażby z „Co to jest filozofia?” (obu autorów) czy opracowaniami Deleuze’a dotyczącymi Spinozy, Leibniza oraz bergsonizmu. To oczywiście jedynie moja sugestia, propozycja stopniowego wchodzenia w opisywany przez autorów świat. Pojawiające się w ich pracach pojęcia przenikają się bowiem wzajemnie i o ile zostają wytłumaczone w „Tysiącu plateau”, to jednak dobrze jest od początku wiedzieć, co Deleuze i Guattari mają na myśli. Problemem tradycyjnej lektury tej książki jest bowiem jej nielinearność – jeśli więc czytamy ją „od deski do deski”, to może się okazać, że któryś z używanych od początku terminów stanie się dla nas jasny dopiero po około 200 stronach.

Jednocześnie jednak to właśnie owa nielinearność jest największą siłą myśli Deleuzjańskiej i sprawia, że lektura „Tysiąca plateau” może stać się niezapomnianą przygodą. Główna nauka, jaką dostajemy od autorów, to rozbicie dotychczasowego porządku myślenia. I słowa „porządku” używam tu nieprzypadkowo. Jeśli bowiem chcielibyśmy jednym słowem streścić tę ponad 600-stronicową publikację, to można by powiedzieć, iż jest to książka o życiu… I nie mam tu na myśli tej konotacji, która prawdopodobnie pojawiła się właśnie w czytelniczej głowie. Deleuze i Guattari pokazują nam, że wszystko, co nas otacza, nie jest martwym przedmiotem, który daje się zmierzyć, skatalogować i umieścić w tabelkach czy szufladkach. Świat, o którym piszą, jest światem żywym, buzującym, nieposkromionym i niepoddającym się porządkowaniu. Nie da się go zamknąć w jedności, umieścić w definicji czy skategoryzować. Jest oparty na wielości – i to nie tej rozumianej przez jedność wielości, ale przez wielość wielości. Jak piszą: „Nie można być wilkiem, jest się zawsze ośmioma lub dziesięcioma wilkami, sześcioma lub siedmioma wilkami. Nie sześcioma czy siedmioma wilkami naraz, w sobie samym, lecz wilkiem pośród innych, (…) istotna jest pozycja masy i przede wszystkim pozycja samego podmiotu w stosunku do sfory, w stosunku do wielości-wilków” (s. 34). W „Tysiącu plateau” dostajemy więc propozycję ontologii wielości. Opowieść o świecie, którego jedyną zasadą porządkującą jest życie-samo-w-sobie. Nic dziwnego, że właśnie w oparciu o tę filozofię Rosi Braidotti stworzyła swoją koncepcję podmiotów relacyjnych, istniejących nie gdzie indziej, jak właśnie w przestrzeni wielości.

Takie też jest myślenie Deleuze’a i Guattariego. Cechują je wielość, witalność i nieugiętość wobec sztywnych procedur. To właśnie dlatego jednym z kluczowych pojęć będzie dla tych autorów „ciało bez organów”, które moglibyśmy w skrócie wytłumaczyć jako organizm pozbawiony tworzącej go organizacji. Już w tym momencie widać więc problem, na który natrafiają Deleuze i Guattari. Sztywne ramy języka są niewystarczające dla ich myśli. Pękają i kruszą się, są rozsadzane od środka przez afirmatywną siłę życiową. Dlatego lektura „Tysiąca plateau” sprawia taką trudność – piszący go musieli wyrwać się spod władzy języka, z narzuconych przez niego ram, a uczynić go narzędziem sobie podległym. Czytelnik musi więc przejść tę samą drogę, jeśli chce zagłębić się w prezentowaną przez nich myśl. Powinien odrzucić prymat rozumu i zostawić za sobą używane dotychczas schematy oraz sposoby porządkowania. Tej myśli nie da się uporządkować, ponieważ jest żywa. Funkcjonuje niczym rozrośnięte kłącze, z którego każdej odnogi może wyrosnąć nowa roślina. Nie da się więc myśleć o tej filozofii w sposób linearny i takie też czytanie jej mija się z celem. Braidotti pisała w tym kontekście o myśli poruszającej się ruchem zygzakowatym i jest to chyba najlepsze określenie (por. Braidotti 2014). Dopóki czytelnikowi nie uda się uciec z pułapki rozumienia, pozostanie na zewnątrz świata, o którym piszą Deleuze i Guattari.

I właśnie tutaj ujawnia się przełomowość „Tysiąca plateau”. W epoce upadku wielkich narracji Deleuze i Guattari powracają do tworzenia „wielkiej” filozofii. Mamy więc do czynienia z klasycznym w swoim rozumieniu dziełem filozoficznym, które nie próbuje opisać wyimka świata, ale objąć go w całości, dostrzec jego funkcjonowanie – a właściwie jego życie. Herer pisał, że „wiele jest w twórczości Deleuze’a rysów, które zbliżają go bardziej do Spinozy czy Leibniza niż do autorów spod znaku postmodernizmu” (Herer 2006: s. 9), a we wstępie do „Tysiąca plateau” wspomina, że sam autor zapytany o gatunek swojego dzieła miał odpowiedzieć: „To filozofia, nic innego jak filozofia, w tradycyjnym sensie tego słowa” (s. IX). Deleuze i Guattari nie dokonują zwykłej dekonstrukcji rzeczywistości, ale opisują ją od nowa, dostrzegając wszystkie dotychczasowe błędy naszego myślenia. Proponują więc zupełnie inne spojrzenie na świat i nasze w nim miejsce. W ontologii wielości nie ma bowiem miejsca na prymat jednostki. To właśnie sprawia, iż myśliciele spod znaku posthumanizmu czy nowego materializmu tak chętnie sięgają po autorów „Anty-Edypa”.

Trudno więc nie dostrzec wartości, jaką niesie ze sobą wydanie po 35 latach „Tysiąca plateau” w polskim przekładzie. Jednak właśnie z powodu czasu, który minął, rażą pewne mankamenty tej publikacji, choć ich charakter jest bardziej organizacyjny niż merytoryczny. Przede wszystkim kwestia tłumaczenia – z niewiadomych powodów czytelnik nie ma możliwości poznania nazwiska, a właściwie nazwisk tłumaczy „Tysiąca plateau”. Ze stopki redakcyjnej dowiadujemy się jedynie o redakcji merytorycznej i językowej przeprowadzonej przez Bednarek. I choć wykonana przez nią praca pozostaje nie do przecenienia, to w trakcie lektury da się zauważyć, iż kolejne plateau są tłumaczone przez różne osoby. Dlaczego więc zespół tłumaczy pozostaje nieujawniony? Wydaje się, że zwłaszcza Fundacja Bęc Zmiana powinna dbać o tego typu działania organizacyjne. Skoro już dostaliśmy pierwsze polskie tłumaczenie słynnego dzieła Deleuze’a i Guattariego, to powinniśmy chyba wiedzieć, czyjej pracy je zawdzięczamy. Poważny niedosyt pozostawia także przedmowa Michała Herera. Mając w pamięci niezwykle ważne wstępy do amerykańskich wydań „Anty-Edypa” (Michel Foucault) i „Tysiąca plateau” (Brian Massumi), można by się spodziewać mocnego tekstu wprowadzającego czytelnika w świat autorów. Tekstu, który nie tylko będzie pozostawiał tropy, ale także oświetli pewne nowe interpretacje, a nawet ukaże niektóre elementy tej myśli przez pryzmat wyraźnej krytyki. Tymczasem przedmowa Herera pozostaje nieco chłodna i zdystansowana. Być może nie chciał on powtarzać treści, które zawarł już w swojej monografii poświęconej Deleuze’owi, jednak wydaje mi się, że od tak wybitnego specjalisty można oczekiwać nieco więcej. Wspomniane już przedmowy Foucaulta czy Massumiego także nie są zbyt długie, ale okazały się na tyle treściwe, iż stały się autonomicznymi tekstami, do których odwołują się badacze myśli Deleuzjańskiej. Nie sądzę, aby podobny los spotkał przedmowę do polskiego wydania „Tysiąca plateau”.

W końcu więc, po 35 latach, polski czytelnik uzyskał dostęp do jednego z najważniejszych dzieł współczesnej filozofii. Rosnąca popularność myśli Deleuze’a i Guattariego pozwala przypuszczać, iż w najbliższym czasie otrzymamy przekłady ich kolejnych publikacji (jak chociażby zapowiadana przez wydawnictwo Eperons-Ostrogi książka tych autorów poświęcona Kafce). „Tysiąca plateau” nie trzeba rozumieć w całości. Najlepszym sposobem lektury tej pozycji są prawdopodobnie kolejne rozstania i powroty, a także pewna wybiórczość czytania. Można oczywiście nie zgadzać się z myślą Deleuze’a i Guattariego, ale nie zmienia to faktu, że właśnie przybyła kolejna pozycja, która powinna znaleźć się w biblioteczce każdego humanisty (i nie tylko).

LITERATURA:

Braidotti R: „Po człowieku”. Przeł. J. Bednarek, A. Kowalczyk. Warszawa 2014.

Deleuze G., Guattari F.: „Anti-Oedipus”. Minnesota 2000.

Deleuze G., Guattari F.: „A Thousand Plateaus”. Minnesota 2005.

Herer M.: „Gilles Deleuze. Struktury – Maszyny – Kreacje”. Warszawa 2006.
Gilles Deleuze, Félix Guattari: „Tysiąc plateau”. Red. Joanna Bednarek. Fundacja Nowej Kultury Bęc Zmiana. Warszawa 2015.