Wydanie bieżące

15 kwietnia 7-8 (295-296) / 2016

Kamila Czaja,

ŁASKA DOBREGO WARSZTATU (ANNA KAŃTOCH: 'ŁASKA')

A A A
Gramatyka bestselleru.
Anna Kańtoch, ceniona (pięć Nagród Zajdla!) autorka fantastyki, już we wcześniejszych książkach wykorzystywała elementy innych gatunków. Na przykład zbiory opowiadań o Domenicu Jordanie, chociaż pod wieloma względami reprezentują klasyczną fantasy, zawierają wyraźne wątki kryminalne, a powieść „Czarne” (2012) wymyka się prostym klasyfikacjom – i między innymi dlatego tak bardzo wciąga. Kańtoch ma taką sprawność w konstruowaniu bohaterów, miejsc i dialogów, że radzi sobie w rożnych formach, nie schodząc poniżej pewnego satysfakcjonującego poziomu. Tym razem autorka sięga po gatunek, który przeżywa (kolejną już) młodość i niewątpliwie kusi, by się z nim zmierzyć. Jak wypada spotkanie Kańtoch z kryminałem?

Niełaskawa epoka

Podczas lektury „Łaski” można odnieść wrażenie, że autorka stara się równocześnie nadążać za trendami i chociaż trochę się im przeciwstawiać. W efekcie dostajemy kryminał retro, ale nie za bardzo retro: kilka wstawek jest z 1955 roku, reszta akcji toczy się w połowie lat 80. Pozwala to ukazać świat wprawdzie już miniony, ale nie zmusza do odtwarzania realiów naprawdę odległych. Poza tym 1985 rok nie kojarzy się z niczym wyjątkowym, nie pobudza natychmiast wyobraźni, świat przedstawiony jest PRL-owsko ponury, ale przy tym dość zwyczajny. I bardzo dobrze, bo ta zwyczajność to jeden z największych atutów książki Kańtoch – nie tylko dlatego, że na tle szarej codzienności seria morderstw szokuje mocniej. Pisarka w pojedynczych fragmentach nieco wprawdzie przesadza z nagromadzeniem najbardziej typowych rekwizytów epoki, ale najczęściej świetnie sobie radzi z prezentowaniem małego miasteczka w latach 80. Chwilami przewrotnie gra też z typową dla tamtego okresu młodzieżową powieścią, zdając się mówić: „Nie, dzieci nie powinny same tropić złoczyńców, bo to zwyczajnie niebezpieczne”.

Kańtoch ma dużą umiejętność przeskakiwania nie tylko między 1955 a 1985 rokiem, ale i między miejscami. Buduje kilka mikroscenerii (dom, szkoła, posterunek, klasztor), które wystarczająco się między sobą różnią, żeby czytanie o nich intrygowało, ale przy tym są na tyle spójne, że wyłania się z nich wiarygodny obraz niewielkiej społeczności wpisanej w te czasy i lokalizacje. Co więcej – i to chyba najbardziej imponująca cecha „Łaski” – każda postać, nawet trzecioplanowa, ma swoją historię i osobowość, znajduje się w danym miejscu z konkretnego powodu i nie służy tylko mechanicznemu popchnięciu akcji.

Niełaskawa psychika

Z licznych osób przewijających się przez powieść najważniejsza jest jednak Maria Lenarczyk – w 1955 roku zaginiona dziewczynka, po tygodniu znaleziona w lesie, a w dorosłym życiu (1985) osoba mocno pogubiona prywatnie i zawodowo. Ze względu na tajemnicę z przeszłości i powiązanie z ludźmi zamieszanymi w morderstwa kobieta siłą rzeczy jest w centrum wydarzeń, ale jej próby rozwiązania zagadki toczą się równoległe do oficjalnego śledztwa. Na plus trzeba zaliczyć Kańtoch, że nie wyposaża swojej bohaterki w szczególne „moce”, lecz każe jej dość realistycznie oceniać amatorskie szanse: „Gdyby była prawdziwym detektywem, jakiego przez cały dzień udawała […]. Była jednak zwyczajną nauczycielką […]” (s. 337).

Portret psychologiczny Marii to mocna strona powieści. Osadzenie akcji w latach 80., kiedy o takich problemach mówiło się mało (a najchętniej – wcale), sprawia, że trauma i depresja nabiera nawet bardziej dramatycznego charakteru, pogłębiając i tak już poważne wyalienowanie bohaterki, a introspekcje wypadają wiarygodnie: „Czasami żałowała, że nie jest naprawdę chora. Nie na banalną grypę, ale na coś poważniejszego, może nawet śmiertelnego. Przynajmniej miałaby usprawiedliwienie, dlaczego nie radzi sobie z własnym życiem” (s. 100). Może nie jest to postać, która zawładnie masową wyobraźnią, ale też nie irytuje – w przeciwieństwie do wielu zaludniających kryminały „skomplikowanych”, „wyjątkowych”, nierzadko przeszarżowanych bohaterów.

Niełaskawy gatunek

Kryminał tylko pozornie jest gatunkiem wdzięcznym (i łaskawym). Zmylić mogą stosunkowo wyraźnie określone reguły gry, a popularność tego typu literatury to broń obusieczna – łatwiej przyciągnąć czytelnika, ale trudniej go zaskoczyć. Im więcej się czyta kryminałów, tym silniejsze ma się przekonanie, że wszystko (przynajmniej w ramach jakiegoś sensu) już było. W „Łasce” też mamy w dużej mierze to, co znane z innych przykładów gatunku: mała społeczność, bohaterka z tajemnicą, milicjanci na tropie – i przebiegły morderca.

Warto jednak docenić fakt, że konstrukcja książki jest elegancka i misterna, a Kańtoch subtelnie gra z czytelniczymi oczekiwaniami – choćby wobec dzielnego milicjanta, który w „Łasce” okazuje się nieszczególnie sympatyczny czy genialny. Kwestie damsko-męskie także zostają rozwinięte inaczej niż w sztampowych fabułach. Sama główna zagadka, jeśli spróbować ocenić ją bez zdradzania szczegółów, udaje się nieźle, chociaż finał chyba nieszczególnie zaskakuje (ale i, co też nieczęste, nie rozczarowuje i ma sens w kontekście całości). Fani gatunku pewnie się domyślą, co i jak, ale nawet wtedy można podziwiać rozsiane po powieści mylne tropy i delikatne podpowiedzi. Zaskoczenia i emocje zresztą też tu są, tylko raczej „po drodze” niż przy zakończeniu. Wrażenie robi przede wszystkim troska o szczegóły i umiejętność dokonywania eleganckich przesunięć w ramach konwencji. Bohaterka „Łaski” upomina samą siebie: „Maria, która wiedziała, że Stenzel jest samotny, spodziewała się zapuszczonej nory albo wprost przeciwnie – pedantycznie wysprzątanych pokoi, gdzie każda rzecz ma swoje miejsce. Tym czasem mieszkanie Ryśka okazało się zdumiewająco zwyczajnie, trochę zagracone, ale miłe i przytulne. »Myślisz stereotypami«, skarciła się w duchu” (s. 347). Autorce książki udaje się często wyrwać z takiego myślenia.

Łaskawy werdykt

Pierwsze dwie „niełaskawości” – epoki i psychiki bohaterki – Kańtoch z premedytacją kreuje i wdzięcznie wygrywa ich literackie zalety. Trzecia „niełaskawość” – gatunkowa – to już efekt uboczny wyboru kryminalnej formy. Ale nawet jeśli w tej powieści kryminalnej człon „powieść” (obyczajowa, psychologiczna) wypada lepiej niż człon „kryminalna”, to po „Łaskę” zdecydowanie warto sięgnąć. Takie rozłożenie akcentów ma zresztą tę zaletę, że na książkę skusić się mogą także osoby zwykle sceptycznie nastawione do gatunku. Z kolei dla fanów kryminału będzie to pod wieloma względami ciekawa lektura – mimo elementów brzmiących znajomo (co wynika chyba głównie z deklarowanych przez autorkę inspiracji modelem skandynawskim). Jak na debiut w tym gatunku „Łaskę” charakteryzuje naprawdę niewielka liczba oczywistości i „szwów” (czyli na przykład fragmentów, w których łopatologicznie wyjaśnia się powiązania przyczynowo-skutkowe).

Wspomniany na początku recenzji solidny warsztat pisarski Kańtoch sprawia, że autorka z nowym wyzwaniem radzi sobie jeśli nie aż imponująco, to na pewno bardzo dobrze. „Łaska” nie zrewolucjonizuje gatunku, ale autorka niewątpliwie ma świadomość jego reguł i wie też, kiedy je trochę nagiąć. W efekcie proponuje książkę ładnie napisaną i stosunkowo świeżą. Już to wydaje się dla czytelników spragnionych kryminałów wysokiej jakości (a zasypywanych takimi jakości często wysoce wątpliwej) całkiem sporą łaską.
Anna Kańtoch: „Łaska”. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2016 [seria: Ze Strachem].