Wydanie bieżące

1 maja 9 (297) / 2016

Anita Jasińska,

PĘKNIĘTY SZEW (MARY CHAMBERLAIN: 'KRAWCOWA Z DACHAU')

A A A
Ada, córka ubogich londyńczyków, za chwilę wyjedzie z kraju i uda się w romantyczną „podróż życia”. Przeczuwa, że poznany przypadkiem mężczyzna, inicjator wyjazdu, oświadczy się jej i pomoże spełnić marzenia o luksusowym domu mody. Jest przecież świetną i ambitną krawcową, zna się na najnowszych trendach. Głucha na spływające zewsząd informacje o wiszącej nad Europą wojnie – wyjeżdża do Paryża. Jest sierpień 1939 roku. Dziewczyna, tak jak podejrzewa, odmienia swoje losy. Będzie musiała zmierzyć się z wojenną traumą i odnaleźć w świecie zarezerwowanym dla mężczyzn. Będzie próbowała przeżyć i ocalić godność.

To historia wielu materiałów: wymagającej czułości organzyny (s. 252), którą uosabia zagubiona Ada, tajemniczej i eleganckiej kobaltowej mory (s. 213), potrzebnej do barwnego opisu przedwojennego Londynu, który – gdy ma się kilka funtów i odpowiednie towarzystwo – skrzy się od brylantowych żyrandoli, surowego jedwabiu, rzadkiej i szlachetnej tkaniny (s. 155), towarzyszki wielkich przyjęć i sromotnych porażek, a w końcu także historia zachłannego dżerseju (s. 232) rysującego obraz czytelnika, który łapczywie chwyta nitki liter, by dokończyć dzieła i doczytać tę fascynującą opowieść.

„Krawcowa z Dachau” Mary Chamberlain zdaje się opowiadać „historię kobiecego głosu”. Głosu, który przez swą naturę skazany zostaje na wyciszenie i niemal całkowite pominięcie. W toku lektury pojawiają się mistrzowsko rozpisane sceny, które jednoznacznie wskazują na słabą pozycje kobiet w zachodniej Europie. W tej samej Europie, w której nie przestawało się mówić o sukcesie sufrażystek, ich zaangażowaniu w zdobywanie praw wyborczych i walce o równouprawnienie. U brytyjskiej autorki, która sytuuje czas akcji wokół wydarzeń II wojny światowej i tuż po niej, pobrzmiewają jeszcze wyraźne mizoginistyczne sądy charakteryzujące się chęcią wykluczenia kobiet z przestrzeni publicznej oraz jawną pogardą. Pozycja utrzymana zostaje w oskarżycielskim tonie, zakrywanym nieco przez fałdy grubego materiału oraz barwny opis sukien i żakietów.

Powieść Chamberlain bardziej niż gorący flirt przypomina historię wojennego przetrwania, która przez to, że opowiedziana z perspektywy innej niż męska, blaknie i traci na wartości. Kobieca, alternatywna opowieść snuta przez Adę nie jest więc warta uwagi. Po zakończeniu niemieckiej okupacji brytyjskie kobiety nie dostają pieniężnej rekompensaty, na którą mogą liczyć wszyscy wracający z zza granicy mężczyźni. W rzeczywistości, jak pisze autorka w rysie historycznym, stanowiącym dodatek do książki, działo się jeszcze gorzej. Kobietom odmawiano nawet prawa do zorganizowanego powrotu do kraju, musiały radzić sobie same i działać na własną rękę. Finałem całej historii, nie tylko na płaszczyźnie fabularnej, jest doskonale zarysowany fragment rozgrywający się w sali sądowej. Chamberlain od pierwszej strony książki tak buduje tok narracji, by czytelnik wchłonął świat początku XX wieku i na moment, na potrzeby jednej chwili, stał się Brytyjczykiem z tamtych lat.

Paradoksalnie jest to jednak powieść o mężczyznach. To oni tworzą trzon akcji i przyzwalają na jej rozwój, nadbudowując kolejne treści. Przybierają postać ręki mistrza, która dopisuje dalsze wypadki w życiu głównej bohaterki. Odgrywają rolę nadrzędną, mając bezpośredni wpływ na życie Ady. Dziewczyna bywa marionetką w rękach angielskich dżentelmenów. Takich, którzy za sprawą literackiej mocy sprawczej konstruują powieściowy schemat nieprzychylny kobiecie. Wśród całego atlasu nieudolnych adwokatów, niezainteresowanych sprawą sędziów i okrutnych alfonsów znajdzie się też miejsce dla tych, którzy zachowują dobre imię – ojca i brata tytułowej szwaczki, podstarzałego księdza i amerykańskiego żołnierza Franka. Mącicielski obraz zostaje subtelnie wyważony.

Pomimo silnie zarysowanego i uwydatnionego wątku społeczno-politycznego oraz fragmentarycznych, ale znamiennych ustępów o życiu obozowym, książka w ogólnym rozrachunku nie okazuje się historycznie przeładowana. Autorka odnajduje balans pomiędzy tym, co w Dachau i Auschwitz, a tym, co w Londynie i Paryżu. Przejścia od indywidualnej, fikcyjnej opowieści do powszechnej wielkiej historii zdają się zachowywać równowagę. Nie słychać trzasków i zgrzytów prozatorskich pęknięć. Jednego razu wszystko tu lśni i opływa luksusem, gra wybitna orkiestra jazzowa, a kelner donosi kolorowe koktajle, drugiego zaś świat szarzeje i ogranicza się do odgłosów zmęczonej maszyny do szycia w domu komendanta obozu, a zimno wgryza się w spracowane palce. W oddali słychać płacz małego chłopca.

Opisy stworzone przez Chamberlain są tak realistyczne, że wydają się fizycznie namacalne. Pisarka w interesujący sposób opowiada o cielesności swoich bohaterów – to ciało piękne i młode oraz stare i brzydkie, w stanie rozkładu i w chwili erotycznego uniesienia, w czasach swojej świetności i słabości fizjologicznej. Nie brak tu ani intymności i bliskości, ani brutalizacji i wulgaryzacji. Język nie zahacza o kicz i nie jest monotonny, wciąż ulega przeobrażeniom i zmienia poetykę. Nic tu nie jest stałe i dane raz na zawsze. I choć w kilku miejscach akcja niebezpiecznie zwalnia, stając się nie tyle nużąca, co przewidywalna, a Ada Vaughan czasem traci wigor i blask pierwszoplanowej bohaterki z krwi i kości na rzecz papierowej postaci trzeciego planu trzeba przyznać, że powieść napisana jest z niezwykłą swobodą i dbałością o każdy literacki szczegół. To romans, dramat wojenny i kryminał zmieszany w finezyjny melanż.

Szycie okaże się marzeniem, sposobem na przeżycie, źródłem zarobku, oderwaniem od trudnej rzeczywistości, a w końcu przekleństwem. Los w tej powieści bywa przebiegły i okrutny. To, co mogło stać się sukcesem i przynieść chwałę, niechybnie okazuje się grzechem i niezbywalną winą.

Niestety, „Krawcowa z Dachau” pada ofiarą sztampowych i nieprzemyślanych zapowiedzi obecnych przede wszystkim na portalach książkowych i stronie wydawnictwa. Jawi się czytelnikom jako kolejny płomienny romans z wojną tle, która zdaje się być jedynie obyczajowym akcentem niejako dopełniającym historię młodej szwaczki uwikłanej w niezwykłą znajomość. Historią dziewczyny, która wyrywa się ze swego skromnego świata i ucieka w świat blichtru i drogiej whisky, by w końcu znaleźć się w pogrążonej w chaosie kulturalnej stolicy tej części świata. Opis spłyca opowieść, pozbawiając lekturę tego, co najcenniejsze – niecodziennej bohaterki, historycznych źródeł miejsc i postaci przewijających się przez całe dziełko, obyczajowych realiów powojennego, londyńskiego wymiaru sprawiedliwości oraz rzetelnego opisu sytuacji kobiet na Wyspach.

Dzieła autorki nie były dotąd tłumaczone na język polski, „Krawcowa z Dachau” jest więc jej debiutem na polskim rynku wydawniczym i być może powtórzy sukces powieści odniesiony w innych krajach. Prawa do książki zakupiło już osiemnaście państw, co może zapowiadać jeszcze szybszy rozwój międzynarodowej kariery. Jej najnowsza książka, w kontrze do wcześniejszych naukowych publikacji (skupiających swą uwagę na zagadnieniach dotyczących procesu kształtowania się narodu na Wyspach Karaibskich oraz jego dynamicznym przemianom i nieustannym ewolucjom), to literatura, która „zasłania”. Pełna niedopowiedzeń i luk, sprawia wrażenie niedopisanej i nieobszytej, postrzępionej i niezałatanej. Takiej, która nie jest opowieścią dokończoną, urywa się nagle, prując swój najmocniejszy szew.
Mary Chamberlain: „Krawcowa z Dachau”. Przeł. Dominika Lewandowska. Świat Książki. Warszawa 2016.