Wydanie bieżące

1 maja 9 (297) / 2016

Anna Katarzyna Dycha,

MARIA PESZEK Z KARABINEM (MARIA PESZEK: 'KARABIN')

A A A
Była już „śmieciową królową” kolekcjonującą stany lękowe. Na poprzedniej płycie „Jezus Maria Peszek” dała bowiem wyraz swojemu załamaniu nerwowemu. Można powiedzieć – czego się nie robi dla promocji płyty. Specjalna reklama nie była zupełnie potrzebna. Album bronił się sam. Broni się też „Karabin” – nowe wydawnictwo. Bronią się przebojowe piosenki z mocnymi, nośnymi tekstami. W ustach Marii Peszek brzmią niezwykle przekonująco. „Jaka ze mnie gwiazda?”

Już w pierwszym utworze „Gwiazda” artystka odwołuje się do poprzedniej płyty. „Jaka ze mnie gwiazda, chyba że Dawida, Jezus Maria Peszek, syn i córka Żyda” – wyśpiewuje. Geneza tego tekstu wiąże się z autentyczną historią. W pewnym wywiadzie wspominała, że po jednym z koncertów na busie zespołu zobaczyła napis „Maria Jude Gwiazda”. Na płycie jest też kilka innych piosenek inspirowanych prawdziwymi wydarzeniami. Tekst utworu „Krew na ulicach” artystka napisała po zamachach w Paryżu w 2015 roku. Z kolei tytułowym „Elektrykiem” jest Lech Wałęsa, „co kiedyś wolność zaświecił jak światło”. Maria Peszek nawołuje: „Róbmy miłość, a nie wojnę” i „włącza miłość jak światło”. Pacyfistyczną wymowę ma też „Żołnierzyk” („żadna wojna nie jest święta, każda wojna jest przeklęta”). Utwór „Jak pistolet” zaczyna się od słów: „Ta historia jest prawdziwa i dlatego taka smutna”. To opowieść o zakochanych w sobie dziewczętach, które popełniły samobójstwo w lesie. Artystka przytacza też historię „Samotnego taty”, który poszukuje mamy dla swojej córki. Internet zawodzi, więc rozwiesił kartki w parku. Bo przecież „tylko ty i ja ma sens” („Tu i teraz”).

Polska A B C i D”

Artystka bierze też na warsztat Polskę. Kraj, w którym wciąż królują podziały. W singlowym „Polska A B C i D” śpiewa: „daj mi być sobą, pozwól mi żyć, inny nie znaczy gorszy lub zły”. Przypomina podziały („dzieli nas wszystko, nie łączy nic”, „można dzielić Polskę tnąc krzyżem jak brzytwą”), ale też radzi („nie bój się bać, nie bój się w miejscu stać, […] ale gdy przejdzie dzień, a właśnie jest ten czas, otwórz oczy i skacz”). W melodyjnym refrenie w części zaśpiewanym po angielsku spostrzega: „Bo nic nie jest takim, jakim się wydaje, so don’t judge the book by its cover”. Swój niepokój wyraża też w utworze „Ogień”. „Nic nie muszę, wszystko mogę, nie zgasicie tego ognia, który płonie w mojej głowie, głowa mi płonie i płoną mi dłonie, słowo może więcej niż pistolet” – śpiewa Peszek. Walka o prawo do inności trwa. W „Modern Holocaust” artystka idzie jeszcze dalej. Polskę nazywa „krajem nienawiści”, palenie „Tęczy” na warszawskim placu Zbawiciela porównuje do palenia ludzi (czyt. Żydów) w stodole. Ktoś grozi jej śmiercią. „Śmierdzisz lesbą, ty lewackie ścierwo, głupia suko, żydowska kurewno” – czyta w liście. I odpowiada: „Bo nie jest tak, że zło to Putin czy Bin Laden, ty też w domu masz własny swój karabin. Hitler albo Stalin, zło jest w każdym z nas, zło robimy sami”. W finałowym „Ej Maria” wszyscy, którzy myślą jak Peszek mogą wykrzyczeć z artystką: „la, la, la”.

Bezkompromisowy przekaz, przebojowa muzyka

Muzycznie ta płyta leży bardzo blisko poprzedniej. Dużo tu ciekawie podanej elektroniki mieszającej się z alternatywą. Jednak to słowa grają tutaj kluczową rolę. Podkłady Michała „Foxa” Króla są nośne, taneczne, przebojowe. Pozostają w kontraście do mocnych tekstów Peszek. Szkoda tylko, że artystka nie zdecydowała się czasem „mrugnąć okiem”, wyjść z roli pokrzywdzonej i niezrozumianej artystki. Tym albumem Peszek naraża się wielu środowiskom – od hejtujących w Internecie, po fanatyków na ulicach. Jednak to jej świadomy wybór. Bezkompromisowy przekaz, do bólu wykrzyczane teksty. Ciekawe, jaki będzie kolejny artystyczny krok Marii Peszek.
Maria Peszek: „Karabin” [Warner, 2016].