Wydanie bieżące

15 maja 10 (298) / 2016

Magdalena Piotrowska-Grot,

W CIENIU LITERATURY/LITERATURA W CIENIU (AGATA BIELIK-ROBSON: 'CIENIE POD CZERWONĄ SKAŁĄ')

A A A
Niejeden literaturoznawca, uwikłany w wymogi współczesnej nauki, zadaje sobie z pewnością pytanie, gdzie znaleźć dla siebie miejsce. Jak pozostać wiernym swojej dyscyplinie i jednocześnie istnieć, rozwijać się, koegzystować ze światem nauki, który już dawno przekroczył wszelkie możliwe progi inter-, trans- czy multidyscyplinarności. Choć bardziej niepokojącym zjawiskiem może okazać się fakt, iż nikt już nie kłopocze się by nawet sobie, w zaciszu pracowni, zadawać to pytanie. Agata Bielik-Robson, choć jej nowa książka nie dotyczy per se sztuki interpretacji czy sytuacji współczesnej humanistyki, rozpoczyna „Cienie pod czerwoną skałą. Eseje o literaturze” od bardzo śmiałego stwierdzenia, iż wbrew licznym kierowanym w stronę jej prac zarzutom, badaczka nie traktuje literatury instrumentalnie w negatywnym znaczeniu tego określenia. Ciśnie się na usta pytanie, czy dla badacza komfort braku takiego „użycia”, szeroko pojętego pragmatyzmu, jest w ogóle możliwy?

W ukryciu

Zatapiając się w lekturę kolejnych rozdziałów, nakierowani tak przez autorkę, przez dłuższy czas czytamy tę książkę z zamiarem prześledzenia, czy aby na pewno udaje się zrealizować wstępne założenia i udowodnić nam, iż za owymi użyciami kryje się „życie” literatury. Retoryczna sprawność Bielik-Robson, uwodzicielski język wywodu, uparte drążenie nowych korytarzy w rozważaniach filozofów i myślicieli, których znamy z poprzednich prac autorki, to zdecydowane atuty omawianej publikacji. Łatwo więc zapomnieć o wstępie i traktować zamieszczone w tomie eseje jako osobne, zamknięte całostki. Warto jednak wytrwać w lekturze, której tory wyznacza przywołany wstęp.

Przeglądając wybór pisarzy/myślicieli, których omawia autorka, napotykamy na tych, którzy towarzyszyli jej w poprzednich publikacjach. Powtarzają się nazwiska, nowe są zestawienia i miejsca otwarcia danego filozoficznego systemu na odczytanie lub możliwość wykorzystania przedstawionych wniosków jako narzędzi interpretacyjnych. Czerpanie z różnych systemów, przemieszanie porządków, pomijanie diachronii w procesie lektury poszczególnych pism mogą z łatwością doprowadzić czytelnika do wniosku, iż literatura użyta zostaje zbyt swobodnie. Warto jednak zadać w tej chwili istotne pytanie – czy współcześnie znajdziemy jeszcze miejsce dla takiego normatywizmu? Użycie literatury jest właściwie w pełni uprawomocnione, każdy badacz/czytelnik używa jej w ten czy inny sposób, zawsze w jakimś stopniu naddając jej subiektywne perspektywy oglądu i zaszczepiając nowe sensy.

Książka Bielik-Robson to zbiór 15 esejów, z których każdy traktuje o literaturze i filozofii jednocześnie. Przedstawione w nich rozważania dotyczą różnych aspektów kryptoteologii literatury, przedstawiając pisarzy i filozofów, którzy zmagają się z problemem duchowości człowieka współczesnego, słabą ontologią, ukrytym bogiem czy problemem nicości. Autorka wydobywa z poszczególnych tekstów to, co teologia jawna, centralizująca figurę silnego boga, pozostawiała długo w cieniu, dominując w mentalności kultury europejskiej. Te kwestie nie pozostawiają w omawianej książce właściwie żadnych wątpliwości, w pewien sposób wręcz syntetyzują te bardzo istotne horyzonty współczesnej humanistyki.

Pewien trud rodzi inna kwestia, mianowicie próba ustalenia, czy w poszczególnych lekturowych zmaganiach autorki to teksty filozoficzne stoją w cieniu literatury, czy literatura przyćmiewana jest przez kolejne odsłony rozważań Harolda Blooma, Waltera Benjamina czy Franza Rosenzweiga. Bielik-Robson wskazuje na agon, jaki we współczesności zauważyć można pomiędzy literaturą a właśnie „teologią jawną”. Konflikt taki można jednak z łatwością zauważyć także pomiędzy literaturą a filozofią (bardziej zaś pomiędzy filozofami a literaturoznawcami). Dla wielu czytelników ta linia demarkacyjna nie będzie w ogóle potrzebna. Tekst kultury, bez względu na złudne i mylące nieraz przyzwyczajenie katalogowania, definiowania, poza wszelkimi dookreśleniami pozostaje literaturą, zdarzeniem tekstowym poddawanym lekturze. Sama autorka oddziela jednak literaturę od rozważań filozoficznych, pozostańmy więc przy tych podziałach.

Wracając jednak do kluczowych zagadnień „Cieni pod czerwoną skałą”, trudno nie przyznać autorce racji, kiedy odważnie mówi, iż potrzebuje literatury i, owszem, używa jej z pełną premedytacją. Tak przedstawiona perspektywa lekturowa z łatwością pozwala odwrócić ów zarysowany powyżej układ i pokazać, iż te dwa rodzaje narracji (filozofia i literatura) nie kryją się wzajemnie w cieniu, nie wchodzą w konflikt. Przeciwnie, jak mówi Bielik-Robson, oświetlają swoje znaczenia, uzupełniają się wzajemnie, pozwalając ujrzeć głębsze warstwy semantyczne, ubogacając w ten sposób nie tylko proces lektury, ale także odbiorcę. Ważnym aspektem i wyraźną inspiracją dla autorki omawianej książki, nie tylko w samym procesie odczytywania otwieranych przez poszczególne utwory znaczeniowych ścieżek, zdaje się być, niejednokrotnie przez nią omawiana, filozofia dialogu. Dialog filozofii i literatury (także filozofa i literaturoznawcy) jest bowiem tym, co szczególnie interesuje badaczkę w prezentowanych esejach. Przyświeca im niejako nawet wówczas, kiedy bezpośrednio nie odnoszą się one do tego zjawiska. Ważnym rysem prezentowanej książki, jej walorem kompozycyjnym jest to, iż po przeprowadzeniu wstępnych ustaleń i przybliżeniu czytelnikowi metody podawczej Bielik-Robson nie powraca już obsesyjnie do tych treści. Przeobraża się w czytelnika, wprawia w ruch teksty przy pomocy kolejnych odczytań, zatapia się wraz ze swym odbiorcą w literacką filozofię i filozoficzną literaturę.

Kierując się słowami wstępu zatytułowanego „Kryptoteologie literatury”, warto skupić się na tym, iż według autorki, każdy tekst literacki ma swojego ukrytego boga. Tym, co może jednak budzić zastrzeżenia, nie będzie sposób czytania czy rodzaj użytych narzędzi, takie ograniczenia byłyby bowiem współczesnej humanistyce nie tylko niepotrzebne, ale także dla niej samej niebezpieczne. Linia demarkacyjna oddzielająca lekturę tekstów filozoficznych i literackich nie jest więc konieczna, niepokojące mogą jednak okazać się proporcje i (nad)użycia. Interpretacja, mimo wszystkich rozluźnionych już dawno więzów, powinna znać umiar. Bez względu bowiem na najlepsze i najszlachetniejsze intencje badacza, jeden typ dyskursu zawsze może niebezpiecznie przyćmić ten drugi lub zaszczepić w czytanym tekście/utworze treści, których w nim zwyczajnie nie ma. Poszukiwanie ukrytego „boga tekstu” jest niezwykle ciekawym zabiegiem. Należy pamiętać jednak, iż niebezpiecznym byłoby poszukiwanie go tam, gdzie się nie ukrywa, lub umieszczanie w tekście nie tego „boga”, który w nim „zamieszkał”. Prawdopodobnie pożytki takiego lekturowego trybu, jaki reprezentuje Bielik-Robson, równoważą jego niebezpieczeństwa, na jedne i drugie należy jednak zwrócić szczególną uwagę.

Lekturowy pragmatyzm

Do lektury omawianej książki należy podejść, czyniąc uprzednio wstępne ustalenia. Dla zrozumienia tak skonstruowanego zbioru esejów kluczowe są kategoria podmiotu i reprezentowany model lektury. Dla nikogo, kto spotkał się z poprzednimi pracami Bielik-Robson, nie jest tajemnicą, jak istotne są dla autorki badania nad współczesną podmiotowością. Ta fascynacja ujawnia się na każdym szczeblu lektury prezentowanego zbioru. Nie popadając w biografizm, autorka analizując teksty – czy to literackie, czy filozoficzne – wyraźnie zaznacza obecność piszącego podmiotu. Przytacza ogólne systemy ideowe poszczególnych twórców, zaplecze lekturowe, kluczowe doświadczenia egzystencjalne, przeżycia jednostkowe lub pokoleniowe. Teksty nie funkcjonują więc w tych esejach jako wypreparowane osobne byty, budują całostki, systemy. Nie zawsze są to „naturalne” odtworzone jedynie pejzaże i tła omawianych tekstów. Czasami autorka nie waha się tworzyć misternych konstrukcji, zestawiając ze sobą tekstowe światy twórców odległych światopoglądowo czy pokoleniowo. Niejednokrotnie odwróci perspektywę odczytań, komplikując prosty model poznawczy, w którym to filozofia pomaga interpretować i opisywać dzieło literackie. Autorka zamienia bieguny i objaśnia filozoficzne założenia przy pomocy tekstu literackiego, co przynosi ciekawe efekty na przykład w przypadku czytania filozofii Hansa Blumenberga Simonem Beckettem. Oczywiście nie są to wybory na miarę niedokonywanego dotychczas eksperymentu, rzadko jednak spotyka się autorów, którzy mówią o tym wprost, wychodzą od takiego właśnie założenia czy dokonują tak dalekich wycieczek jak czytanie Simonem Beckettem Kartezjusza.

Istota podmiotowości w tej książce unaocznia się także w osobie samej autorki-czytelniczki. Bielik-Robson jest w swoich tekstach i nie ucieka od pewnych odpowiedzialności czytającego-piszącego. Tak, jak istotne są historie i zaplecza lekturowe omawianych przez nią twórców, tak i jej subiektywne odczytanie, „przepuszczenie” tekstów przez własne wnętrze, czytelnicze doświadczenia i książkowe upodobania nie są tabuizowane, co nadaje tej książce wyraźniejszy rys indywidualności niż choćby w publikacjach: „»Na pustyni«”. Kryptoteologie późnej nowoczesności” i „Erros. Mesjański witalizm i filozofia”. Odróżnia to prezentowane eseje, podkreśla ich specyficzny koloryt, wpływa także na czytelnika, zachęconego niejako do takich prób lektury własnej.

Dyskusja (nie)skończona

Omawiana książka otwiera dyskusję. Oczywiście nie sposób ukrywać, iż chodzi o dyskusję, którą humanistyka toczy nieprzerwanie, która, nawet generując pewien impas, stymuluje rozwój tej dziedziny. Jest to oczywiście spór o status interpretacji, o poszukiwanie nowych sposobów lektury, o „być albo nie być” warsztatu filologa.

Literatura jest w niniejszej książce traktowana instrumentalnie, choćby jako narzędzie poznania, wykraczające poza doświadczenie. Uatrakcyjnia wyraźnie nie tylko narrację filozoficzną, historię idei i współczesnej myśli socjologicznej. Nadaje ona nowe jakości semantyczne niemal każdej badawczej perspektywie oglądu rzeczywistości, która „obserwowana” poprzez tekst literacki staje się bogatsza i pełniejsza. Zwrot w stronę literatury jest przede wszystkim aktem afirmatywnym. Chciałoby się rzec najprościej, iż literatura bywa zwyczajnie od tekstów filozoficznych ciekawsza, otwiera perspektywy oglądu znacznie szerzej, osadzona jest bliżej ludzkiego doświadczenia. Należy jednak przyznać za autorką, iż przede wszystkim nie powinno chodzić tu o konflikt, a o koegzystencję. Nie tylko literaturoznawca w świecie współczesnym nie może poradzić sobie bez narzędzi, które oferuje filozofia. Według Bielik-Robson sytuacja tekstów filozoficznych bez literatury także nie jawi się optymistycznie, ograniczenie to pozostawiałoby je we własnym, zamkniętym świecie. Wniosek ten zdaje się być oczywisty, nie szkodzi jednak (zwłaszcza literaturze i literaturoznawstwu) powtarzanie go od czasu do czasu. Nie trudno odnieść wrażenie, iż omawiana książka mówi o współistnieniu, ale zdecydowanie, przynajmniej we wstępnych założeniach, przechyla szalę na rzecz literatury. Literatura właśnie staje się w tych odczytaniach specyficznym pośrednikiem na linii filozofia – literatura – egzystencja. Pozostaje jednak zadać sobie pytania: czy literatura przemieniona w narzędzie sama nie zostaje w ten sposób jakoś zubożona (istnieje groźba, iż zostanie potraktowana jedynie jako wskaźnik w rękach filozofa czy też specyficzna proteza); czy jest to dla niej szansa na funkcjonowanie w świecie, czy roztapia ją to w dyskursach poszczególnych dyscyplin; czy nie ulega przenicowaniu, upłynnieniu i „rozpuszczeniu”? A może jednak tak czytana literatura nie tylko ubogaca, ale i jest ubogacana?

Jedno jest pewne, książka „Cienie pod czerwoną skałą. Eseje o literaturze” otwiera głos(y) w dyskusjach – oczywiście o głównym temacie tych esejów, czyli napięciu pomiędzy literaturą a teologią, ale także o statusie literatury i literaturoznawstwa, przyszłości interpretacji, czytaniu/użyciu. Dyskusji tych szeroko rozumiany postmodernizm nie musi już właściwie toczyć, jednak na gruncie zarówno literaturoznawstwa, jak i filozofii (i innych gałęzi humanistyki) wciąż się do nich powraca. Książka Agaty Bielik-Robson pośrednio otwiera te dyskusje, właściwie podtrzymuje ich długie trwanie. Czy udziela jakichkolwiek odpowiedzi? Myślę, że pozostawia je w swoistym zawieszeniu. Z jednej strony można bowiem bronić stanowiska, iż literaturoznawca powinien przede wszystkim korzystać z narzędzi własnej dyscypliny, jedynie sporadycznie sięgać po konteksty „z zewnątrz”. Z drugiej – w dzisiejszych czasach powrót do takiej metody lektury nie jest już chyba możliwy. Skutkowałoby to zubożeniem słownika opisu i ograniczeniem krytycznego myślenia. Należy otworzyć ukryte warstwy semantyczne przedmiotu lektury, bez rozmycia jego wiodącego statusu, z czym czasami spotykamy się w omówionych esejach. Przedstawiona przez Bielik-Robson perspektywa oglądu tekstu jest więc jedną z dróg (niejednokrotnie przynoszącą ciekawe i nowatorskie efekty), ale to nie jedyne wyjście. Jak wspomniane zostało na początku, ważne jest zachowanie pewnego umiaru, który pozwala nie zagubić tekstu literackiego w mnogości pobocznych kontekstów. Jednak o wyborze metody – w świecie subiektywnej, jednostkowej lektury – każdy podmiot czytający musi zdecydować sam.

Agata Bielik-Robson: „Cienie pod czerwoną skałą. Eseje o literaturze”. Słowo/obraz terytoria. Gdańsk 2016 [seria: Wokół literatury].