Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (299) / 2016

Radosław Pisula,

ŚMICHY-CHICHY (HARLEY QUINN. TOM 1. MIEJSKA GORĄCZKA)

A A A
Harley Quinn przeszła dziwną drogę w swoim popkulturowym życiu – od bycia nękaną pomocnicą Jokera w serialu animowanym, przez debiut w komiksowym medium, szybkie otrzymanie na początku XXI wieku własnej serii (liczącej 38 numerów), lata snucia się za swoim cyrkowym oprawcą, uwolnienie się spod jego jarzma i rozpoczęcie kariery antybohaterki razem z Syrenami z Gotham (Catwoman oraz Poison Ivy), by w końcu zabawiać graczy serii „Arkham” i stać się najbardziej oczekiwanym elementem nadchodzącego „Suicide Squad”.

Nic dziwnego, że DC intensywnie reklamuje ową postać – szczególnie po sukcesie Marvela z rozplenieniem Deadpoola w każdym w zasadzie zakątku komiksowego uniwersum (Wade należy już nawet do Avengers i ma swój własny zespół najemników) oraz kasową eksplozją powiązaną z pełnometrażowym filmem. To właśnie H.Q. jest najbliższa osiągnięcia podobnego sukcesu w skrajnie komediowej metanarracji. Oczywiście, podstawą nawału Quinnopodobnych produktów były graficzne cykle: najpierw wepchnięto ją do komiksowej Ekipy Samobójców, a niedługo po tym dostała swój własny periodyk, który teraz zaserwowało nam wydawnictwo Egmont Polska.

Pamiętam, że kiedyś zacząłem czytać tę serię, gdyż „zerowy” numer – zbiorowy wysiłek wielu twórców – pojawił się w ramach Dnia Darmowego Komiksu. Wtedy ten koncept mnie odrzucił: zespół Jimmy Palmiotti/Amanda Conner nigdy nie był szczególnie wybitny w kwestii komizmu (chociaż Conner ma na koncie uroczą „Power Girl” i jest naprawdę fantastyczną rysowniczką – tutaj niestety zobaczymy jedynie okładki jej autorstwa), a numer okazał się nieco wymuszonym zbiorem niekoherentnych gagów, mającym imitować komiksy z Deadpoolem. Na szczęście tym razem się przemogłem i okazało się, że pierwsze wydanie zbiorcze jest całkiem niezłą lekturą – czytadłem do kawy, które obok zupełnie przestrzelonych żartów ma na koncie parę naprawdę kapitalnych.

Należy podkreślić, że „Miejska gorączka” nie jest już tylko kolekcją dowcipów i pozbawionym ładu i składu „lataniem” po uniwersum DC. Komiks nadal oferuje zupełnie absurdalny humor, ale scenarzyści pokusili się o prostą, choć efektywną fabułę: Harley otrzymuje w spadku kamienicę i odtąd musi dbać o jej utrzymanie, ściąganie czynszu od lokatorów, a przy okazji – znaleźć stałą pracę. Dodatkowo ktoś wyznaczył za jej głowę sporą sumkę, więc protagonistka odpiera ciągłe ataki ze strony wynajętych morderców. I te elementy naprawdę przyjemnie wypaliły – nie są rozpisane szczególnie dobrze, ale budynek zaludniają ciekawe postacie, mające urocze relacje z nowym zarządcą. Co więcej, w pewnym momencie do obsady dołącza Poison Ivy, która od zawsze idealnie pasowała do Quinn – i to na różnych poziomach, bo w „Miejskiej gorączce” autorzy zarysowali interesującą relację homoseksualną między bohaterkami. Szkoda tylko, że dosyć jednostronną.

Jest tutaj dużo żartów żywcem wyjętych z komiksowych przygód Deadpoola (gadanie z wypchanym bobrem, imitującym wewnętrzny głos), aluzji seksualnych i obrzucania się ekskrementami, ale Harley sama w sobie jest tak charyzmatyczna, że całość naprawdę trudno zepsuć. Niemniej jednak, pod koniec daje się już wyczuć zmęczenie materiału i powtarzalność wątków, obawiam się zatem o przyszłość kolejnych epizodów. Ale na razie jest całkiem nieźle. Dodatkowo Chad Hardin posługuje się solidną superbohaterską kreską, dzięki czemu sceny akcji są ładnie rozrysowane, podobnie jak ekspresyjna mimika postaci.

Kilka ciekawych motywów i rozwiązań, dający się lubić bohaterowie, sporo klozetowego humoru oraz dużo rubasznej przemocy. Fani Deadpoola powinni „Harley Quinn” z miejsca polubić, ale jeśli ktoś nie trawi takiej konwencji, to może sobie lekturę darować. Pierwszy tom jednak polecam, szczególnie ze względu na wątek zdziadziałego cyborga.
Jimmy Palmiotti, Amanda Conner, Chad Hardin: „Harley Quinn. Tom 1. Miejska gorączka” („Harley Quinn: Hot in the City”). Tłumaczenie: Paulina Braiter. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2016.