Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (299) / 2016

Natalia Kaniak,

WRAŻLIWIEC Z MOKOTOWA (DYM. PABLOPAVO.WYWIAD GRAFICZNY)

A A A
Pablopavo jest postacią złożoną ze sprzeczności: z jednej strony to wykształcony i oczytany rusycysta, wielbiciel jazzu i poezji. Z drugiej – podwórkowy bard, którego od zawsze ciągnęło do prostych melodii w duchu reggae i punka. Intelektualna ogłada i chuligański sznyt mogą się w jego przypadku kojarzyć z ideałem polskiego beatnika czy chociażby praską[1] wariacją na temat Marcina Świetlickiego. Ale nie, Pablopavo to zdecydowanie typ domowy, rodzinny, ustatkowany. Taki, który mitologizuje warszawską codzienność, samemu pozostając na uboczu wydarzeń. Wieloletnia kariera muzyczna, od punk-rocka, który był i wciąż bywa domyślnym gatunkiem dla startujących zespołów, przez reggae, dancehall, po poezję śpiewaną, sprawiła, że Pablopavo może zostać uznany – w kontekście tych nurtów – za autorytet. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż jest poczciwcem z tatusiowym brzuszkiem i czapką z daszkiem, a jedynym, co zbliża go do stereotypowego wizerunku artysty, są wagony wypalonych papierosów.

Wyłaniający się z „Dymu” Paweł Sołtys to warszawski grajek o lekko grafomańskim zacięciu, którego nie rażą rymy częstochowskie ani opinia melomanów na temat reggae. Nie ma w nim chamstwa i udawanej nonszalancji Maćka Maleńczuka, nie ma też charakterystycznej pretensjonalności Świetlickiego. Pablopavo lubi swobodę, nie wstydzi się swojskości i jest dumny, że żyje z tego, co kocha, chociaż zaznacza, że droga do wolności twórczej była okupiona paroma kompromisami i niejedną chałturą. W rysunkach Marcina Podolca widać absolutne oddanie i fascynację dla muzyka. Fanowskie podejście sprawia, że wypowiedzi Pablopavo nabierają charakteru snutej przy ognisku opowieści i szczerej, bo opowiadanej oddanym słuchaczom, historii jego życia, twórczości oraz inspiracji. I chociaż dorobek Sołtysa nie przemawia do mojej muzycznej wrażliwości, mam pewność, że „Dym” to prawdziwa opowieść i solidnie przeprowadzony „graficzny wywiad”.

Wyobrażam sobie, jak Pablopavo otwiera się przed rozmówcami, mnożąc kolejne anegdoty. Widzę również, jak Marcin Węcławek stara się skleić godziny rozmów w całość i jak Marcin Podolec dopina wszystko na ostatni guzik, spajając album brunatnymi – dosyć mrocznymi w porównaniu z prezentowaną historią – ilustracjami. Styl znany z jego wcześniejszego komiksu („Wszystko zajęte”), owa „płynąca” kreska i świetnie zmontowane sceny dodają gawędziarskiej atmosferze wywiadu potrzebnej dynamiki. Może to wrodzone wyczucie ruchu, a może studia na łódzkiej filmówce sprawiają, że „Dym” to gotowy storyboard do muzycznej animacji. Dwóm Marcinom – Podolcowi i Węcławkowi – udało się wykreować wokół Pablopavo aurę „równego gościa”, człowieka, z którym chce się porozmawiać, bo można mieć pewność, że wysłucha, zrozumie i nie oceni. Powstał więc portret człowieka dobrego, o wielkim sercu, pasji do muzyki i ambicji do życia w zgodzie z samym sobą.
 


[1] Chociaż to nie ta strona Wisły, chodzi bardziej o image niż geograficzną dokładność!


Marcin Węcławek, Marcin Podolec: „Dym. Pablopavo. Wywiad graficzny”. Wydawnictwo Kultura Gniewu / Karrot Kommando. Warszawa 2016.