Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (299) / 2016

Andrzej Ciszewski,

SOCZYSTY CYBERPUNK (BLAME! TOM 1)

A A A
Zagadkowa epidemia wywołująca mutację, która na zawsze odmieniła oblicze znanego nam świata. Wertykalna metropolia o tysiącach kondygnacji oddzielonych od siebie diabelnie twardą Megastrukturą. Niezliczona liczba zgubnych korytarzy, tajemniczych przejść i zakamarków tworzących przestrzeń futurystycznego labiryntu. A pośród tego pandemonium znajduje się Killy – uzbrojony w emiter grawitonów protagonista z sobie tylko znanych przyczyn poszukujący genu terminala sieciowego, na który chrapkę mają również Istoty Krzemowe. Brzmi enigmatycznie?

Taki właśnie jest pierwszy tom „Blame!” – ukazującej się w latach 1998-2003 mangi Tsutomu Niheia (w Polsce znanego za sprawą równie klimatycznej „Abary”), która zasłużenie podbiła serca miłośników komiksowego cyberpunku. Chociaż wiele aspektów świata przedstawionego póki co skrywa aura – w najlepszym wypadku – niedopowiedzenia, autor bez problemu pozyskuje uwagę i ciekawość czytelnika już od pierwszych stron albumu. Wraz z Killym udajemy się w mroczną, niebezpieczną, ale na swój sposób fascynującą wyprawę przez kolejne poziomy technologicznego piekła, w którym (obok zdeterminowanych niedobitków ludzkości) co rusz napotykamy fantasmagoryczne byty: uskrzydlonych Nadzorców, lalkopodobnych Likwidatorów, krwiożerczych Strażników, wspomniane cybernetyczne Istoty Krzemowe czy plemię człekopodobnej rasy Wyschniętych. Tsutomu Nihei racjonuje czytelnikowi wiedzę o stworzonym przez siebie uniwersum, stopniowo odsłaniając kolejne elementy układanki dającej wgląd w genezę owej totalitarnej rzeczywistości (wyraźna inspiracja „Metropolis” Fritza Langa) czy obowiązującą w niej hierarchię bytów.

Pobrzmiewające mesjanistyczną nutą „Blame!” to trzymający w napięciu zapis codziennej walki o przetrwanie, w której nie ma miejsca na sentymenty i pokojowe rozwiązania. Dlatego też w recenzowanej mandze brutalne pojedynki, makabryczne w skutkach strzelaniny (donośne echa splatterpunkowej estetyki) oraz potężne eksplozje pełnią rolę widowiskowego lejtmotywu. Plastyczny eksces i bardzo sugestywny design postaci płynnie łączą się tutaj z zapadającą w pamięć scenografią, pieczołowicie oddającą wszelkie architektoniczno-urbanistyczne niuanse. Bezbłędne kompozycje przestrzenne – niejednokrotnie wywołujące u czytelnika opad szczęki – zabawa z perspektywą oraz porywająca dynamika kadrów (często opierających się jedynie na pozawerbalnych środkach ekspresji) skutecznie uprzyjemniają lekturę solidnie wydanego woluminu. Mówiąc krótko: „Blame!” jest gwarantem mocnych wrażeń, których z pewnością nie będzie brakować także w kolejnych pięciu odsłonach tej soczystej, pełnej rozmachu serii. 
Tsutomu Nihei: „Blame! Tom 1” („Shinsoban Blame!”). Tłumaczenie: Paweł „Rep” Dybała / Laboratorium Językowe KOTOKEN. Wydawnictwo J.P. Fantastica. Mierzyn 2016.