Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (299) / 2016

Katarzyna Warmuz,

NIEBEZPIECZNA SAMOTNOŚĆ EMIGRANTKI (VICTORIA)

A A A
W większości recenzji „Victoria” jest przedstawiana jako operatorski majstersztyk, dzieło wykorzystujące ,,kontrolowaną improwizację”, dwugodzinny film nakręcony za pomocą jednego ujęcia. Peany nad chwytami narracyjnymi towarzyszą zachwytom nad grą aktorską naturszczyków, którzy z rolami poradzili sobie bardzo zgrabnie i pokazali, że amatorzy mogą, przynajmniej na chwilę, strącić z medialnego piedestału gwiazdy Hollywoodu.

To prawda, że dzieło Sebastiana Schippera stanowi efekciarski rarytas dla każdego wielbiciela sztuki filmowej, ale wydaje się, że reżyser nie chce jedynie omamić widza ładnym obrazkiem, laurką z peryferii Berlina, gdzie panuje moda na ekologiczną kawę i podziemne kluby z drogimi trunkami; twórca najwyraźniej dąży do tego, by pokazać coś, co wyziera z wnętrza świata bez granic. Skupienie uwagi na powierzchni byłoby nie tylko lekceważącym gestem w odczytaniu „Victorii”, ale i niesprawiedliwym zabiegiem, który skutkowałby tym, że odbiorcy skoncentrowaliby się jedynie na chłonięciu hipnotyzujących obrazów miejskich przestrzeni.

Historia opowiedziana w filmie Schippera jest prosta: dwudziestokilkuletnia dziewczyna z Madrytu przyjeżdża do Berlina, pracuje w kawiarni, a czas wolny spędza na samotnych eskapadach po klubach, próbując nawiązać jakąkolwiek relację z racji tego, że nikogo w stolicy Niemiec nie zna. Wydaje się, że wypijany alkohol i elektroniczna, transowa muzyka działają jak lekarstwo, mające zepchnąć na peryferie jaźni codzienne troski bohaterki. Victorię (Laia Costa) poznajemy w czasie takiej właśnie nocy, podczas której spotyka czterech mężczyzn świętujących urodziny jednego z nich. Dziewczyna zostaje zaczepiona przez mianujących się ,,prawdziwymi berlińczykami” Sonne (Frederick Lau), Boxera (Franz Rogowski), Blinkera (Burak Yigit) oraz wykluczonego w późniejszych fragmentach filmu z powodu przepicia Fussa (Max Mauff). Młodzi mężczyźni nawiązują pogawędkę z Victorią, a jednocześnie próbują ukraść samochód, czy to dla pieniędzy, czy dla zgrywy, w celu zaimponowania dziewczynie. Do kradzieży nie dochodzi. Bohaterowie jednak nie rozstają się i od tego czasu będą śmiać się, bawić i rozmawiać o pozornie błahych sprawach, przemierzając razem miasto. Mimo że samotność Victorii zostaje przerwana i widzimy ją z uśmiechem na twarzy, czujemy niepokój. Dlaczego?

Podobno rodzice często mają rację i zapas dobrych rad, które sukcesywnie tamują młodzieńczy bunt. Jedna z fraz pojawiających się przed wyjściem dziecka z domu brzmi: ,,Nie rozmawiaj z nieznajomymi”, ale także i ona, z powodu nadopiekuńczej, rodzicielskiej otoczki, zostaje zignorowana. Później, już w wieku dojrzalszym, wszyscy mówią, powołując się na artykuły, ankiety, badania ekspertów, że człowiek sukcesu to taki, który jest komunikatywny, otwarty na nowe pomysły, kipi radością w czasie pracy i nie boi się wyzwań. Między tymi dwoma imperatywami zostaje umieszczona Victoria. Nie wybiera jednak ostrzeżenia, a zachętę i zaproszenie do zabawy, bo chce za wszelką cenę przezwyciężyć alienację wobec berlińskiej społeczności. O ile na początku znajomości z ,,prawdziwymi berlińczykami” dziewczyna próbuje uciec, tłumacząc się pracą i zmęczeniem, o tyle  później wpada w nową relację w sposób całkowity. To właśnie uczucie samotności jest asumptem do ,,wrzucenia” głównej bohaterki w wir niebezpiecznych zdarzeń związanych z napadem na bank, w którym Victoria mimowolnie i bez sprzeciwu bierze udział. Widz nie wie nawet, dlaczego ta filigranowa, o dużych i pełnych wrażliwości oczach dziewczyna wchodzi w porachunki ze światem podziemia, a nie idzie za rodzicielską radą, by omijać przypadkowo poznanych na ulicy mężczyzn. Czy robi to w imię solidarności z grupą? Czy może chce towarzyszyć Sonne, z którym w ciągu zaledwie godziny nawiązała szczególnie intymną relację? Widz nie uzyska konkretnych i dobrych odpowiedzi na te pytania. Pozostaną one w zawieszeniu.

Najistotniejszym fragmentem „Victorii” nie jest napad na bank i jego konsekwencje, a część poświęcona samej bohaterce, w której czasie odkrywa ona przed Sonne swoje wnętrze. Nie dokonuje wiwisekcji, ale opowiadając o zaniechanej karierze pianistki, odsłania siebie jako osobę wrażliwą, rozczarowaną i w pewnym stopniu pogodzoną z faktem, że musi wyemigrować, aby zarobić. Dziewczyna zaczyna grać na instrumencie, w dodatku w miejscu swojej pracy, ale kiedy kończy „Walc Mefista”, a chłopak oddala się w celu porozmawiania ze znajomym, Victoria zaczyna płakać. Nie jest to wybuch, spazm, ale cichy szloch. Schipper chce pokazać dwudziestokilkuletnich ludzi, którzy często rezygnują z marzeń i uciekają zagranicę, kuszącą pracą i nowymi znajomościami. Niemiecki reżyser prezentuje przykład radykalny, ale obrazujący, jak zderzenie z fantazmatem może wpłynąć na życie młodych jednostek. Płynna rzeczywistość, której zostali podporządkowani bohaterowie „Victorii”, działa na zasadzie szybkich reakcji: gdy coś nie dzieje się po myśli postaci, zaczynają one szukać natychmiastowej zmiany i gestem pozornej nonszalancji odrzucają przedmiot swoich skrytych marzeń. To nie jest aberracja, raczej proces zachodzący w codziennym życiu milionów jednostek, w związku z czym ciśnie się na usta słowo „prekariat”. Czy bowiem Victoria nie należy do tej grupy? Diametralnie zmieniła miejsce zamieszkania, pracuje w kawiarni, w której najpewniej nie zarabia bajońskich sum i najprawdopodobniej jej życie polega na ciągłej cyrkulacji między pracą a klubami. By przełamać błędne koło, zakładając, że takie istnieje w jej życiu, dziewczyna postanawia zaryzykować i pomóc w napadzie na bank. Wydaje się, że nie ma nic do stracenia, ale w dalszych segmentach filmu Schipper pokazuje, że płakać można nawet z powodu utraty nowych znajomości, bo kradzież nasączona skrajnymi i intensywnymi emocjami zaciska mocne więzy.

„Victorię”, nagrodzoną aż trzema nagrodami na Berlinale, między innymi za reżyserię i zdjęcia Sturla Brandtha Grøvlena, można czytać na różne sposoby, zaczynając od uważnego spojrzenia na operatorskie chwyty, dialogi, czyli na kwestie samego języka filmu, przechodząc do kwestii gatunkowych, a kończąc na przemyśleniu tego dzieła jako obrazu konkretnej grupy społecznej. Inni wybiorą jedynie oglądanie powierzchni, co bynajmniej nie jest naganną strategią, bo przecież już początkowa scena z pulsującymi białymi światłami i elektroniczną muzyką wskazuje na to, że przez ponad dwie godziny będziemy umieszczeni w hipnotyzującej i frenetycznej przestrzeni, w której nomadyczne jednostki prowadzą nas po świecie bez granic.
„Victoria”. Reżyseria: Sebastian Schipper. Scenariusz: Sebastian Schipper, Olivia Neergaard-Holm, Eike Frederik Schulz. Obsada: Laia Costa, Frederick Lau, Franz Rogowski, Burak Yigit i in. Zdjęcia: Sturl Brandth Grøvlen. Gatunek: dramat, kryminał. Produkcja: Niemcy 2015, 140 min.