Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (300) / 2016

Natalia Kaniak,

CIERPLIWY AMERYKANIN (PATIENCE)

A A A
Doczekaliśmy się! Oto najnowsze dzieło Daniela Clowesa zostaje wydane na polskim rynku tuż po światowej premierze. Tym sposobem fani opowieści graficznych mają szansę poczuć się jak kinomani, którzy zaraz po festiwalowych premierach mogą udać się do przybytku X muzy tropem gorących (jeszcze) realizacji. Jednym z tytułów wypatrywanych w komiksowym światku bez wątpienia była „Patience”, układająca się razem z „Ghost World”, „Davidem Boringiem” oraz tomem „Niczym aksamitna rękawica odlana z żelaza” w panoramę (dostępnej u nas) twórczości amerykańskiego autora. Na pochwałę, jak zwykle, zasługuje wspaniałe tłumaczenie Wojciecha Góralczyka. Clowes nigdy nie stronił od wulgaryzmów, które w konkretny sposób charakteryzowały jego postaci. Dzięki zgrabnemu przekładowi również polscy czytelnicy mogą cieszyć się zniuansowanymi kwestiami bohaterów, których – obok świetnej kreski – kształtuje sposób wypowiedzi.

Tytułowa Patience to ukochana Jacka Barlowa, który, poza dobrze brzmiącym nazwiskiem, nie ma wiele do zaoferowania. Jako życiowy nieudacznik stara się zaimponować dziewczynie, kłamiąc na temat nowo zdobytej, prestiżowej posady. Protagonistka również oszukuje Jacka, nie wyznając mu wszystkiego na temat własnej przeszłości. Sama o sobie mówi jak o nic nie wartej „białej hołocie”. Bohaterka nie ma do siebie szacunku, a Jack nienawidzi siebie za to, kim jest. Na domiar złego właśnie dowiedzieli się, że będą mieli dziecko. Początkowy mumblecore bardzo szybko zmienia się w kryminał SF, którego największą atrakcją są podróże w czasie. Daniel Clowes bez problemu łączy obie stylistyki i mimo że czasoprzestrzenna ruletka stanowi w tym przypadku ewidentny popis narracyjny, autorowi udaje się oszukać czytelnika i przekonać go, że „Patience” to opowieść uniwersalna, życiowa i zupełnie prawdopodobna.

Barlow wędruje zatem po osi czasu w obie strony, obalając wykształcone przez literaturę i kinematografię teorie na temat tego typu eskapad. W świecie Jacka czas nie jest linearny: to raczej zaklęte kłącze lub – jak swego czasu ujął to Dziesiąty Doctor Who – „wibbly wobbly timey wimey stuff”, co oznacza wymiar, do zawładnięcia którym potrzeba dużo zapału i tytułowej cierpliwości. Bardziej misterną konstrukcję stworzył chyba jedynie Jason w „Skasowałem Adolfa Hitlera”.

Clowes bawi się konwencjami, korzystajac z dziedzictwa telewizji i dobrodziejstw niskobudżetowych filmów science fiction zarówno w kontekście rekwizytów, strojów, jak i kolorów, które dominują w całym albumie. Nie przestaje być przy tym Danielem Clowesem, jakiego znamy – dziwacznym, przenikliwym, lubiącym pakować swoich bohaterów w tarapaty i niepałającym przesadną do nich sympatią. Jack Barlow nie jest bowiem protagonistą, na którego miejscu chcemy być lub którego wybory pochwalamy. Zdecydowanie bliżej mu do zdeterminowanego szaleńca, który nie zawsze trzyma swoje nerwy na wodzy. Ale dziwnym trafem udaje mu się, nieraz w karkołomny sposób, dopiąć swego.

„Patience” to dojrzały album, którym Amerykanin po raz kolejny potwierdza mistrzowskie opanowanie rzemiosła, artystyczne wyczucie i autorski styl. I chociaż zawsze zaskakuje konwencjami, to trudno byłoby przypisać ten komiks twórcy innemu niż ten, który swego czasu snuł opowieść o mężczyźnie szukającym aktorki dostrzeżonej w awangardowym filmie porno. W gruncie rzeczy „Patience” stanowi odwołanie do początków kariery Clowesa, z tą różnicą, że jego obecne dzieła nie są już tak hermetyczne jak kiedyś.
Daniel Clowes: „Patience”. Tłumaczenie: Wojciech Góralczyk. Wydawnictwo Kultura Gniewu. Warszawa 2016.