Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (300) / 2016

Matylda Badera,

"MOŻE NIE W GŁOWIE, ALE GDZIEŚ MI SIĘ KRĘCI OD TEGO" (UCHO WEWNĘTRZNE)

A A A
Trzaska i Stasiuk siedzą w studio nagrań, pracują nad muzyczną aranżacją ich najnowszego projektu, na twarzach wypisane mają wielkie wzruszenie i szczęście. Gdzieś między recytacją a muzyką znajdują chwilę na rozliczenie się ze swoją przeszłością. Magiczna atosmfera.

Czy potrafimy jeszcze słuchać?

Mikołaj Trzaska po raz kolejny stał się bohaterem filmu dokumentalnego. Wcześniej mogliśmy zobaczyć go w opowieści Filipa Dzierżawskiego o losach legendarnego zespołu Miłość; z Szymonem Uliaszem i Magdaleną Gubałą współpracował przy ich debiutanckich „Ścinkach”; teraz sam został protagonistą ich filmu. Twórcy nazywają swoją realizację biografią emocjonalną lub przewodnikiem po świecie muzyków improwizujących. Trudno się z taką klasyfikacją nie zgodzić, na ekranie pojawiają się bowiem największe nazwiska sceny jazzowej, a forma improwizacji staje się próbą ekspresji własnych emocji.

Zatroskany ojciec-malarz – taki obrazek dostajemy w pierwszych minutach „Ucha wewnętrznego”. Mamy tutaj trochę goryczy i rozczarowania związanych z wybraniem przez syna innej niż ojciec ścieżki artystycznej, trochę rozbawienia, wynikającego ze wspominania problemów szkolnych Trzaski. Od początku filmu dzieje się coś niesamowitego; reżyserom udało się stworzyć ciepły portret rodzinny, oparty nie na suchej relacji, ale na opowieści złożonej z historii codzienności. Klasyczna narracja biograficzna zostaje zastąpiona opowieścią krążącą wokół haseł dzielących film na kolejne rozdziały. Twórcom zależało, by podział ten podkreślał płynność filmowej struktury, by obraz płynął razem z muzyczną opowieścią. Każdy kolejny rozdział możemy traktować jak pusty takt w zapisie nutowym, który wypełniają epizody z życia muzyka.

Improwizacja

To najważniejsza dla mnie część portretu artysty. Część starająca się uchwycić istotę improwizacji, pokazująca momenty uchwycone za kulisami, innych twórców próbujących opisać moment nie do opisania. Opowieści Trzaski przeplatają się z historiami największych nazwisk świata jazzowych geniuszy. Miło patrzeć na niego oraz pozostałych muzyków w krakowskiej Bombie na Placu, gdy czarują publiczność dźwiękiem. Artysta podkreśla, że o muzykach jazzowych można mówić jak o winie – ich doskonałość przychodzi z wiekiem. Im większy mamy bagaż doświadczeń, tym więcej emocji jesteśmy w stanie przekazać słuchaczom. Trzaska hipnotyzuje. Pięknie mówi o momentach zapomnienia, o śledzeniu wzrokiem innych muzyków, o chwili spotkania dźwięków i całkowitego zrozumienia.

W pierwszych sekundach filmu bohater wspomina o górze, która jest drzwiami do innej, magicznej rzeczywistości. Myślę, że w momentach muzycznego zatracenia znajduje się on w tej sennej krainie. Rozczulające jest to zwierzenie artysty, który ujawnia, że zawsze miał problem z zapisem nutowym. Może właśnie ta trudność pchnęła go w stronę muzycznych improwizacji? Improwizator jest przekaźnikiem różnych emocji i energii; sam Trzaska, opisując improwizację, mówi o istocie ducha, o najszczerszym dźwięku i najszczerszej prawdzie.

Ślady

Twórcy filmu rys biograficzny przeplatają opowieścią o inspiracjach, przyjaźniach. W tej części miesza się forma biograficzna z najważniejszą dla Trzaski inspiracją. Żydowskie korzenie (w wieku 9 lat dowiedział się, że jego matka jest Żydówką) bardzo wpłynęły na jego muzykę. Wraz z Rafaelem Rogińskim tworzy zespół Shofar, starając się „odtworzyć ucięty korzeń kultury żydowskiej”. Fascynujące są dla niego pełne emocji utwory powstałe w kręgach żydowskich,  dzieła nie tylko wyśpiewane, ale przede wszystkim zaimprowizowane. Dzięki nim odkrył, że dla niego to też jest bardziej naturalny sposób myślenia o tworzeniu muzyki.

Autorzy filmu pokazują też współpracę Trzaski z Andrzejem Stasiukiem, której istotą jest, według pisarza, podobny „smak świata”. W filmie zabrakło mi fragmentu o współpracy Trzaski z Wojciechem Smarzowskim, narracji o dwóch bezkompromisowych polskich twórcach, tworzących razem niezwykle przejmujące obrazy.

„Ucho wewnętrzne” to kolejna biografia muzyka, która wykorzystuje animację jako formę składową opowieści. Po filmie „Kurt Cobain: Montage of Heck” w reżyserii Bretta Morgena, Uliasz i Gubała jako kolejni decydują się na wplecenie tej techniki do swojego filmu. Staje się ona ilustracją otaczających nas w czasie całego seansu dźwięków. Trzaska twierdzi, że „muzyka daje szansę wypowiedzenia historii niewypowiedzianych”; i taką właśnie historię opowiada reżyserski duet.
„Ucho wewnętrzne”. Reżyseria i scenariusz: Magdalena Gubała, Szymon Uliasz. Zdjęcia: Krzysztof Bartuzin, Piotr Michalski. Gatunek: film dokumentalny. Produkcja: Polska 2016, 70 min.