Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (300) / 2016

Małgorzata Lebda,

KRYZYS? JAKI KRYZYS?! (14. MIESIĄC FOTOGRAFII W KRAKOWIE)

A A A
Tegoroczna odsłona Miesiąca Fotografii w Krakowie zorientowana była na aktualny dziś problem reprezentacji fotograficznej w dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości. Ponieważ jest to rzeczywistość cyfrowa, kakofoniczna, rzeczywistość przesytu tym, co wizualne, fotografia została postawiona przed dylematem: w jaki sposób docierać do widza, aby być widzianą, dostrzeżoną. Ten palący problem sztuki fotograficznej, którą przecież w dużej mierze kojarzymy z analogowymi formami przedstawień (tradycyjne wystawy fotograficzne), został poprzez ekspozycje, spotkania, działania w terenie, a także dzięki wspaniale zredagowanemu katalogowi festiwalu, poddany głębokiej analizie.

Organizatorzy festiwalu, wraz z kuratorem, antropologiem kultury Larsem Willumeitem, sprowokowali namysł nad pojęciem „kryzysu”, które zdaje się dotykać niemal wszystkich sfer naszego życia, w związku z czym również fotografia nie jest od niego wolna. Tematem przewodnim stało się hasło: „Kryzys? Jaki kryzys?!”. Specyficzna forma zapisu, w której pojawia się pytanie, a za chwilę podważenie jego zasadności, to w moim odczuciu zabieg podkreślający, że festiwal to przestrzeń służąca do zadawania pytań, kwestionowania odpowiedzi, a także ich potwierdzania oraz dyskusji z własnymi wyobrażeniami na temat kondycji współczesnych form narracji wizualnej.

Ożywcze spojrzenie na temat przewodni rzucało osiem wystaw programu głównego („Świeże spojrzenie. Nowe formy narracji wizualnej”, „Yann Mingard: Depozyt”, „Inżynieria obrazu – (Re)aktywacja fotografii: Discipula / Klara Källström & Thobias Fäldt / Werker Magazine”, „Paul Graham: Nowa Europa”, „Aneta Grzeszykowska”, „Max Pinckers: Czy zaśpiewają niczym krople deszczu, czy nie ugaszą mojego pragnienia”, „Sputnik Photos: Stracone terytoria. Stan zero”, „#DYSTURB”), a także sekcja eksperymentalna („DER GREIF Proces 2.0”) oraz szereg wydarzeń towarzyszących, w tym – po raz pierwszy ujęta w programie festiwalu – konferencja naukowa (poruszająca temat manipulacji w fotografii, zorganizowana przez Stowarzyszenie fotograficzne FotoBzik i Koło Naukowe OKoło UJ).

Zbaczając nieco z głównego festiwalowego nurtu, miałam poczucie, że tegoroczna odsłona Sekcji ShowOFF (zaprezentowano osiem premierowych projektów młodych twórców – Weroniki Gęsickiej, Katarzyny Hoffmann, Filippo Menichettiego i Martina Errichiello, Krzysztofa Raconia, Constantina Schlachtera, Michała Siareka, Kacpra Szaleckiego, Justyny Wierzchowieckiejwyłonionych w drodze otwartego konkursu) jest stonowanym głosem w temacie „Kryzysu”, jakby realizacją owego zakwestionowania wybrzmiewającego w słowach „Jaki kryzys?!”. Właśnie: jaki kryzys? Przyjrzę się uważniej trzem z zaprezentowanych w Sekcji ShowOFF wystawom.

Weronika Gęsicka: „Ślady”

Fascynacja pamięcią oraz mechanizmami jej działania to zagadnienia, wokół których obsesyjnie krąży młoda artystka. Zaprosiła ona widzów do świata fotografii, które zostały poddane przekształceniu, wyrwane ze swoich pierwotnych kontekstów, a w procesie edycji nadano im nowe znaczenia. Zdjęcia zakupione w banku fotografii funkcjonują tu na prawach artystki, której najwyraźniej zależy na komplikowaniu tropów, wskazywaniu różnych dróg interpretacji. Wszystko w tych fotografiach jest możliwe. Scenki rodzinne, pamiątki z wakacji, życie codzienne – niby nic niezwykłego, ale poprzez przekształcenia i modyfikacje dokonane przez artystkę fotografie zyskują surrealistyczny wręcz wydźwięk. Zdjęcia domagają się uwagi, a wzrok odbiorcy jest poddawany swoistemu ćwiczeniu z uwagi. Przypomina to wizualną łamigłówkę, w której pobrzmiewa pytanie: w którym elemencie fotografii artystka podejmuje z nami grę? Fantasmagoryczne nakładanie masek, zagadnienia dotyczące naszej autentyczności, wchodzenia w role społeczne, które przypisujemy sobie i które są nam przypisywane – Gęsicka miesza rejestry tego, co możliwe i niemożliwe. Zamazane, przekształcone, wycięte twarze mówią o zaniku indywidualności, o tym, że nasze podobizny pozbawione kontekstu stają się pustymi figurami. Fotografia ma tu moc z jednej strony zaświadczania o czyimś „byciu”, z drugiej zaś podkreśla ulotność owego istnienia. Cykl ten jest też w moim przekonaniu znakomitym punktem wyjścia do przemyślenia swoich archiwalnych rodzinnych albumów, szczególnie tych skonstruowanych przez osoby dzisiaj już nieobecne, których nie można zapytać o szczegóły fotografii: ludzie – kiedyś może ważni, bliscy, kochani – pozbawieni kontekstu są tylko wizualnymi figurami, zaświadczają o czymś, co się wydarzyło, ale nie zaświadczają o tym, kim byli.





Weronika Gęsicka, Bez tytułu 1, z cyklu Ślady, 2016. ©Weronika Gęsicka.Dzięki uprzejmości artystki.



Weronika Gęsicka, Bez tytułu 2, z cyklu Ślady, 2016. ©Weronika Gęsicka. Dzięki uprzejmości artystki.



Weronika Gęsicka, Bez tytułu 3, z cyklu Ślady, 2016. ©Weronika Gęsicka. Dzięki uprzejmości artystki.



Krzysztof Racoń: „Znikające jeziora”

„Znikające jeziora” to cykl poświęcony tematowi rozpadu i degradacji. Głównymi bohaterami fotograf czyni sztuczne zbiorniki wodne: Jezioro Rożnowskie i Jezioro Czchowskie. Stworzone w latach 40., stały się miejscami ważnymi dla Sądecczyzny. Przez lata  jako centrum ruchu turystycznego znakomicie zaspokajały potrzeby wypoczynku nad  (przysłowiową) wodą. Jeziora, pięknie wtapiające się w pagórkowate tereny, jak gdyby uspokajały krajobraz, prowokowały do przełączenia się w „tryb rekreacyjny”. Ponieważ sama pochodzę z terenów Beskidu Sądeckiego, wielokrotnie miałam okazję „namacalnie“ przyglądać się owym zbiornikom, ale dopiero dzięki realizacji pochodzącego z Nowego Sącza fotografa uświadomiłam sobie, że jeziora te znajdują się w fazie zanikania. Jak informuje tekst towarzyszący wystawie, ich żywotność określano w czasie powstawania na około 75 lat.

Racoń uważnie przygląda się detalom owego znikania: podchodzi blisko do tafli wody, bada strukturę brzegu, przyłapuje jezioro w różnorakich pogodowych odsłonach, wydobywa z mgły, podgląda w pełnym słońcu. Patrzy też z uwagą na ludzi, dla których te miejsca w dalszym ciągu posiadają walory turystyczne. Narracja cyklu poprowadzona jest w sposób nienachalny, subtelne kadry podkreślają, że proces, który ma miejsce, jest powolny, ale nieubłagany. Jeziora bowiem ulegają zamulaniu, czego przyczyną jest nanoszenie w nich przez Dunajec i wpadające do niego potoki żwiru i mułu. Dostrzegam w omawianej tu fotograficznej realizacji pytanie o trwałość i nietrwałość tworzonych ludzkimi rękami przekształceń biegu natury. W demiurgiczne zapędy człowieka – przypominają o tym zdjęcia cyklu – są wpisane ograniczenia. I jest w tym jakaś prawda o wielkiej sile natury, która w miejscach, gdzie człowiek uzurpuje sobie prawo do ingerencji, powolnymi procesami próbuje przywrócić równowagę.





Krzysztof Racoń, Bez tytułu 1, z cyklu Znikające jeziora. ©Krzysztof Racoń, 2014. Dzięki uprzejmości artysty.



Krzysztof Racoń, Bez tytułu 2, z cyklu Znikające jeziora. ©Krzysztof Racoń, 2014. Dzięki uprzejmości artysty.



Krzysztof Racoń, Bez tytułu 3, z cyklu Znikające jeziora. ©Krzysztof Racoń, 2014. Dzięki uprzejmości artysty.



Kacper Szalecki: „Olimpia’s Diary”

„Olimpia recyklingowana” – czytamy w tekście towarzyszącym wystawie najmłodszego z artystów prezentowanych w tegorocznej odsłonie Sekcji ShowOFF. Niespełna dwudziestoletni Szalecki, używając techniki analogowej, śledzi (i powołuje do życia) motyw Olimpii. Sam mówi: „moja przyjaciółka położyła się w pozie łudząco przypominającej Olimpię z obrazu Maneta na tle reprodukcji pracy Katarzyny Kozyry o tym samym tytule. Od tamtego czasu spontanicznie dokumentuję podobne motywy i nawiązania”. Oglądając nonszalanckie, bezpretensjonalne kadry, mam poczucie subwersyjności gestu podjętego przez olsztyńskiego fotografa (realizuje się ona tutaj przede wszystkim poprzez przewartościowanie toposu). Przekształcenia dokonane w przestrzeni znanego motywy sztuki wizualnej stają się pretekstem do refleksji nad naszym – być może świątobliwym – podejściem do kanonu sztuki oraz nad tym, czy mamy odwagę podjąć dyskusję z owym kanonem. Szalecki taką odwagę ma, a przy tym robi to w sposób dowcipny, pomysłowy, świeży. W całym cyklu konsekwentnie wykorzystywana jest technika snapshotu (szybkich zdjęć „z ręki”). W swoistej niedbałości tych fotografii kryje się coś ujmującego, być może działają one również w sferze podświadomości, kto z nas bowiem nie ma w schowanym gdzieś we wnętrzu szafy pudle licealnych zdjęć utrzymanych w podobnym klimacie?

153 lata po powstaniu obrazu Édouarda Maneta zostaje z nim podjęty niezwykle ożywczy dialog. Przyglądam się mu i jestem zahipnotyzowana.





Kacper Szalecki, Olimpia nr 4, z cyklu Olimpia'sDiary. ©Kacper Szalecki, 2015. Dzięki uprzejmości artysty.



Kacper Szalecki, Olimpia nr 11, z cyklu Olimpia'sDiary. ©Kacper Szalecki, 2015. Dzięki uprzejmości artysty.



Kacper Szalecki, Olimpia nr 13, z cyklu Olimpia'sDiary.  ©Kacper Szalecki, 2015. Dzięki uprzejmości artysty.
Weronika Gęsicka: „Ślady”. Kuratorka: Agnieszka Rayss.
Krzysztof Racoń: „Znikające jeziora”. Kuratorka: Lidia Popiel.
Kacper Szalecki: „Olimpia’s Diary”. Kuratorka: Lidia Popiel.
Miesiąc Fotografii w Krakowie. Sekcja ShowOFF. Kraków, 12.05-12.06.2016.