Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (300) / 2016

Zuzanna Sokołowska,

MIEJSCA PAMIĘCI (ELEMENTARZ)

A A A
Wystawa w gliwickiej Czytelni Sztuki, której autorem jest Michał Łuczak, to cykl fotografii, które bezpośrednio nawiązują do problemu odtwarzania pamięci, wypełniania jej luk powrotem do miejsc zmienionych przez nieuchronny upływ czasu. Monochromatyczne kadry artysty stanowią wnikliwą obserwację prywatnej przeszłości, która obecna jest tylko we wspomnieniach albo snach. Łuczak wędruje ze swoim aparatem po zakątkach kojarzących mu się z dzieciństwem, zabawami z kolegami z podwórka i wstydliwymi przygodami, w które musiała interweniować jego matka. Jednakże, jak podkreśla autor, nigdy wcześniej ani później nie czuł się tak wolny. „Pamiętam… kolana zdarte w rowerowych kraksach, smak krwi i ziemi, kiedy trzeba było je »zdezynfekować«; kopa w dupę, bo jakoś ciężko było się podnieść z  chodnika; zgagę po tym, jak uczyliśmy się bekać na zawołanie – myślałem, że tak mi już zostanie; (…) muzę z czołówki serialu o Robin Hoodzie; plucie na odległość – najdalej latały te zielone; bomby z proszku do pieczenia podkładane w sklepie; grę w noża scyzorykiem dziadka i puszczanie resoraków z górki” – wspomina Łuczak. Jego kadry, tętniące tęsknotą za tym, co bezpowrotnie minęło, to wizualna rejestracja opustoszałych zakamarków, do których drogę zna tylko on sam.

To właśnie w tych przestrzeniach artysta stara się od nowa poszukiwać tożsamości, zapachów, wrażeń, które odcisnęły trwałe piętno na jego wspomnieniach. Jednakże ta konfrontacja może okazać się bardzo bolesna – koledzy z podwórka wyprowadzili się, zestarzeli, założyli własne rodziny, stając się tylko niejasnym, odbarwionym przez czas wspomnieniem. Artysta rejestruje budynki, schody, po których wędrują jedynie targane przez wiatr liście, a także starą, zniszczoną kanapę, na której nie widać już śladów obecności człowieka. Wystawiona na działanie natury, bezkompromisowo biorącej ją w posiadanie, zostaje zdewastowana przez wiatr, deszcz i temperaturę, powoli odchodząc w zapomnienie. Łuczak kadruje także fragment rozbitego lustra, w którym odbijają się ogołocone przez jesień gałęzie drzew, próbując w ten sposób uchwycić pustkę i dotkliwy rodzaj samotności, powstający w wyniku konfrontacji z przeszłością. Tak dobrze znane, oswojone miejsca stają się nagle obce, należąc już do innych ludzi, do innej rzeczywistości, gdzie nie można się odnaleźć. Są na nich już inne odciski palców, których artysta nie chce identyfikować, rozpoznawać. Ale nadal próbuje zachować w swoim umyśle intymne historie, chce je wspominać i idealizować, zatrzymać na chwilę czas, powrócić do chwil natrętnie szarpiących jego wyobraźnię. Innymi słowy, dzięki swoim fotografiom chce zarejestrować to, co jeszcze z jego przeszłości zostało.

Integralną częścią wystawy w Czytelni Sztuki jest esej Krzysztofa Siwczyka „Koło miejsca”, składający się na publikację towarzyszącą ekspozycji, w której można znaleźć także zdjęcia artysty. Esej ten również powstał z inspiracji miejscem i wspomnieniami. Kiedy bohater „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta wziął smakowitą magdalenkę do ust, cała przeszłość stanęła mu przed oczami. W przypadku Siwczyka i Łuczaka taką symboliczną „magdalenką” stała się Czytelnia Sztuki. Choć w eseju wybitnego poety oraz w fotografiach artysty nie znajdujemy bezpośrednich odniesień do tego miejsca, to właśnie ono miało stać się pretekstem do głębokiej analizy związanej z tożsamością. To Gliwice w gruncie rzeczy są bohaterem tej wystawy.

Siwczyk w swoim eseju pisze o poetyckich inspiracjach, o Różewiczu, który swego czasu przebywał w Gliwicach, o Zagajewskim, Kornhauserze, Jerzym Lewczyńskim, o własnym pobycie w tym mieście, które nigdy nie robiło na nim piorunującego wrażenia. Zwłaszcza Ulica Zwycięstwa, po której dziś, jak zauważa, „defilują kolorowi obywatele świata”. Siwczyk pisze także o córce, o jej obecności w swoim życiu, wspólnych zabawach i bliskości, o umieraniu babci, która „zżółkła i wyschła jak mandarynka w trzy miesiące”. Ale przede wszystkim wspomina o nieuchronnym przemijaniu, o powolnym odchodzeniu. „Dla dziecka świat to jedno wspólne kino, z którego istnienia nie zdaje sobie sprawy. Seans trwa non stop. Bez początku i końca. Kiedyś było się aktorem i reżyserem każdej chwili. Później zostaje się tylko statystą własnego mijania. Nie wiem i nie chcę wiedzieć, kiedy kończy się projekcja, dlatego piszę” – konstatuje Siwczyk, wnikliwie obserwujący rzeczywistość, próbujący zmierzyć się z mozolnie mijającym czasem, którego nikt nie jest w stanie zatrzymać.

Francuski etnolog i antropolog kulturowy Marc Augé stworzył termin nie-miejsce, oznaczający przestrzeń niczyją, nieoswojoną, z którą nie wiążą człowieka żadne relacje emocjonalne. Jej główną cechą jest zawieszenie czasu w próżni, ponieważ nie obserwuje się w niej żadnej zmienności. Wystawa w gliwickiej Czytelni Sztuki oraz towarzysząca jej publikacja starają się walczyć o każde, nawet najmniejsze wspomnienie związane z miejscem, z prywatną przeszłością. Walczą o język, także ten wizualny, jakim należy się posługiwać, rejestrując osobiste retrospekcje. A także o to, by przestrzeń, tak bardzo zindywidualizowana i znajoma za sprawą wspomnień nie tylko z dzieciństwa, nie stała się nie-miejscem, ale była terytorium, w którym zawsze będzie obecna pamięć.

LITERATURA:

K. Siwczyk: „Koło miejsca”. Czytelnia Sztuki. Gliwice 2016.
Michał Łuczak: „Elementarz”. Czytelnia Sztuki w Gliwicach, 10.05.-12.06.2016.